
Sign up to save your podcasts
Or


Płk Mariusz Kozłowski w rozmowie z Łukaszem Jankowskim analizuje kwestię zagrożeń hybrydowych, przed którymi stoi Polska. Punktem wyjścia jest niedawna katastrofa kolejowa w Hiszpanii, w której zginęło 39 osób. Czy do podobnej tragedii może dojść w Polsce? Gość "Popołudnia Wnet" przestrzega:
Rzeczywiście zdjęcia ujawnione tego torowiska hiszpańskiego przypominają wyrwę, która została zidentyfikowana na stacji Mika w województwie lubelskimW Mice, położonej na linii Warszawa-Lublin, doszło do eksplozji, na skutek której uszkodzony został fragment torowiska. Sprawę uznano za akt dywersji dokonany przez obywateli Ukrainy współpracujących z rosyjskimi służbami.
Władimir Putin, od co najmniej września na terenie Rzeczpospolitej Polskiej w przestrzeni powietrznej udowadnia, że ma wpływ na to, co dzieje się w naszym kraju. Drony i balony, nazwijmy to tak w skrócie, ta operacja dronowo-balonowa służy mu by to nam oznajmićSłużby wprzęgnięte w spór polityczny?
Od kampanii prezydenckiej byliśmy świadkami wiązania kontrwywiadu cywilnego, czyli ABW, a wcześniej kontrwywiadu wojskowego, czyli SKW, do działań czysto politycznychubolewa płk Kozłowski. Przechodząc do kwestii dronów, wskazuje, że rząd mógłby kupić polski system chroniący przed nimi, jednak, z niewiadomych powodów, tego nie czyni.
Agnieszka Stankiewicz (Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie) oraz Emilia Bortkiewicz (Ośrodek Pomocy Społecznej Dzielnica Wola) wyjaśniają podstawy działania pieczy zastępczej i pomocy społecznej w Polsce. Następnie kierujemy się do Bielska-Białej, miasta, które zyskało niedawno miano Polskiej Stolicy Kultury. O planach na 2026 rok opowiada Przemysław Smyczek – naczelnik wydziału kultury i promocji Urzędu Miejskiego Bielsko-Biała. Na koniec Marta Ławacz (Muzeum Archidiecezji Warszawskiej) opowiada o najnowszym, wyjątkowym wydawnictwie – antologii poezji polsko-węgierskiej „Na Anioł Pański biją dzwony”, której towarzyszy spotkanie z biskupem Michałem Janochą oraz czytanie wybranych wierszy. Wydarzenie odbędzie się dzisiaj o godz. 17:00 w Muzeum.
W studiu Radia Wnet gościmy Agnieszkę Stankiewicz (Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie) oraz Emilię Bortkiewicz (Ośrodek Pmocy Społecznej Dzielnica Wola). Rozmówczynie wyjaśniają podstawy działania pieczy zastępczej i pomocy społecznej w Polsce.
Powstanie Styczniowe a idea Rzeczpospolitej. Mróz i brak ogrzewania w Kijowie. Negocjacje ws. zakończenia wojny.
Co jest nieformalnym herbem rodu Pospieszalskich? Gdzie znajduje się kolebka tego klanu? Jak na losy jego reprezentantów wpłynęły obroty kola historii?
Adwokat Tomasz Budnikowski w rozmowie z Jaśminą Nowak tłumaczy niestosowność wpisu rzecznika Adama Szłapki, atakującego mecenasa Bartosza Lewandowskiego. Wskazuje też konsekwencje prawne publikacji.
O styczniu 1991 roku na Litwie: źródłach społecznej siły, solidarności Polaków i Litwinów, cenie wolności oraz aktualności tamtej lekcji po 35 latach.
Rozliczenia konsolidują elektorat, ale nie budują przyszłości – mówi Piotr Matczuk w Radiu Wnet. Jego zdaniem rząd utknął, a opozycja nie potrafi jeszcze tego wykorzystać.
Donald Tusk „zostaje w tyle” i jedzie na jednym temacie – tak Piotr Matczuk, komentator polityczny z kanału „Taktyka Polityki”, ocenia ostatnie miesiące działań premiera. W jego opinii koalicja rządząca jest dziś sprawna sejmowo, ale przekaz oparty głównie na rozliczeniach przestaje dawać efekt, bo nie odpowiada na rosnące problemy społeczne i gospodarcze.
Uważam, że Donald Tusk zostaje trochę w tyle, bo nie ma pomysłu na bieżącą sytuację. Żurek, rozliczenia, Ziobro nie są odpowiedzią na te pytania: co z NFZ-em? Co z cenami?– mówi Piotr Matczuk.
Koalicja „poukładana” w Sejmie, ale to nie wystarczy
Matczuk przekonuje, że arytmetyka sejmowa została w praktyce sprawdzona w grudniu i wyszła na korzyść Donalda Tuska.
Traktowałem jako „probierz” głosowanie grudniowe nad Czarzastym – przeszło gładko dla Tuska. On to wygrał. Koniec. Nie było tu wątpliwości– ocenia.
Spór wokół Grenlandii oraz gwałtownie rosnące znaczenie cen energii coraz wyraźniej splatają się w jedną opowieść o nowym etapie globalnej rywalizacji. W rozmowie na antenie Radia Wnet Andrzej Krajewski, dziennikarz, publicysta i historyk, przekonywał, że działania Donalda Trumpa mają charakter brutalnej presji, a europejska odpowiedź jedynie zachęca do dalszego nacisku.
Zdaniem Krajewskiego amerykański prezydent doszedł do momentu, w którym próbuje wymusić ustępstwa metodą szantażu, ale jego pole manewru jest ograniczone przez sytuację wewnętrzną w USA.
Trump gra bardzo ostro. On chce po prostu szantażem wymusić Grenlandię. Ale zajęcie jej siłą cieszy się olbrzymią niepopularnością w Stanach Zjednoczonych – nawet wśród republikanów
– podkreśla. I dodaje, że „nie ma przyzwolenia ani opinii publicznej, ani dużej części Kongresu. A jesienią są wybory i Republikanie mogą stracić większość”.
Krajewski zwraca uwagę, że Grenlandia może stać się jednym z tematów, które obrócą się przeciwko Trumpowi w kampanii śródokresowej, jeśli presja na Danię i Unię Europejską będzie eskalowana.
Trump straszy, naciska, sięga po cła, żeby wymusić dobrowolne oddanie wyspy. Ale czy to nastąpi? To nie jest takie oczywiste– ocenia.
Jednocześnie rozmówca Radia Wnet bardzo krytycznie ocenia europejską demonstrację „siły” w odpowiedzi na amerykańskie naciski.
Jeżeli wysyła się trzydziestu kilku żołnierzy i oficerów na poziomie bardzo słabej kompanii, to sygnał jest jeden: bronimy się, ale niezbyt dzielnie i jesteśmy otwarci na rozmowę
– mówi. I wskazuje, że „to jest sygnał, który mówi: warto docisnąć, bo wtedy pękną”. Przekonuje, że taki komunikat odbierają nie tylko Stany Zjednoczone, ale też Pekin i Moskwa.
Drugim kluczowym wątkiem rozmowy była polityka energetyczna, która – zdaniem Krajewskiego – może przesądzić o wyniku wyborów w USA. Choć ceny paliw nie są dziś głównym problemem, to gwałtownie drożejąca energia elektryczna zaczyna uderzać w amerykańskie gospodarstwa domowe.
Od czterech lat prąd w Stanach Zjednoczonych drożeje. Zdrożał już o ponad trzydzieści kilka procent i to jest dla Amerykanów szok, bo przez dwadzieścia lat płacili mniej więcej te same rachunki– wyjaśnia. Podkreśla, że „to jest koszt, na który nie byli przygotowani, a Amerykanie głosują portfelem”. Źródłem problemu jest rosnące zapotrzebowanie na energię związane z reindustrializacją oraz rozwojem centrów danych i sztucznej inteligencji – zjawisko, którego Europa od lat już nie doświadcza.
Wraz ze wzrostem PKB w Stanach rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną. W Europie tego nie ma od kilkunastu lat. W Niemczech zapotrzebowanie spadło o ponad 20 procent– wskazuje Krajewski.
W tym kontekście publicysta ostro krytykuje unijną transformację energetyczną, opartą – jego zdaniem – na wskaźnikach emisji, a nie na efektywności systemu.
W Europie głównym wyznacznikiem był wskaźnik emisji CO₂. On jest dobry dla biurokracji, ale nie oznacza ani efektywności, ani taniości systemu energetycznego– mówi.
Trump, jak zauważa Krajewski, obrał kierunek dokładnie odwrotny niż Unia Europejska.
On uciął subsydia do OZE, prowadzi otwartą wojnę z wiatrakami i chce przekierować fundusze na paliwa kopalne i energetykę jądrową. Efekty tej polityki będą widoczne za kilka lat, ale czasu do wyborów jest bardzo mało– dodaje.
Zdaniem rozmówcy Radia Wnet, Europa znalazła się dziś w strategicznym rozkroku.
Jeżeli przez kolejne pięć lat energia będzie dużo tańsza w USA i w Chinach, a Europa będzie tracić konkurencyjność, to tego się nie da przetrwać. Granica zostanie osiągnięta albo poprzez kontrolowaną modyfikację, albo poprzez niekontrolowany kryzys. A lepsza jest modyfikacja niż kryzys– podsumowuje.
– podsumowuje.
/fa
W ostatnich tygodniach Grenlandia znalazła się w centrum globalnego zainteresowania. Do Nuuk i mniejszych miejscowości ściągnęły dziesiątki ekip medialnych, a temat wyspy regularnie trafia na czołówki portali informacyjnych. W Radiu Wnet o tym, jak ta sytuacja wygląda „od środka”, opowiedział Adam Jarniewski, Polak mieszkający na Grenlandii od dwóch dekad, na co dzień związany z miastem Sisimiut.
Już na początku rozmowy podkreślał, że nagłe zainteresowanie mediów nie jest dla mieszkańców niczym komfortowym.
Powrót tematu Grenlandii w światowej polityce wiąże się bezpośrednio z ostrą retoryką Donalda Trumpa. Jak relacjonował Jarniewski, jej skutkiem jest nie tylko medialny chaos, ale też realny niepokój społeczny.
– „Pojawiły się zakusy Donalda Trumpa o Grenlandię i to się wiąże z tym, że jest tu multum dziennikarzy, reporterów i generalnie panuje duży niepokój” – podkreślał.
Nastroje te nie są wyłącznie jego osobistym odczuciem. Jak zaznaczył, sprzeciw wobec amerykańskiej narracji jest powszechny.
– „Myślę, że to jest nastrój wśród wielu mieszkańców, praktycznie wszystkich. Jutro będą organizowane demonstracje przeciwko tej twardej retoryce amerykańskiej wobec Grenlandii” – mówił.
Zapytany, czy Grenlandczycy chcą zmiany statusu wyspy, odpowiedział wprost:
– „Raczej chcą, żeby było tak jak jest. Ta retoryka Donalda Trumpa jest po prostu za ostra”.
Rozmowa zeszła także na codzienne życie na Grenlandii – zupełnie inne od tego, które znamy z Europy kontynentalnej. Jarniewski mieszka w Sisimiut, drugim co do wielkości mieście wyspy.
– „Drugie co do wielkości miasto liczy jedynie 5,5 tysiąca mieszkańców” – przypominał, pokazując skalę grenlandzkich realiów.
Jak zaznaczał, życie na wyspie to z jednej strony ogromna przestrzeń i bliskość natury, z drugiej – poważne ograniczenia.
– „Grenlandia to ogromny bezkres. Mamy bardzo małą gęstość zaludnienia i bardzo korzystamy z tych wielkich przestrzeni. Normalne jest na przykład, że chodzimy na polowania” – mówił.
Jednocześnie dodawał:
– „Transport jest bardzo utrudniony, bo miasta nie są połączone siecią dróg. Wszystko odbywa się drogą lotniczą, z częstymi opóźnieniami. No i generalnie wszystko jest bardzo drogie”.
Istotnym wątkiem rozmowy były relacje Grenlandii z Danią. Zdaniem Polaka obecny kryzys geopolityczny paradoksalnie zmienia ich postrzeganie.
– „Donald Trump dość paradoksalnie zbliża Danię i Grenlandię. Wielu Grenlandczyków zaczyna zdawać sobie sprawę, że ten sojusz przyniósł też wiele dobrego – między innymi pozwolił zachować kulturę i sposób życia” – oceniał.
Jako kontrast przywołał sytuację Inuitów na Alasce:
– „W przeciwieństwie do Inuitów na Alasce, gdzie ich kultura i język zostały praktycznie wytrzebione przez Amerykanów”.
Podkreślał też znaczenie kontekstu historycznego, często pomijanego w debacie publicznej.
– „Jeżeli mówimy o tym, co działo się w latach 50. i 60., nie można tego oceniać z perspektywy dzisiejszych czasów. O tym często zapominają media” – zaznaczył.
Jarniewski mówił również o języku i tożsamości Grenlandczyków.
– „Język grenlandzki jest oficjalnym językiem. Zdaje się z niego maturę. To imponujące, biorąc pod uwagę, że mówi nim około 50 tysięcy ludzi – mniej niż językiem kaszubskim” – podkreślał.
W kontekście ewentualnej pełnej niepodległości wyspy był ostrożny.
– „Większość Grenlandczyków zdaje sobie sprawę, że stuprocentowa niepodległość przy tak małej liczbie ludności byłaby ogromnym wyzwaniem, być może niemożliwym” – oceniał, wskazując, że tylko jedna partia polityczna otwarcie forsuje taki scenariusz.
Rozmowa zeszła też na kwestie bardzo przyziemne – jedzenie.
– „Żywimy się głównie mięsem. Bardzo trudno być tu wegetarianinem. Klasyczną potrawą jest zupa z foki – sułasad. Je się też renifera, morsa, wieloryba, a nawet mięso niedźwiedzia polarnego” – mówił bez ogródek.
Na pytanie, dlaczego od 20 lat nie wrócił do Polski, odpowiedział spokojnie:
– „Moja żona jest Grenlandką. Od razu spodobało mi się to życie – bez pośpiechu, bez codziennych zmagań. Wydaje mi się, że żyje nam się tutaj lepiej niż żyłoby się w Polsce”.
Na koniec, zapytany o życzenie po tygodniach medialnego oblężenia, nie wahał się ani chwili:
– „Świętego spokoju”.
From the publisher's feed

11 Listeners

9 Listeners

39 Listeners

44 Listeners

7 Listeners

42 Listeners

12 Listeners

14 Listeners

8 Listeners

60 Listeners

30 Listeners

23 Listeners

24 Listeners

34 Listeners

3 Listeners