
Sign up to save your podcasts
Or


Zaprzysiężenie Donalda Trumpa na 47. prezydenta USA, wojna Izrael-Iran, rozpoczęcie pontyfikatu papieża Leona XIV.
Rok 2025 w wymiarze sprawiedliwości – zdaniem konstytucjonalisty dr. Oskara Kidy – kończy się dla rządu bilansem zdecydowanie negatywnym. Pytany w Radiu Wnet o polityczno-prawne podsumowanie pierwszego roku urzędowania ministra Waldemara Żurka, Kida nie pozostawiał wątpliwości: optymizm nie ma tu żadnych podstaw.
Absolutnie nie może w dobrym nastroju kończyć tego roku– oceniał. Jak wyliczał, w ostatnich miesiącach doszło do serii spektakularnych porażek: od braku czerwonej noty Interpolu dla Marcina Romanowskiego, przez fiasko europejskich nakazów aresztowania, po decyzje sądów w sprawach dotyczących Zbigniewa Ziobry.
To porażka za porażką i nic nie zapowiada, żeby to miało się skończyć– podsumował.
Zdaniem Kidy problem ma charakter systemowy, bo działania prokuratury są postrzegane jako polityczne, a nie prawne.
Te akty oskarżenia wyglądają jakby były wypisane na kolanie, na siłę– mówił, wskazując, że sądy coraz częściej reagują sceptycznie na wnioski prokuratorów. W jego ocenie rodzi to podejrzenie, że błędy nie są przypadkowe.
Zaczyna nabierać kolorów teoria, że te błędy są popełniane po to, by sądy umarzały sprawy– komentował.
W rozmowie pojawił się też wątek legalności prokuratury po zmianach personalnych dokonanych przez ministra sprawiedliwości. Kida przypominał, że kolejne orzeczenia – zarówno sądów powszechnych, jak i Sądu Najwyższego – kwestionują umocowanie obecnego kierownictwa.
To już drugi spektakularny przykład, gdy przedstawiciele rzekomo prokuratora krajowego nie zostali dopuszczeni do udziału w postępowaniu– mówił. Jak dodał, konsekwencje tych działań mogą być bardzo poważne.
Najbardziej korzystają na tym przestępcy, bo sąd będzie musiał nie uznać czynności przeprowadzonych przez nielegalnie umocowanego prokuratora– ocenił.
Konstytucjonalista nie widzi też po stronie ministra Żurka spójnej wizji reform.
Nie widać żadnego dalekosiężnego planu. To w dużej mierze kontynuacja pomysłów po ministrze Bodnarze – kopiuj-wklej– oceniał. Jego zdaniem kluczowym celem rządu jest wymiana personalna w Krajowej Radzie Sądownictwa i Trybunale Konstytucyjnym, co pozwoli politycznie ogłosić „powrót praworządności”, choć – jak podkreślał – stan prawny realnie się nie zmieni.
Duża część rozmowy dotyczyła przyszłości Trybunału Konstytucyjnego. Kida odniósł się do pomysłów omijania prezydenta przy zaprzysiężeniu sędziów.
Ślubowanie składa się wobec prezydenta – to nie jest ceremonia, tylko warunek objęcia urzędu– przypominał, wskazując na orzecznictwo TK. Scenariusze składania ślubowań przed notariuszem nazwał wprost „bzdurą”.
Zapytany o możliwą próbę przejęcia fotela prezesa TK, Kida przyznał, że takie koncepcje krążą w przestrzeni publicznej, ale ich realizacja byłaby – jego zdaniem – nie do obrony merytorycznie.
Dopóki nie zapadnie prawomocny wyrok niezawisłego sądu, prezes może pełnić swoją funkcję– podkreślał.
Na koniec rozmowy konstytucjonalista zwrócił uwagę na najbardziej dotkliwy problem dla obywateli: przewlekłość postępowań.
Przez dwa lata nie zaproponowano ani jednej ustawy, która realnie przyspieszałaby postępowania sądowe– mówił. Krytykował także oszczędności na pracownikach sądów:
„Oszczędza się na ludziach, którzy odpowiadają za sprawność sądów. To nie przyspieszy postępowań – to przyniesie paraliż”./fa
Redaktor naczelny tygodnika "Do Rzeczy" Paweł Lisicki ocenia, że Prawo i Sprawiedliwość zmarnował zapał społeczny, który tkwił w elektoracie prawicy po zwycięstwie Karola Nawrockiego.
Manewry Armii Ludowo-Wyzwoleńczej wokół Tajwanu są demonstracją siły, a nie przygotowaniem do inwazji – podkreśla korespondent Radia Wnet w Chinach Andrzej Zawadzki-Liang.
W całej Polsce narasta fala protestów rolników, wymierzonych przede wszystkim w planowaną umowę handlową Unii Europejskiej z państwami Mercosur oraz w dalszą liberalizację handlu z Ukrainą. Rolnicy alarmują, że napływ taniej żywności produkowanej poza unijnymi normami uderzy w gospodarstwa rodzinne, bezpieczeństwo żywnościowe i konsumentów. W ostatnich dniach doszło do demonstracji i blokad dróg w kilkudziesięciu miejscach kraju, a impulsem – jak podkreślają organizatorzy – były także gwałtowne protesty rolników w Brukseli.
O tej sytuacji w Radiu Wnet mówił Tomasz Ognisty, zastępca przewodniczącego NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”. Jego zdaniem polityczne deklaracje wsparcia ze strony PSL brzmią dziś niewiarygodnie.
Dziwnie to wygląda, kiedy działacze PSL mówią, że są z rolnikami, a jednocześnie słyszymy, że z umową Mercosur nic się nie da zrobić– stwierdził. Jak dodał, rolnicy nie kupują już narracji o „winie poprzedników”, bo obecna koalicja rządząca ma pełnię władzy i realne możliwości działania.
Ognisty przypomniał, że temat Mercosur pojawiał się już podczas masowych protestów na początku 2024 roku.
Mówiliśmy o budowaniu koalicji państw, które zablokują tę umowę. Była polska prezydencja, był czas – nic się nie zrobiło– oceniał. W jego opinii dzisiejsze tłumaczenia władzy są jedynie próbą przerzucenia odpowiedzialności.
Szczególny niepokój – jak zaznaczał – budzą zapowiedzi rządu dotyczące tzw. klauzul ochronnych.
Niech rządzący pokażą rolnikom, czy te zabezpieczenia faktycznie zostały przegłosowane w Parlamencie Europejskim– apelował. Według informacji, które mają związkowcy, poprawki te nie zostały przyjęte, a cała narracja o ochronie rolników to „zasłona medialna”, dająca Komisji Europejskiej zielone światło do podpisania umowy.
W tym kontekście Ognisty krytycznie odniósł się do słów premiera oraz zapowiedzi rekompensat finansowych.
Żadne pieniądze nie są w stanie zrekompensować tego, co stracą polscy rolnicy, przedsiębiorcy, a najbardziej konsumenci– podkreślał, wskazując na długofalowe skutki dla rynku żywności.
Dlatego – jak zapowiedział – dotychczasowe formy protestu są niewystarczające.
Taka forma jak wczoraj była zbyt słaba. Musimy przejść do działań bardziej radykalnych– mówił. Wskazywał na przykład Brukseli, gdzie setki traktorów sparaliżowały centrum miasta. Zapowiedział też, że rolnicy będą domagać się zgody na wjazd traktorów do Warszawy, a jeśli jej nie będzie – „traktory i tak wjadą do stolicy”.
Ognisty zaznaczył, że blokowanie lokalnych dróg uderza w zwykłych mieszkańców i nie przynosi efektu.
Protest musi być bezpośrednio skierowany do rządzących – w Warszawie, przed urzędami wojewódzkimi albo przed domami polityków– mówił. Jednocześnie przypominał doświadczenia brutalnych pacyfikacji protestów, zarówno w Warszawie 6 marca, jak i w Brukseli 18 grudnia.
Te metody demokratyczne to pałka i gaz. My się na to nie zgadzamy– oceniał.
W dalszej części rozmowy związkowiec zwracał uwagę, że zagrożeniem dla polskiego rolnictwa jest nie tylko MERCOSUR, ale także liberalizacja handlu z Ukrainą.
Towar z Mercosuru jeszcze na dobre nie wjechał do Europy, a rolnictwo już przeżywa ogromny kryzys– mówił, wskazując na kumulację negatywnych czynników.
Apelował również do społeczeństwa o zrozumienie dla protestów.
My walczymy o to, żeby przetrwały polskie gospodarstwa rodzinne, produkujące zdrową, wysokiej jakości żywność– podkreślał. Ostrzegał, że w przeciwnym razie rynek zaleje żywność importowana, produkowana bez restrykcyjnych norm. „Jeśli nas zabraknie, w marketach będzie żywność z Mercosuru czy Ukrainy, gdzie nie ma takich standardów”.
Na koniec rozmowy odniósł się do dyskusji o alternatywnych formach produkcji żywności, w tym hodowli owadów. Choć bankructwo jednej z dużych farm w Europie nie jest – jego zdaniem – przełomem, Ognisty ostrzegał przed planami intensywnego wspierania takich projektów w Niemczech.
To olbrzymie zagrożenie. Rolnikom niemieckim mówi się coś innego niż rolnikom w innych krajach– oceniał.
/fa
Rok 2025 Polacy – zdaniem prof. Henryka Domańskiego – zapamiętają przede wszystkim przez pryzmat wyborów prezydenckich, które stały się osią całej politycznej układanki. Socjolog wskazywał w Radiu Wnet, że w tle pozostaje też wojna na Ukrainie, a trzecim elementem jest „rekonfiguracja” poparcia dla partii po wyborach.
W jego ocenie układ sondażowy po wyborach potoczył się odwrotnie niż przewidywali komentatorzy: zamiast wzmocnienia obozu krytykującego rząd i osłabienia Platformy, dynamika miała pójść w innym kierunku. Domański łączył to z przesunięciami elektoratów oraz pojawieniem się nowych bytów na prawicy.
Powinno się to odwrócić na korzyść obozu krytykującego władzę, głównie Prawa i Sprawiedliwości, i powinny się obniżyć notowania Platformy. Tymczasem stało się odwrotnie– mówił. I dodawał, że przyczyniło się do tego m.in. „pojawienie się nowej partii politycznej w postaci Brauna” oraz osłabienie Polski 2050, przez co „poparcie się przesunęło z Polski 2050 do Platformy”, a część wyborców PiS mogła odpłynąć do ugrupowania Brauna.
Prowadzący dopytywał, co wynik wyborów mówi o polskim społeczeństwie – zwłaszcza że, jak padło w rozmowie, ponownie zwyciężył kandydat niefaworyzowany, „wchodzący trochę z zewnątrz”. Profesor akcentował jednak dwa czynniki: konserwatywny profil społeczeństwa oraz błędy kampanii Rafała Trzaskowskiego, a także wpływ działań obozu rządzącego w końcówce kampanii.
Społeczeństwo polskie jest raczej konserwatywne niż nastawione na radykalne zmiany– stwierdził. Jednocześnie zaznaczał:
„Tu jednak trzeba pamiętać o źle prowadzonej kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego. W końcu ta różnica (…) była bardzo mała”.W tym kontekście Domański wskazywał też na mechanizm „przeciwwagi” wobec radykalnych działań obozu rządzącego, zwłaszcza w sferze rozliczeń politycznych.
Jeżeli obóz rządzący dominuje, jeżeli chodzi o przeprowadzanie tak zwanych rozliczeń i posuwa się do takich radykalnych działań, to jednak to spotyka się z przeciwwagą w opinii społecznej– oceniał.
https://wnet.fm/2025/12/30/gursztyn-lewica-jak-fundusz-emerytalny-a-tusk-sam-wpycha-sie-w-defensywe/
Druga część rozmowy zeszła na stosunek Polaków do Unii Europejskiej i euro – w kontekście przywołanego na antenie sondażu o przyjęciu wspólnej waluty. Domański opisywał proces jako przejście od entuzjazmu do postawy bardziej umiarkowanej: Polacy mają świadomość korzyści, ale jednocześnie rośnie przekonanie, że UE nie traktuje państw równo i że decyzje zapadają przede wszystkim w najsilniejszych stolicach.
Bardzo dużo zyskaliśmy na członkostwie w Unii Europejskiej, tak dużo żeśmy zyskali, że już w gruncie rzeczy dużo więcej zyskać nie możemy– mówił, opisując „punkt krytyczny” w społecznym postrzeganiu integracji. I dodawał: „ludzie są świadomi, że Unia Europejska nie jest blokiem, w którym wszyscy są traktowani jednakowo, liczą się przede wszystkim Niemcy, Francja”.
Jako przykład narastającego sceptycyzmu podał spór wokół umowy Mercosur, wskazując na potencjalne konsekwencje dla rolników i skalę protestów. Podkreślał również wrażliwość na kwestie suwerenności.
Sprzeciw budzi to, że Unia rości sobie prawa do ingerowania w suwerenność krajów członkowskich, a jednak ludziom w dalszym ciągu zależy na zachowaniu suwerenności narodowej– podsumował.
Wreszcie profesor przeszedł do konsekwencji politycznych: jego zdaniem argument „dobrej relacji z Brukselą” przestaje być tak silnym paliwem wyborczym, a na rosnącym sceptycyzmie będą zyskiwały ugrupowania krytyczne wobec UE – nie w sensie wyjścia, ale twardego domagania się interesów.
Partie mające krytyczny stosunek do Unii, żeby ona uwzględniała nasze interesy– mówił. I doprecyzował: „Głównie Prawo i Sprawiedliwość przejmie rolę głównego krytyka Unii po prostu dlatego, że PiS jest większy".
Na końcu rozmowy Domański zgodził się z tezą, że dla Donalda Tuska rok był ambiwalentny: z jednej strony porażka w wyborach prezydenckich, z drugiej – stabilizacja pozycji i przewaga sondażowa Platformy.
/fa
Rok 2025 Prawo i Sprawiedliwość kończy „spokojnie i optymistycznie” – przekonywał w Radiu Wnet wiceprezes partii Przemysław Czarnek. Pytany o sondaże, spory wewnętrzne i brak „efektu Nawrockiego”, odpowiadał, że partia znajduje się w naturalnej fazie programowych dyskusji przed kolejnym cyklem wyborczym.
Sondaże utrzymują się mniej więcej na poziomie pierwszej tury wyborów prezydenckich, czyli w okolicach 30 procent. I tak ma być– mówił Czarnek, przypominając, że „forma olimpijska” nie jest budowana dwa lata przed startem. Jak dodał, PiS pracuje nad nowym programem, który ma być odpowiedzią na „trudną rzeczywistość po dwóch latach rządów Tuska”.
Zdaniem wiceprezesa PiS, to co bywa przedstawiane jako kryzys, jest w istocie normalną debatą w dużej formacji politycznej.
Nie ma kłótni, jest dyskusja na wielkim okręcie Prawa i Sprawiedliwości– podkreślał, wskazując na szerokie spektrum poglądów w partii – „od centrum do prawicy”.
Jednym z głównych argumentów w rozmowie była wygrana wyborów prezydenckich. Czarnek jednoznacznie przypisał ją PiS-owi.
To Prawo i Sprawiedliwość wystawiło Karola Nawrockiego i to Karol Nawrocki wygrał wybory 1 czerwca– mówił, dodając, że bez tej decyzji prezydentem byłby dziś Rafał Trzaskowski. Jak stwierdził, zwycięstwo było możliwe także dzięki poparciu całej prawicy w drugiej turze, ale kluczowa była inicjatywa PiS z listopada 2024 roku.
W rozmowie pojawił się także wątek przywództwa w partii. Czarnek stanowczo zaprzeczył tezie o kryzysie liderstwa.
Wszystko jest pod kontrolą prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Jego przywództwo jest absolutnie niezachwiane– zaznaczył, przypominając, że wewnętrzne spory i odejścia to stały element historii ugrupowania.
Pytany o relacje z Konfederacją i rosnącą popularność Grzegorza Brauna, wiceprezes PiS stwierdził, że problem dotyczy raczej rywalizacji wewnątrz Konfederacji niż PiS.
My utrzymujemy nasze poparcie. To tam następuje mijanka w sondażach– oceniał, jednocześnie przyznając, że część elektoratu reaguje dziś na hasła radykalne. Odpowiedzią ma być właśnie nowy program „odpowiedzialnej prawicy”.
Czarnek zapowiedział, że program zostanie przedstawiony wiosną i będzie prezentowany przez szerokie grono polityków – nie tylko tych najbardziej rozpoznawalnych.
W Prawie i Sprawiedliwości są setki znakomitych polityków, którzy będą w stanie ten program w różnych częściach Polski przedstawić społeczeństwu– podkreślał.
Na koniec rozmowy odniósł się do sytuacji w obozie rządzącym. Jego zdaniem Donald Tusk ustabilizował swoją pozycję kosztem koalicjantów.
Zjadł całą koalicję. Dzisiaj jego przystawki praktycznie nie istnieją– mówił, dodając, że stabilizacja władzy odbywa się kosztem państwa, czego przykładem ma być dramatyczna sytuacja w ochronie zdrowia.
NFZ tonie, pacjenci nie są przyjmowani, a zadłużenie szpitali jest ogromne– oceniał.
/fa
W ostatnim w tym roku wydaniu Klubu Przyjaciół Metali Ziem Rzadkich na antenie Radia Wnet Krzysztof Skowroński rozmawiał ze Szczepanem Rumanem (byłym prezesem Świętokrzyskiej Grupy Przemysłowej Industria), Tomaszem Zdzikotem (byłym prezesem KGHM i Poczty Polskiej) oraz Piotrem Nowakiem (byłym ministrem rozwoju). Punktem zapalnym stał się raport Fundacji SET o kosztach wdrożenia unijnej dyrektywy dotyczącej charakterystyki energetycznej budynków – i to, jak szybko ta regulacja może przełożyć się na domowe budżety.
„2,5 biliona złotych”. Dyrektywa, która ma zmienić wszystkie budynki
Tomasz Zdzikot przyniósł do studia raport, który – jak podkreślał – jest mało obecny w debacie publicznej, choć dotyczy praktycznie każdego. Z jego relacji wynika, że skala kosztów może być dla wielu szokująca.
Łączny koszt wdrożenia dyrektywy do polskiego porządku prawnego został wyszacowany przez ekspertów na około 2,5 biliona złotych– mówił. I od razu dopowiadał, skąd bierze się ta kwota:
„Zamierzeniem tego aktu prawnego z 2024 roku jest doprowadzenie do sytuacji, w której wszystkie budynki w Unii Europejskiej osiągną status budynków zeroemisyjnych. Do 2050 roku”.W studiu szybko padły liczby, które układały się w konkretny, codzienny rachunek.
Średnio rzecz biorąc to jest 70 tysięcy złotych na mieszkańca– wskazywał Zdzikot, a dla właścicieli domów jednorodzinnych podał widełki, które brzmiały jeszcze mocniej:
„Dla posiadacza niedużego domu jednorodzinnego (…) koszt dostosowania do wymogów tej dyrektywy w przedziale 115–250 tysięcy złotych”.Skowroński dopytywał o rozkład tych obciążeń w czasie, a Zdzikot wyliczał kolejne „kamienie milowe”:
„Między rokiem 26 a 2030 mniej więcej 230 miliardów złotych, między 2030 a 40 mniej więcej 770 miliardów złotych i od 2040 do 2050 około biliona złotych”.W rozmowie wracał motyw przymusu: gdy Skowroński zapytał wprost, czy to będzie obowiązkowe, Zdzikot odpowiedział krótko: „tak”.
Piotr Nowak zwracał uwagę na jeszcze jeden mechanizm: jeśli regulacja tworzy „gigantyczny rynek” wymuszony prawem, to popyt zaczyna dyktować ceny – a firmy uczą się na doświadczeniach wcześniejszych regulacji.
Jeżeli będzie tak duże zapotrzebowanie na materiały ocieplające i usługi, to doskonale wiemy, że ceny tych materiałów pójdą do góry– mówił. I rozwijał analogię do spekulacji na innych rynkach:
„Jeżeli ja jestem sprzedawcą czy producentem i wiem, że będzie popyt, bo jest narzucony przez Unię Europejską, no to ja automatycznie podnoszę ceny”.Zdzikot dopowiadał, że raport – mimo ogromnej kwoty – może i tak nie doszacowywać całości obciążeń, m.in. przez fotowoltaikę: „Raport jest jeszcze (…) niedoszacowany, dlatego że nie uwzględnia całościowo wszystkich kosztów fotowoltaiki. Fotowoltaika zasadniczo ma być obowiązkowa”. Wskazywał też harmonogram: „Nowe budynki mieszkalne od 2029 roku mają być obligatoryjnie wyposażone w instalację fotowoltaiczną”, a termin implementacji w Polsce jest bliski: „do 29 maja 2026 roku”.
„Transfer pieniędzy od najuboższych do bogatych”. Kto zapłaci najwięcej?
Szczepan Ruman budował główną tezę krytyczną: w tych regulacjach nie chodzi o inwestycje, które napędzają innowacje i wzrost, tylko o koszty, które trzeba ponieść, bo tak stanowi prawo.
Wspólnym mianownikiem wszystkich tych regulacji jest to, że one nie tworzą wartości ekonomicznej, nie tworzą wartości dodanej, nie tworzą żadnych innowacji– mówił. Po czym zestawiał Europę z resztą świata: „Podczas gdy Chiny, Stany Zjednoczone (…) wydają swoje pieniądze na inwestycje, które mają się zwrócić, my wydajemy pieniądze na rzeczy, które w niczym się nie zwrócą”.
Najmocniej wybrzmiał jednak wątek społeczny: kto realnie poniesie ciężar zmian. Ruman tłumaczył to na przykładzie starszych budynków i mniej zamożnych właścicieli: „Koszt największy to będzie dla ludzi, którzy mają nieruchomości z lat 60., 70., może 80., dla ludzi, których po prostu nie stać na więcej”. I dopowiadał, że w jego ocenie mechanizm jest powtarzalny: „To jest transfer pieniędzy zawsze od najuboższych do bogatych albo do dużych korporacji”.
W podobnym tonie opisywał nowe obowiązki, które – jak mówił – „dotknęły go dzisiaj po raz pierwszy”: „Będziemy wszyscy nosić śmieci do sklepów, a konkretnie butelki niezgniecione, z nienaruszoną etykietą”. W tej części rozmowy pojawiła się też krytyka sposobu wdrażania regulacji w Polsce: „My mamy u nas w Polsce taką grupę (…) którzy wdrażają u nas te regulacje w najbardziej absurdalny sposób”.
W jego opisie „system” ma dodatkowo efekt uboczny: obieg wartościowych surowców przechodzi w ręce największych graczy, a koszty i tak rosną po stronie mieszkańców.
Pieniądze trafiają do wielkich korporacji, które te butelki dostaną za darmo i będą sobie nimi obracać, a wszyscy Polacy dostaną podwyżkę opłaty za śmieci– mówił. I puentował: „Znowu jest tak, że najubożsi ludzie będą mieli podwyżkę opłaty za śmieci i będą nosić te butelki po to, żeby wielka korporacja je wzięła”.
„Świat buduje elektrownie na Księżycu, a my…”
Ruman próbował też zbudować kontrast: z jednej strony globalny wyścig technologiczny, z drugiej – europejskie regulacje, które jego zdaniem kierują energię i pieniądze w stronę „świata bez przemysłu”.
Świat idzie w takim kierunku, że tutaj będą kolonie na Księżycu zasilane energetyką jądrową, będą centra obliczeniowe AI na orbicie itd., a my zajmujemy się tym, że będziemy nosić śmieci do sklepu
– mówił. Skowroński dopowiadał:
„Będziemy w kulturze styropianu. Będziemy okładać styropianem domy”.Piotr Nowak – choć wchodził w techniczne szczegóły kosmicznych planów – wrócił do polityczno-gospodarczego sedna: „Unia Europejska idzie w kierunku skansenu” – ocenił, a potem rozwinął wątek o strategicznej przewadze technologicznej i walce o infrastrukturę danych.
/fa
W Popołudniu Wnet Piotr Semka – dziennikarz i publicysta – komentował medialną burzę po tym, jak Kanał Zero zaprosił dwóch streamerów kojarzonych z nurtem „Rodacy Kamraci”. Semka nie przewiduje, by cała inicjatywa Krzysztofa Stanowskiego miała się od tego „załamać”, ale podkreśla, że sprawa odsłania realny problem: jak media mają rozmawiać z ludźmi operującymi „meta-językiem”, uciekającymi od odpowiedzi i budującymi popularność na agresji.
Zastrzegł, że sama dyskusja jest potrzebna, bo dotyka granic: kogo wolno zapraszać, czy wszystko pokazywać w całości, czy ciąć, opisywać, komentować – i co to robi z odbiorcą.
Semka zwracał uwagę, że rozmowa z takimi postaciami bywa „niezwykle trudna”, bo potrafią wymykać się każdej próbie „przyparcia do muru”. W jego opisie to mechanizm znany z wcześniejszych lat prawicy: dyskutant ma swój kod i spryt, a przeciwnik – nawet przygotowany – zostaje z pustymi rękami.
Wątek, który najmocniej wybrzmiał, dotyczył języka i standardów. Semka nie owijał w bawełnę, mówiąc o stylu dwóch streamerów:
Mówimy o duecie, który w swoich podcastach po prostu używa języka – naprawdę ordynarnego, chamskiego. (…) Najbardziej słynny cytat pana Jaszczura: „s***m na Biblię”. (…) To są naprawdę Himalaje chamstwa– mówił.
I dodawał, że w tym kontekście sama decyzja o zaproszeniu była – jego zdaniem – błędem Kanału Zero, a Stanowski „zrobił jeden dowcip za dużo”. Kluczowe miało być też zestawienie gości z nieprzygotowanym „sparing partnerem”.
Wybrano na sparing partnera młodego człowieka, który – jak sam słyszałem – w dwie godziny się przygotował. I to było proszenie się o kłopoty. Danie okazji występowania ludziom, którzy naprawdę przekraczają wszelkie normy kultury– oceniał.
Rozmowa szybko przeszła w szerszą diagnozę: Semka widzi na polskiej prawicy rosnące zjawisko „altprawicy”, którego symbolem ma być Grzegorz Braun. W jego ujęciu siła Brauna bierze się nie tylko z polityki, ale i z „zaplecza” publicystycznego oraz emocjonalnego mechanizmu: niski próg agresji, natychmiastowe riposty, insynuacje, ataki na krytyków.
Wątek, który prowadzący próbował doprecyzować, dotyczył „partii wodzowskiej”. Semka przekonywał, że podobieństwa do dawnych formacji nie wyczerpują różnic – bo u Brauna pojawia się nowy, symboliczny element: gwardia i militarny entourage.
I dodawał, że problem nie dotyczy samego faktu ochrony, tylko tego, jak to wygląda społecznie i jakie ryzyko niesie w razie incydentu.
Na koniec Semka wrócił do politycznej matematyki: jego zdaniem rosnący Braun jest wygodny dla Tuska, bo rozbija obóz przeciwników na trzy części, a rozproszenie utrudnia wspólne działanie. W tle zostaje pytanie, które w rozmowie padało wielokrotnie: czy media – także prawicowe – potrafią postawić tamę językowi i formom przekraczającym normy, nie oddając jednocześnie pola tym, którzy żyją ze skandalu.
/fa
W rozmowie na antenie Radia Wnet prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski postawił jedną, konsekwentnie rozwijaną tezę: proces „pokojowy” jest w istocie grą o odpowiedzialność za fiasko, bo Rosja nie ma interesu w realnym rozejmie. W jego ocenie Moskwa dąży nie do „skrawków” terytorium, lecz do podboju Ukrainy – a jeśli nie zostanie zatrzymana, będzie szukała kolejnego celu.
Oczywiście, że ten proces nie doprowadzi do zamierzonego skutku. Rosja to wyraźnie demonstruje. (…) Gra w istocie toczy się o to, na kogo spadnie wina za fiasko tych wysiłków– mówił.
Profesor podkreślał, że cele Kremla – ogłoszone wprost jeszcze przed pełnoskalową inwazją – pozostają niezmienne: wyrugowanie USA z Europy, kompromitacja NATO i przemodelowanie systemu bezpieczeństwa.
Celem Rosji nie jest zajęcie reszty Donbasu (…) tylko podbój całości państwa ukraińskiego, jego likwidacja i wykorzystanie jego potencjału do dalszej ekspansji. Rosja chce wyprzeć Stany Zjednoczone i skompromitować NATO– mówił.
Jako dowód, że Moskwa nie szykuje się do „uspokojenia”, wskazywał m.in. kontynuację działań wojennych i mobilizacyjne przygotowania państwa.
Żurawski vel Grajewski interpretował działania Waszyngtonu wprost: USA porządkują priorytety, a Europa jest dopiero trzecim kierunkiem po półkuli zachodniej i Azji. Stąd presja, by konflikt na Ukrainie „wyciszyć” i oszczędzić zasoby.
Z Narodowej Strategii Bezpieczeństwa wynika, że Amerykanie ocenili, że nie stać ich na stabilizowanie całego świata. Na drugim miejscu Azja, czyli Chiny, i dopiero na trzecim Europa. Celem jest wygaszenie konfliktu na Ukrainie, żeby zaoszczędzić zasoby– komentował.
Jednocześnie zastrzegł, że kompromis z Rosją nie zadziała, a USA w pewnym momencie „zderzą się z rzeczywistością”.
Wątek polski profesor ujął jako zadanie „na zimno”: utrzymać kanały oddziaływania na Waszyngton, nie wchodzić w publiczną kampanię krytyki Trumpa i trzymać się oceny Rosji „bez złudzeń”.
Zadaniem polskiej dyplomacji jest utrzymanie Polski w grze do momentu, kiedy kompromis z Rosją okaże się niewykonalny. (…) Nie włączajmy się w kampanię krytyki Trumpa, bo ona żadnych pożytków dla Rzeczypospolitej przynieść nie może– zaznaczył.
NATO „zadziała”, ale ryzyko może wzrosnąć w 2027 roku
Profesor oceniał, że NATO jest twardym zobowiązaniem traktatowym, a złamanie go przez USA podważyłoby cały globalny system amerykańskich sojuszy. Zaznaczył jednak, że nie należy zakładać „setek tysięcy” żołnierzy od razu, tylko szybkie i dotkliwe wsparcie.
NATO jest twardym zobowiązaniem traktatowym. Gdyby Amerykanie złamali te zobowiązania, podważyliby system bezpieczeństwa amerykańskiego na całym świecie. Wsparcie lotnicze sił szybkiego reagowania i floty byłoby natychmiastowe i dla Rosji bolesne– ocenił.
Najmocniejsze ostrzeżenie dotyczyło jednak „okna możliwości” dla Rosji, gdyby USA zostały związane konfliktem w Azji.
Momentem najwyższego ryzyka będzie rok 27, gdyby Stany Zjednoczone były związane konfliktem na Dalekim Wschodzie, Rosjanie odbiorą to jako unikalne okno możliwości
– stwierdził. W tej logice – jak mówił – Polska jest na liście potencjalnych ofiar, a strategicznie „pierwszym celem” byłaby raczej Warszawa niż państwa bałtyckie.
Uważam, że to nie państwa bałtyckie, ale Polska byłaby pierwszą ofiarą po ewentualnym upadku Ukrainy, albowiem los Polski rozstrzyga los państw bałtyckich– ocenił.
/fa
From the publisher's feed

11 Listeners

9 Listeners

39 Listeners

44 Listeners

7 Listeners

42 Listeners

12 Listeners

14 Listeners

8 Listeners

60 Listeners

30 Listeners

23 Listeners

24 Listeners

34 Listeners

3 Listeners