W czasie wojny na Ukrainie na stajnie, w której pracowała Masza spadła bomba. Zginęło wiele koni, cześć rozbiegła się po polach. Masza z matką wyjechały do Polski. Dziewczyna początkowo pracowała w stajni, a następnie zajęła się wyprowadzeniem psów Warszawiaków. Dzięki temu, że uczy się w technikum weterynaryjnym, była w stanie nie tylko wychodzić ze zwierzakami na spacer, ale też podawać im odpowiednią karmę, a nawet leki. Zaufało jej wielu właścicieli psów. Dzisiaj jednak Masza znowu jest na Ukrainie. Jak przyznaje, wciąż czuje ogromny niepokój, wciąż brakuje prądu i nie ma światła, ale czuje, że jest w domu.