Radio Wnet

Radio Wnet

By Radio WnetNewsPolitics
Download on the App Store

Radio Wnet episodes

  • „To nie był incydent, to trwa od miesięcy”. Matka ucznia o sporze wokół krzyża w szkole w Kielnie

     

    Incydent z 15 grudnia w szkole podstawowej w Kielnie na Pomorzu – zdjęcie i wyrzucenie krzyża z sali lekcyjnej – wywołał protest rodziców, interwencję poselską i ogólnopolską debatę.

    W rozmowie na antenie Radia Wnet głos zabrała Agata Kamola, jedna z matek zaangażowanych w obronę uczniów i ich prawa do manifestowania przekonań religijnych. Jak relacjonowała, część rodziców została poinformowana, że uczniowie klasy siódmej są wzywani na przesłuchania na policję.

    Rodzice siódmej B dzień wcześniej dostali informację, że dzieci będą dziś przesłuchiwane. To nie było łatwe, żeby się tam dostać, a przecież przesłuchanie nieletnich powinno odbywać się w obecności rodziców

    – mówiła.

    Jej zdaniem funkcjonariusze mieli zniechęcać rodziców do udziału w czynnościach.

    Rodzice pytali, czy mogą uczestniczyć w przesłuchaniu. Odpowiadano im: nie musi pani, bo przecież pani pracuje. A to jest nasze prawo

    – dodała. Ostatecznie – jak mówiła – tylko część rodziców została dopuszczona do udziału w czynnościach.

    Kamola stanowczo sprzeciwiła się narracji, według której cała sprawa dotyczy jedynie „plastikowego krzyża”.

    To się dzieje już od tamtego roku szkolnego. Krzyże wisiały, znikały, dzieci je wieszały z powrotem. Ten plastikowy krzyż to było ostatnie wołanie tych dzieci

    – powiedziała.

    Jak relacjonowała, uczniowie wielokrotnie sami podejmowali inicjatywę zawieszenia krzyża w sali.

    Najpierw był normalny, drewniany krzyż z wizerunkiem Pana Jezusa. Znikał. Dzieci poszły do woźnej, wzięły krzyż z innej sali. I on też zniknął

    – opisała.

    Jej zdaniem uczniowie sięgnęli po krzyż, który mieli pod ręką, bo inne możliwości zostały wyczerpane.

    „To nie była prowokacja. To była obrona krzyża i wołanie o jego obecność”.

    Reakcja dyrekcji i poczucie marginalizacji

    Matka ucznia zarzuciła dyrekcji szkoły, że problem jest bagatelizowany.

    Pani dyrektor twierdzi, że to był pierwszy incydent. To nieprawda. Zgłaszaliśmy, że krzyże giną, że jest walka z krzyżami w tej szkole

    – wskazuje.

    Rodzice – jak mówiła – czuli się marginalizowani także podczas posiedzeń Rady Rodziców.

    Zostaliśmy zaproszeni, ale potem wyproszeni z sali. Usłyszeliśmy: już jesteście, to powiedzcie coś i wyjdźcie

    – dodaje.

    Najmocniej w rozmowie wybrzmiał wątek kondycji psychicznej uczniów.

    Dzieci są przerażone. Próbuje się je przedstawić jako chuliganów, co nie miało miejsca. Jest im bardzo ciężko, bo autorytet nauczyciela i dyrekcji w ich oczach runął

    – opowiada.

    Kamola podkreślała, że uczniowie nie zgadzają się z narracją, w której przypisuje się im złe intencje. Jak mówi, „one broniły krzyża. Nieważne, czy był plastikowy, czy drewniany – dla nich to był krzyż”.

    Rodzice – jak zaznaczyła – nie zamierzają odpuścić.

    Dzieci się nie poddają, my się nie poddajemy. To bardzo ważna sprawa

    – mówi. Duże znaczenie miały dla nich także protesty i wsparcie lokalnej społeczności. Jak zaznacza, „jest dużo ludzi za nami, modlą się, wspierają. To piękne, że Polska się jednoczy w słusznej sprawie”.

    Na koniec rozmowy Kamola odniosła się do medialnych prób umniejszania znaczenia zdarzenia.

    „Krzyż to krzyż. Próbuje się umniejszyć jego wartość, ale dla nas i dla dzieci to symbol. Nie chcemy nikomu narzucać wiary – chcemy tylko, żeby nikt nam nie przeszkadzał wierzyć”.

    /fa

    13 min
  • Zaginiony Mehoffer wraca po 80 latach. Sensacyjne odnalezienie tryptyku „Powstanie Warszawskie”

    W Domu Józefa Mehoffera przy ul. Krupniczej 26 w Krakowie można dziś zobaczyć dzieło, o którym przez dziesięciolecia istniała jedynie wzmianka w rękopisach. Chodzi o monumentalny tryptyk „Powstanie Warszawskie”, namalowany przez jednego z najwybitniejszych artystów Młodej Polski w ostatnich miesiącach II wojny światowej.

    O sensacyjnym powrocie obrazu na antenie Radia Wnet opowiadała Beata Studziżba-Kubalska, kustosz Muzeum Narodowego w Krakowie i opiekunka Domu Mehoffera.

    „Serdecznie zapraszam do domu Józefa Mehoffera, by zobaczyć ten obraz. Tryptyk Józefa Mehoffera Powstanie Warszawskie” – mówiła na początku rozmowy.

    Jak podkreśliła, dzieło zostało udostępnione w depozycie przez Beskidzkie Muzeum Rozproszone Diecezji Bielsko-Żywieckiej, które przez lata przechowywało je w swoich zbiorach.

    „Korzystając z okazji wyrażam jeszcze raz swoją ogromną wdzięczność wobec tej instytucji, która sprawiła, że dzieło Mehoffera, znane jedynie w zasadzie z przekazów źródłowych, jest już pokazywane szerszemu kręgowi odbiorców”.

    Przez lata jedynym śladem istnienia obrazu był krótki fragment wspomnień Jadwigi Mehofferowej, żony artysty. W rękopisie biografii męża opisała ona tryptyk powstały w czasie wojny w krakowskim domu przy Krupniczej.

    Kustosz MNK przytoczyła ten niezwykły opis:

    „Jego środek, w przeciwieństwie do bardzo kolorowych boków, w utrzymanych odcieniach stali: na pierwszym planie tank niemiecki atakuje powstańców, którzy nie próbują się bronić, bo na wierzchu tanku leży przytwierdzona do niego dziewczyna, niechybnie wystawiona na pocisk. W głębi dalszego planu, w rozżarzeniu powietrza, widać na Placu Zamkowym walącą się Kolumnę Zygmunta”.

    Z tego zapisu wynikało jasno: Mehoffer, schorowany i już w podeszłym wieku, stworzył wstrząsające dzieło o losie walczącej Warszawy.

    „Wiemy, że taki obraz powstał właśnie w domu artysty przy Krupniczej 26 pod koniec 1944 lub na początku 1945 roku. No i potem ślad się w zasadzie urywa”.

    Sytuację komplikował fakt, że w Muzeum Powstania Warszawskiego już od 2008 roku znajduje się obraz Mehoffera przedstawiający walki na Starym Mieście z walącą się Kolumną Zygmunta. Przez lata uważano, że to właśnie to zaginione dzieło.

    Jak jednak wyjaśniła kustosz:

    „Nasz obraz i obraz w Muzeum Powstania Warszawskiego to absolutnie dzieła Mehoffera. U Mehoffera zdarzało się, że niektóre kompozycje powstawały w kilku wersjach”.

    Jedna wersja mogła być bardziej „wykończona”, druga bardziej swobodna malarsko – ale obie wyszły spod ręki tego samego artysty.

    „Ta wersja, która jest u nas eksponowana, jest może trochę bardziej malarska, jakby mniej wykończona. Ta z Muzeum Powstania Warszawskiego mogła być dalszym rozwinięciem tej samej wizji”.

    Mehofferowie w czasie wojny udzielali schronienia uciekinierom z Warszawy. Być może właśnie ich relacje stały się impulsem do stworzenia dzieła.

    „Jadwiga Mehofferowa wspomina, że ich dom na Krupniczej służył za schronienie wielu uchodźcom. Pisze też o młodym człowieku, który opuścił Warszawę po Powstaniu i musiał być jego świadkiem. Wyrażał ogromną wdzięczność za opiekę”.

    To z tych opowieści mógł powstać dramatyczny obraz powstańczej Warszawy, przeniesiony na płótno w formie symbolicznej, a nie dokumentalnej.


    Choć środkowa scena ukazuje czołg, dziewczynę przytwierdzoną do pancerza i ruinę miasta, Mehoffer nie stworzył realistycznej kroniki.

    „To nie jest scena realistyczna. To jest jakaś wizja, wyobrażenie podniesione do rangi symbolu. Ta młoda warszawianka ma rozłożone ręce jak w znaku krzyża, a na nią pada snop jasnego światła”.

    Ten motyw męczeństwa i ofiary łączy się z bocznymi skrzydłami tryptyku.

    Po prawej stronie widzimy apokaliptyczną walkę dobra ze złem:

    „Archanioł Michał strącający Lucyfera w otchłań, w ogniu i szamotaninie walki”.

    Po lewej natomiast pojawia się zupełnie inny ton:

    „Mamy scenę z uchodźcami opuszczającymi ginącą Warszawę, nad którymi czuwają anioły. Ta scena jest bardziej słoneczna, spokojniejsza, jakby niosła przesłanie, że mimo zagłady miasto zostaje opuszczone przez ludzi prowadzonych ku dalszemu życiu”.


    Do dziś nie wiadomo, w jaki sposób tryptyk opuścił dom Mehoffera i trafił do zbiorów kościelnych.

    „Nie ma żadnych źródłowych danych, czy artysta go podarował, czy rodzina sprzedała, czy może został ofiarowany jakiemuś księdzu. Być może jeszcze natrafimy na jakiś ślad. Dla mnie byłoby to ogromnie ciekawe”.

    Dziś jednak dzieło – choć tylko w depozycie – wróciło tam, gdzie powstało.

    „Po latach dzieło do nas wraca. Wraca na pewien czas, bo jest depozytem, ale znów jest w Domu Mehoffera”.


    Tryptyk „Powstanie Warszawskie” nie jest tylko sensacją muzealną. To także nowe światło na późną twórczość artysty kojarzonego dotąd głównie z symbolizmem i dekoracyjnymi polichromiami.

    „Dla wielu osób jest to niezwykłe, że Mehoffer podjął tak brutalny temat. A jednak zrobił to, wpisując go w swój symbolistyczny język”.
    19 min
  • Port Haller na Bałtyku. Nowa brama handlowa i militarna Polski?

     

    Port Haller to nowa inicjatywa Prawa i Sprawiedliwości zakładająca budowę pełnomorskiego portu Ro-Ro (czyli naczep drogowych, pojazdów kołowych oraz jednostek wojskowych) na Bałtyku. Ma on powstać w Choczewo, w bezpośrednim sąsiedztwie planowanej pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Port wypełniłby lukę w systemie transportowym i obronnym kraju.

    Inwestycja ma zapewnić Polsce dostęp do dwóch nowych korytarzy handlowych: bałtycko-czarnomorskiego oraz adriatycko-bałtyckiego, które – według zapowiedzi – mają być gotowe w ciągu najbliższych pięciu lat. Jednocześnie port ma pełnić funkcję bezpiecznej bramy dla przerzutu wojsk sojuszniczych NATO, pozostając poza zasięgiem rosyjskiej artylerii dalekiego zasięgu z Obwodu Królewieckiego i w obszarze działania bazy antyrakietowej w Redzikowo.

    O szczegółach koncepcji mówił na antenie Radia Wnet Kacper Płażyński, poseł Prawa i Sprawiedliwości z Pomorza, który podkreślał, że kluczową zaletą projektu jest jego powiązanie z inną strategiczną inwestycją państwową.

    To jest trochę samograj. Do elektrowni jądrowej i tak budowana jest droga krajowa i kolej – inwestycje za prawie 5 miliardów złotych. Port ma być zaraz obok, więc wykorzystujemy już poniesione koszty

    – wskazał.

    Jak zaznaczył, chodzi nie tylko o logistykę cywilną, ale o przygotowanie Polski na zupełnie nową mapę europejskich przepływów towarowych.

    Za pięć lat będą otwarte dwa nowe szlaki: Bałtyk–Adriatyk i Bałtyk–Morze Czarne. To, co dziś idzie przez Niemcy do Skandynawii i Wielkiej Brytanii, będzie mogło iść przez Polskę

    – mówił.

    Poseł wyjaśniał, że istniejące porty Trójmiasta nie są przystosowane do wielkoskalowych przeładunków Ro-Ro.

    W Gdyni mamy mały port Ro-Ro w środku miasta. Takie ładunki zajmują ogromne przestrzenie – bocznice, place manewrowe, logistykę. W Europie takie porty buduje się poza dużymi ośrodkami miejskimi

    – zaznaczył.

    Port Haller miałby powstać w lokalizacji oferującej – jak podkreślał – wyjątkowo dobre warunki naturalne. Jak wskazał, „półtora kilometra od brzegu mamy głębokość 12,5 metra. Jak na południowy Bałtyk to jedne z najlepszych warunków geologicznych”.

    Bezpieczeństwo i wojsko

    Jednym z kluczowych argumentów za budową portu jest bezpieczeństwo państwa.

    Porty w Gdańsku i Gdyni są w zasięgu rosyjskich haubic. W razie wojny nikt nie dowiezie tam sprzętu wojskowego. Sprzęt wozi się statkami Ro-Ro

    – mówił Płażyński.

    W jego ocenie nowy port byłby nie tylko cywilnym węzłem handlowym, ale elementem infrastruktury dual-use – cywilno-wojskowej, wpisującym się w unijne programy transportowe i obronne.

    Szacunkowy koszt samej części portowej to – według rozmówcy Radia Wnet – 2–3 mld zł, przy czym znaczną część infrastruktury dostępowej państwo i tak sfinansuje w ramach budowy elektrowni jądrowej. Poseł nie wykluczał różnych modeli zarządzania portem – od pełnej własności Skarbu Państwa po współpracę z narodowymi podmiotami.

    Naturalnym partnerem jest PKP Cargo, które działa międzynarodowo i mogłoby być beneficjentem tych nowych szlaków

    – mówił.

    W rozmowie pojawił się także wątek potencjalnej krytyki projektu – zarówno środowiskowej, jak i politycznej.

    To projekt niezgodny z interesami niemieckimi, bo odbiera im monopol na obsługę tych szlaków. Trzeba się liczyć z próbami zniechęcania do tej inwestycji

    – ocenił Płażyński.

    Odpowiadając na głosy obaw o ingerencję w nadmorską przyrodę, podkreślał:

    „To teren nieobjęty ochroną środowiskową. Pytanie brzmi: czy chcemy żyć w skansenie, czy rozwijać państwo i gospodarkę”.

    /fa

    21 min
  • Co się dzieje w PiS? Ziemkiewicz: Rozkład i dekadencja

     

    Gościem Poranka Radia Wnet był Rafał Ziemkiewicz – dziennikarz, publicysta i pisarz, który postawił tezę znacznie szerszą niż bieżący spór o ustawę budżetową. W jego ocenie obecna sytuacja w Polsce to efekt głębokiego kryzysu ustrojowego, w którym państwo znalazło się w stanie trwałego zawieszenia.

    Punktem wyjścia rozmowy była ustawa budżetowa – jedyna, której prezydent nie może zawetować, ale którą może skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Ziemkiewicz nie wyklucza takiego scenariusza, wskazując, że obecny rząd wielokrotnie działał poza granicami prawa.

    Ten rząd robi mnóstwo rzeczy, do których nie ma prawa, więc nie zdziwiłbym się, gdyby prezydent odpłacił pięknym za nadobne

    – powiedział. Jednocześnie zaznaczył, że byłby to ruch ryzykowny, bo pogłębiający destrukcję państwa. Jego zdaniem sam budżet jest wadliwy nie tylko politycznie, ale i ustrojowo. Jak komentował, „to jest budżet dramatycznego zadłużenia państwa. Skoro nie ma pieniędzy nawet na obsługę środków z KPO, to o czym my w ogóle rozmawiamy?”.

    Publicysta przypomniał zapowiedzi rządu o rezygnacji z kolejnych miliardów euro z KPO z powodu braku wkładu własnego.

    Jeżeli państwo nie jest w stanie znaleźć pieniędzy na kluczowe inwestycje, to co tu gadać o służbie zdrowia czy innych podstawowych sprawach

    – zastanawiał się.

    „Potworek konstytucyjny” i państwo w „glitchu”

    Zdaniem Ziemkiewicza problem jest jednak znacznie głębszy niż jeden dokument finansowy. Źródła tej sytuacji upatruje w samej konstytucji.

    Zaprojektowano potworka. Konstytucję, która dzieli władzę wykonawczą pomiędzy dwa ośrodki, dając prezydentowi możliwość blokowania, ale nie dając mu możliwości rządzenia

    – powiedział.

    W jego ocenie dokument ten jest dziś niewydolny i nie odpowiada na realia polityczne.

    Ta konstytucja jest po prostu nic nie warta. Jak długo będziemy się jej trzymać, tak długo będziemy tkwić w zawieszeniu

    – zaznaczył. Publicysta określił obecną sytuację mianem systemowego „glitchu” – momentu, w którym państwo przestało działać, a żaden z ośrodków władzy nie jest w stanie przejąć realnej odpowiedzialności.

    Kryzys dojrzewa. Wybory coraz bliżej?

    Ziemkiewicz wyraził sceptycyzm wobec tezy, że Polska dotrwa w obecnym stanie do wyborów planowanych na 2027 rok.

    Ja nie wierzę, żeby Polska w tym stanie dotrwała do 2027 roku. Te wybory trzeba zrobić jak najszybciej

    – mówił. Jednocześnie ostrzegł, że nawet wcześniejsze wybory mogą zostać zakwestionowane, co tylko pogłębi chaos.

    Już dziś słychać zapowiedzi, że wybory będą podważane, że system jest niewiarygodny. To prowadzi do bardzo niebezpiecznej sytuacji

    – zwracał uwagę. W jego ocenie kraj znajduje się w stanie „półdyktatury”, ale – jak dodał – wyjątkowo nieudolnej, bo pozbawionej sprawczości.

    Rozpad sceny politycznej i próżnia po prawej stronie

    Drugim istotnym wątkiem rozmowy była kondycja polskiej sceny politycznej. Zdaniem Ziemkiewicza społeczeństwo wyraźnie przesuwa się w prawo, ale nie znajduje tam stabilnej reprezentacji. Szczególnie krytycznie ocenił sytuację w Prawie i Sprawiedliwości.

     To, co się dzieje w Prawie i Sprawiedliwości, jest zdumiewającym jakimś rozkładem i dekadencją. Oczywiście są to skutki decyzji, która została podjęta po przegranych wyborach, to znaczy po pierwsze nie przyjmujemy do wiadomości, że przegraliśmy, mówimy, że wygraliśmy te wybory, trzymając się arytmetycznego wyniku, a nie praktycznego skutku, jakim była utrata władzy.Po drugie, jak to powiedział Jarosław Kaczyński, za nic nie będziemy przepraszać, bo żadnych błędów nie popełniliśmy. Wyborcy jednak wyraźnie uznali, że PiS jakieś błędy przez 8 lat popełnił. I jest taka zasada, jeżeli się bawimy w demokrację, to się nie kłócimy z wyborcami. Jak wyborcy mówią, popełniliście błędy, to wy się macie uderzyć w piersi, powiedzieć przepraszamy, popełniliśmy błędy, naprawimy. A nie tupać nogą i mówić wyborcom, głupi jesteście, durnie jesteście, żeście na nas nie zagłosowali, jeszcze do nas na kolanach z płacem wrócicie, jak zobaczycie, prawda?

    – komentował.

    Na tym tle rosnąć ma poparcie dla Grzegorz Braun, które Ziemkiewicz interpretuje przede wszystkim jako wyraz emocji i protestu. Jak mówił, „popularność Brauna napędza irytacja i chęć wymierzenia innym partiom policzka. To nie są jeszcze stabilne podstawy polityczne”.

    Równie krytycznie odniósł się do Konfederacja, która – jego zdaniem – utraciła swój antysystemowy charakter.

    Na koniec Ziemkiewicz zwrócił uwagę na słabość zaplecza rządowego Donald Tusk.

    Władza Tuska wisi na bardzo kruchych głosach. Wystarczy odejście kilkunastu posłów, by tej większości nie było

    – mówił.

    Szczególnie niepewna jest przyszłość Polska 2050.

    Ta partia w sondażach jest poniżej progu, a wybory będą dla niej polityczną śmiercią. To dla Tuska wcale nie jest dobra wiadomość

    – dodał.

    Dokąd to zmierza?

    Zdaniem Ziemkiewicza obecny kryzys będzie narastał, aż do momentu, w którym społeczne przyzwolenie na radykalne zmiany stanie się faktem.

    „Sytuacja jeszcze dojrzeje. Przyjdzie poważny kryzys i wtedy pojawi się zgoda na środki nadzwyczajne”.

    /fa

     

    22 min
  • Ardanowski: Umowa Mercosur to wyrok na europejskie rolnictwo

     

    Gościem Radia Wnet był Jan Krzysztof Ardanowski, poseł Wolnych Republikanów, były minister rolnictwa oraz przewodniczący Rady ds. Rolnictwa przy prezydencie Karolu Nawrockim. W rozmowie z Jaśminą Nowak odniósł się do narastających protestów rolników w całej Europie i kontrowersyjnej umowy handlowej Unii Europejskiej z państwami Mercosur.

    Ardanowski nie miał wątpliwości, że protesty nie ustaną.

    Te protesty w Europie będą trwały, bo to jest rzeczywiście wyrok wydany na rolnictwo europejskie

    – mówił, przypominając demonstracje rolników w Paryżu, Brukseli i Warszawie.

    Były minister zwrócił uwagę na nierówne traktowanie protestujących w różnych krajach.

    Traktory mogą wjechać do Brukseli czy do Paryża, a w Polsce okazuje się, że nie wolno. To pokazuje, w jaki sposób obecna władza traktuje rolników

    – powiedział.

    W jego ocenie spór wokół Mercosur nie dotyczy wyłącznie interesów jednej grupy zawodowej.

    To kłamstwo, że rolnicy walczą tylko o siebie. Oni walczą o bezpieczeństwo żywnościowe Europy i realizację zasad wspólnej polityki rolnej zapisanych w traktatach

    – zaznaczył.

    Ardanowski wskazywał, że umowa Mercosur została podporządkowana interesom największych gospodarek przemysłowych, przede wszystkim Niemiec.

    Kanclerz Niemiec powiedział wprost, że bez Mercosur niemiecka gospodarka będzie dalej w stagnacji. Ratunkiem ma być eksport do Ameryki Południowej

    – podkreślał.

    Jak dodał, naciski Berlina miały przełożyć się na działania Komisji Europejskiej, która – jego zdaniem – dyscyplinowała państwa sceptyczne wobec umowy. Jak mówił, „był czas, żeby coś zmienić. Komisja, realizując dyktat Niemiec, miała możliwość straszenia krajów odebraniem pieniędzy”. Szczególnie krytycznie ocenił postawę polskiego rządu.

    Polska, jak głupi Jaś, nie zabiegała o zbudowanie mniejszości blokującej. Jeżeli rząd twierdzi, że coś robił, to niech pokaże kalendarium działań

    – apelował.

    W rozmowie pojawił się też wątek tzw. klauzul lustrzanych, które miały zapewnić, że żywność z Ameryki Południowej spełni europejskie normy. Ardanowski uznał je za fikcję. Jak wskazał, „prawo unijne obowiązuje w Unii, a nie w Ameryce Południowej. Żadne klauzule obowiązywać nie będą”. Podkreślał również praktyczne ograniczenia kontroli importu.

    Nie da się sprawdzić milionów ton żywności w portach i na lotniskach. To wymagałoby dziesiątek tysięcy urzędników i gigantycznych laboratoriów

    – powiedział. 

    Na koniec zwrócił uwagę na problem pestycydów i podwójnych standardów.

    Laboratoria badają tylko te substancje, które są dopuszczone w Europie. A przecież europejskie, także niemieckie firmy produkują środki zakazane w UE i sprzedają je do Ameryki Południowej. Tego nikt nie sprawdzi

    – mówił. 

    /fa

    23 min
  • Chiny–UE: przełom w sprawie ceł i zaskakujące nastroje społeczne

     

    Andrzej Zawadzki-Liang przedstawił dwa istotne sygnały z Chin: gospodarczy i społeczny. Pierwszy dotyczy relacji handlowych między Unia Europejska a Chiny, drugi – nastrojów chińskiej opinii publicznej.

    Jak poinformował, Pekin i Bruksela osiągnęły konsensus w sprawie ceł na samochody elektryczne importowane z Chin.

    Chiny i Unia Europejska zgodziły się co do konieczności stworzenia ogólnych wytycznych dotyczących ceł na chińskich eksporterów

    – relacjonował.

    W praktyce może to oznaczać odejście od najwyższych, sięgających 35 proc. stawek i powrót do standardowego poziomu 10 proc., przy jednoczesnym wprowadzeniu minimalnych cen dla poszczególnych producentów.

    To pierwszy taki komunikat i pozytywny sygnał, choć – jak zawsze – diabeł tkwi w szczegółach

    – zaznaczył Zawadzki-Liang.

    Drugim wątkiem była publikacja badania opinii publicznej przygotowanego przez think tank z Uniwersytet Tsinghua. Wynika z niego, że Chińczycy coraz spokojniej oceniają bezpieczeństwo swojego kraju w zmieniającym się świecie.

    Percepcja bezpieczeństwa wyraźnie przesunęła się w kierunku bardziej pozytywnego spojrzenia, mimo że respondenci dostrzegają konflikty regionalne i rywalizację mocarstw

    – mówił.

    Jak dodał, po raz pierwszy odnotowano też niewielki spadek sympatii wobec Stanów Zjednoczonych, co – choć symboliczne – zostało w Chinach szeroko skomentowane.

    /fa

    16 min
  • Polityczna gra o budżet. Co się stanie, jeśli prezydent wstrzyma podpis?

     

    Agaton Koziński, dziennikarz i publicysta, antenie Radia Wnet analizował możliwe scenariusze wokół ustawy budżetowej oraz konsekwencje ewentualnego braku podpisu prezydenta Karol Nawrocki. Koziński podkreślił, że choć nie można dziś wykluczyć niekonwencjonalnych decyzji głowy państwa, to wpisywałyby się one w szerszy styl polityczny oparty na nieprzewidywalności.

    Te inspiracje Donaldem Trumpem są u niego widoczne. Przewidywalność przestała być kapitałem najwyżej cenionym. Dzisiaj królem politycznym jest ten, kto potrafi w nieoczywisty sposób zakręcić rzeczywistością

    – mówił, nawiązując do stylu Trumpa. Jednocześnie dziennikarz przypomniał kluczowy fakt konstytucyjny.

    Prezydent nie może zawetować ustawy budżetowej. To jedyna ustawa w roku, której zawetować nie wolno

    – wskazał.

    Jak wyjaśniał, Karol Nawrocki ma jednak inne narzędzia – może skierować ustawę do Trybunał Konstytucyjny, zarówno w trybie kontroli następczej, jak i przed podpisaniem.

    Wtedy zaczęłyby się schody

    – ocenił Koziński, wskazując na możliwy chaos polityczny.

    Zdaniem publicysty brak podpisu pod budżetem byłby jednak ruchem wysoce niekorzystnym dla samego prezydenta.

    Niepodpisanie ustawy byłoby krokiem w złą stronę polityczną. Brak budżetu zdjąłby całkowicie odpowiedzialność z premiera Donalda Tuska

    – mówił.

    W takiej sytuacji – jak tłumaczył – szef rządu Donald Tusk mógłby konsekwentnie przerzucać winę na prezydenta.

    On by mówił: co ja mogę robić, skoro nie mam budżetu? Cokolwiek złego by się działo, zawsze odpowiedź byłaby ta sama – prezydent związał mi ręce

    – komentował.

    Koziński zwrócił uwagę na strukturalną słabość prezydenckiej pozycji wobec rządu.

    Prezydent nie ma władzy wykonawczej, nie ma administracji, nie ma narzędzi takich jak rozporządzenia. Jest mu znacznie trudniej niż rządowi

    – dodał.

    Wątek możliwych wcześniejszych wyborów również pojawił się w rozmowie, ale dziennikarz oceniał go bardzo sceptycznie.

    To byłoby bardzo silne naciąganie konstytucji. Budżet został uchwalony przez parlament i złożony prezydentowi z wyprzedzeniem. Nie widzę tu podstaw do rozwiązania parlamentu

    – powiedział.

    Podsumowując, Koziński zaznaczył, że choć politycznie taki ruch mógłby być efektowny, to jego koszt byłby ogromny.

    Byłby to krok szalenie ryzykowny. Prezydent brałby na siebie odpowiedzialność za cały kraj, nie mając do tego realnych narzędzi ani większości w parlamencie

    – ocenił.

    /fa

    12 min
  • Wykolejenie pociągu w Essen. Czy Niemcy mierzą się z falą sabotażu infrastruktury?

     

    Aleksandra Fedorska, dziennikarka i publicystka, na antenie Radia Wnet odniosła się do niepokojącego zdarzenia na niemieckiej kolei. W Essen wykoleił się pociąg towarowy przewożący niebezpieczne substancje, a śledczy badają możliwość celowego działania na torach. Jak relacjonowała Fedorska, sprawa była w niemieckich mediach opisywana zaskakująco oszczędnie.

    Względnie mało było relacji na ten temat w Niemczech. Na szczęście do wybuchu ewentualnego transportu amunicji lub sprzętu wojskowego nie doszło

    – podkreślała. Z jej informacji wynika, że do torów miała zostać przymocowana metalowa nakładka. 

    Trudno powiedzieć, czy taki metal byłby w stanie wykoleić pociąg transportujący sprzęt wojskowy lub amunicję. To bardzo techniczna kwestia

    – zaznaczyła.

    Rozmówczyni Radia Wnet zwróciła uwagę na szerszy kontekst podobnych zdarzeń w Niemczech.

    Faktycznie sabotażów i poważnych awarii – sieci elektrycznych, kolei – w ostatnim czasie jest multum. Tego jest bardzo dużo

    – mówiła.

    Jednym z najbardziej wstrząsających przykładów była awaria w Berlinie, gdy zimą ponad 100 tysięcy osób przez kilkadziesiąt godzin pozostawało bez prądu.

    To był szok i sprawdzian dla niemieckich służb bezpieczeństwa, którego niestety nie zdały

    – oceniła Fedorska.

    Jej zdaniem niemieckie władze i media starają się dziś ostudzać nastroje i unikać jednoznacznych sformułowań.

    Nie ma sprawców, co jest skandaliczne. Opinia publiczna jest uspokajana, a o ekstremistycznych powiązaniach mówi się bardzo ostrożnie, choć one z pewnością istnieją

    – dodała. 

    Dziennikarka przypomniała też wcześniejsze przypadki, które budują obraz narastającego problemu: alarmy w koszarach, podejrzenia skażenia wody, podpalenia ciężarówek czy kradzieże amunicji na dużą skalę, także z udziałem Bundeswehry.

    Fedorska wskazała również na głośne, lecz niewyjaśnione incydenty – pożary w zakładach zbrojeniowych i chemicznych.

    Opinia publiczna nigdy nie usłyszała, kto to zrobił. Nie było procesów, nie było winnych. To jest bardzo niepokojące

    – oceniła.

    Na tym tle w niemieckich mediach – zwłaszcza poza głównym nurtem – pojawiają się hipotezy o możliwych powiązaniach środowisk ekstremistycznych z finansowaniem publicznym.

    Jak zaznaczyła, są to poszlaki i hipotezy obecne w debacie publicznej, lecz brak rozliczeń i wyjaśnień tylko pogłębia społeczne obawy.

    /fa

    11 min
  • Karol Nawrocki w Londynie. Polonia zaskoczona atmosferą i bezpośredniością prezydenta

     

    Pierwszym gościem Poranka Radia Wnet był Sławomir Wróbel, działacz polonijny i były londyński korespondent TVP Polonia. W rozmowie podsumował pierwszą oficjalną wizytę Karola Nawrockiego w Wielkiej Brytanii, podkreślając, że – mimo trudnego kontekstu politycznego – została ona odebrana przez Polonię wyjątkowo dobrze. Jak zaznaczył Wróbel, choć nie uczestniczył w spotkaniu osobiście, relacje obecnych tam przedstawicieli środowisk polonijnych były jednoznaczne.

    Bardzo udanie ją oceniam. Z tego, co obserwowałem na profilach znajomych i przedstawicieli Polonii, którzy uczestniczyli w tym spotkaniu, byli prezydentem zachwyceni. A powiedzmy sobie szczerze – to mogła być trudna wizyta

    – powiedział.

    Przypomniał, że wyniki wyborcze wśród Polonii brytyjskiej nie były dla Karola Nawrockiego szczególnie korzystne – w drugiej turze uzyskał tam około 40 proc. poparcia. Tym większe znaczenie miała atmosfera spotkania, które odbyło się w National Army Museum.

    Atmosfera była bardzo serdeczna. Wszyscy podkreślali spontaniczność prezydenta i to, że poświęcił bardzo dużo czasu na rozmowy – nie odmówił nikomu

    – wskazał.

    Wróbel zwracał uwagę, że prezydent rozmawiał zarówno z najstarszymi przedstawicielami środowisk polskich, w tym z nielicznymi już weteranami II wojny światowej, jak i z najmłodszymi.

    Byli tam także dzieciaki, które zaprosiły go na lekcje do szkoły sobotniej. Kto wie, znając prezydenta, być może taką szkołę kiedyś odwiedzi

    – zauważył.

    Szczególne znaczenie miało także samo miejsce spotkania. Wróbel podkreślił, że wybór muzeum wojskowego nie był przypadkowy – zwłaszcza w kontekście rozmów o bezpieczeństwie, które prezydent odbył później z brytyjskim premierem.

    Dyrektorem tego muzeum jest Brytyjczyk polskiego pochodzenia. Jego ojciec walczył w Powstaniu Warszawskim. To przykład tego, o czym mówił prezydent: Polonia jest ambasadorem polskości

    – dodał.

    W dalszej części rozmowy pojawił się wątek sytuacji Polonii po Brexicie. Zdaniem Wróbla dla Polaków, którzy już wcześniej mieszkali na Wyspach, zmiany nie były drastyczne.

    Prawie wszyscy otrzymali statusy osiedleńcze i ich prawa w zasadzie się nie zmieniły. Zmieniło się natomiast prawo wobec tych, którzy chcieliby dopiero przyjechać do Wielkiej Brytanii – zwłaszcza jeśli chodzi o pracę

    – mówił.

    Działacz polonijny zwrócił też uwagę na długofalowy trend powrotów do kraju. Liczba Polaków w Wielkiej Brytanii spadła z ponad miliona do około 600–700 tysięcy. Jednocześnie – jak zauważył – rośnie liczba Brytyjczyków mieszkających w Polsce.

    /fa

    9 min
  • Wenezuela to „papier”, a imperia sieją na 20 lat. Mocna diagnoza strategii USA

    Były minister Piotr Nowak studzi narrację o Wenezueli. Rynek ropy nie działa jak giełda, a mocarstwa planują w horyzoncie 15–20 lat – mówi w Radiu Wnet.


    Złoża to nie baryłki

    W rozmowie w audycji Klub Przyjaciół Metali Ziem Rzadkich w Radiu Wnet Piotr Nowak studził emocje wokół Wenezueli jako potencjalnego „game changera” na globalnym rynku energii. Jego punkt wyjścia jest prosty: zasoby surowców nie są równoznaczne z realną podażą, a narracja o szybkim wpływie Wenezueli na światowe ceny ropy jest w dużej mierze publicystycznym skrótem.

    Wenezuela to jest dosyć mały udział w światowej produkcji ropy naftowej. Mówi się, że mają jedne z największych złóż udokumentowanych, ale to jest tylko na papierze. Cała kwestia to wydobycie, zainwestowanie potężnych miliardów i to są lata

    – mówi.

    1 hr 11 min

About Radio Wnet

From the publisher's feed

Bądź na bieżąco z treściami publikowanymi na portalu wnet.fm. Nie przegap najbardziej aktualnych wywiadów z ludźmi kultury, politykami, ekspertami od geopolityki i spraw międzynarodowych. To tutaj możesz odsłuchać rozmów z takich audycji jak Poranek Wnet, Popołudnie Wnet czy Kurier w Samo Południe.

More shows like Radio Wnet

Polityka Insight Podcast by Polityka Insight

Polityka Insight Podcast

11 Listeners

Cyprian Majcher by Cyprian Majcher

Cyprian Majcher

9 Listeners

Imponderabilia - Karol Paciorek by Karol Paciorek

Imponderabilia - Karol Paciorek

39 Listeners

Podcast Historyczny by Rafał Sadowski

Podcast Historyczny

44 Listeners

OSW - Ośrodek Studiów Wschodnich by Ośrodek Studiów Wschodnich

OSW - Ośrodek Studiów Wschodnich

7 Listeners

Raport o stanie świata Dariusza Rosiaka by Dariusz Rosiak

Raport o stanie świata Dariusza Rosiaka

42 Listeners

Brzmienie Świata z lotu Drozda by Paweł Drozd

Brzmienie Świata z lotu Drozda

12 Listeners

Skądinąd by Tomasz Stawiszynski

Skądinąd

14 Listeners

Nauka To Lubię by Tomasz Rożek

Nauka To Lubię

8 Listeners

Podkast amerykański by Piotr Tarczyński i Łukasz Pawłowski

Podkast amerykański

60 Listeners

Radio Naukowe by Radio Naukowe - Karolina Głowacka

Radio Naukowe

30 Listeners

Żurnalista - Rozmowy bez kompromisów by zurnalistapl

Żurnalista - Rozmowy bez kompromisów

23 Listeners

Podcast Wojenne Historie by Historia II wojny światowej

Podcast Wojenne Historie

24 Listeners

WojewódzkiKędzierski by Kuba Wojewódzki, Piotr Kędzierski

WojewódzkiKędzierski

34 Listeners

Dwie lewe ręce by Dwie Lewe Ręce

Dwie lewe ręce

3 Listeners