
Sign up to save your podcasts
Or


Konfederacja jako „języczek u wagi”?
Jacek Wilk w Popołudniu Radia Wnet przyznaje, że układ sił pokazany w najnowszych sondażach otwiera przed Konfederacją Korony Polskiej realny wpływ na skład przyszłego rządu. Według posła, jeśli obecne trendy się utrzymają, to posłowie Korony mogą stać się kluczowi w powyborczych negocjacjach.
Jeśli te tendencje się utrzymają, a trendy w sumie trzeba przede wszystkim śledzić, to faktycznie posłowie Konfederacji Korony Polskiej, którzy mam nadzieję będą w sile koła, czyli będzie ich przynajmniej piętnastu, a wygląda na to, że może być ich więcej, będą tak naprawdę decydować, kto może tworzyć rząd. No i bardzo różne konfiguracje wchodzą w grę– wskazuje były poseł. Podkreśla jednocześnie, że żadnych decyzji jeszcze nie ma, a przed ugrupowaniem „dużo rozmów i analiz”.
Napięcia na prawicy. „Może być ciężko wyjść z tego z twarzą”
W rozmowie pojawia się wątek ostrej wymiany zdań między Sławomirem Mentzenem a Jarosławem Kaczyńskim. Według Wilka te personalne konflikty mogą utrudnić ewentualną współpracę po wyborach.
Prezes Kaczyński jest bardzo pamiętliwy. Z tego, co wiem, Sławomir Mentzen też– mówi Wilk.
Jego zdaniem część wypowiedzi „poszła za daleko”, co może realnie utrudnić budowanie większości.
W polityce nie powinno się mówić rzeczy, które potem uniemożliwiają jakiekolwiek porozumienie– zaznacza poseł.
https://wnet.fm/2025/11/27/unijna-ankieta-dla-osmiolatkow-czarnik-to-element-genderowej-indoktrynacji-w-polskich-szkolach/
Wilk odnosi się również do ostrego języka w polityce, zwłaszcza do publicznych wypowiedzi Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego wobec Donalda Trumpa. Jego zdaniem takie działania mogą już dziś obniżać pozycję Polski w relacjach międzynarodowych.
Widzimy, że Polska nie jest przy różnych stołach i możemy się domyślać, że między innymi z takich powodów– mówi.
Dodaje, że ostre spory są naturalne, ale powinny dotyczyć argumentów, a nie ludzi.
Możemy ostro dyskutować ad rem, ale jeśli kogoś obrażamy jako człowieka, to nie prowadzi do niczego dobrego. Wyborcy to widzą– podkreśla.
Magdalena Czarnik ze Stowarzyszenia Rodzice Chronią Dzieci alarmuje, że wyrok TSUE w sprawie małżeństw jednopłciowych to kolejny etap szerszego procesu, który – jej zdaniem – ma bezpośrednie przełożenie na polską szkołę. Jak podkreśla, Bruksela nie ogranicza się do politycznych deklaracji, lecz przesyła już do Polski konkretne narzędzia, które mają trafić do uczniów.
Najświeższym przykładem jest unijna ankieta skierowana do dzieci w wieku od 8 do 17 lat, o której – jak mówi – powiadomione zostało polskie Ministerstwo Rodziny. W ankiecie, obok imienia i nazwiska, pojawia się pytanie o płeć z czterema możliwościami odpowiedzi.
Nasze dzieci dostają informację, że mogą wybrać płeć męską, żeńską, mogą odmówić odpowiedzi, ale mogą też wybrać jakąś inną. To jest pierwszy krok do rozmywania podstawowych pojęć– wskazuje.
Jej zdaniem nie chodzi jedynie o „dziwne pytania”, lecz o konsekwentny projekt ideologiczny, który łączy się z innymi procesami — jak obowiązkowa od przyszłego roku „edukacja zdrowotna”.
Ta indoktrynacja idzie wielką falą. W różnych elementach jest wciskana do systemu pod przykrywką inkluzji. A tak naprawdę chodzi o zaburzenie tożsamości dzieci, żeby nie były potem w stanie założyć rodziny i tworzyć struktury suwerennego państwa– dodaje.
Czarnik ostrzega również przed źródłami finansowania organizacji, które – jej zdaniem – stoją za wprowadzaniem tych zmian. Wskazuje na rolę ILGA Europe, parasolowej organizacji LGBT.
Budżet ILGI jest finansowany do 70% przez Komisję Europejską. To nie są oddolne inicjatywy biednych, uciskanych homoseksualistów. To jest wielka agenda finansowana przez elity władzy tego świata
– wskazuje. Jej zdaniem wspieranie takich działań w czasach kryzysu demograficznego ma charakter „depopulacyjny”.
Można nazywać żabę orłem, ale żaba orłem nie będzie. Dwóch panów może żyć jak chce, mają różne możliwości prawne, ale nie są małżeństwem – bo małżeństwo jest fundamentem społeczeństwa właśnie ze względu na dzietność
– podkreśla.
W rozmowie pojawia się także wątek bezpieczeństwa państwa. Zdaniem Czarnik działania Unii Europejskiej nakładają się na wewnętrzne słabości polskiego systemu edukacji i administracji.
Tworzy się nowych rzeczników praw dziecka, a jednocześnie niszczy się autorytet nauczyciela. To stała tendencja w tym nurcie – proszę to obserwować
– zaznacza.
Podkreśla, że środowiska rodziców zamierzają alarmować opinię publiczną i domagać się debaty, w którą – jak zapowiadała prowadząca – miałaby zostać włączona również strona rządowa oraz przedstawiciele organizacji LGBT.
Im dalej od naszego regionu, tym bardziej widać jego potencjał - podkreśla przedstawicielka Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej do spraw Inicjatywy Trójmorza.
Joanna Gumińska, komentatorka polityki i patronka repatriantów, kreśli wyjątkowo pesymistyczną diagnozę sytuacji państwa. Jej zdaniem Polska znalazła się w punkcie krytycznym – zarówno pod względem bezpieczeństwa, jak i kondycji instytucji.
Żyjemy w momencie za pięć dwunasta i wierzę, że tylko opatrzność może nas uratować. Przy tej klasie politycznej, jaka jest u steru, nie ma żadnej nadziei dla Polski. Grozi nam kompletna implozja i siły zewnętrzne tylko na to czekają– mówi.
Jej zdaniem nie chodzi wyłącznie o błędy obecnej ekipy, ale o całe dekady zaniedbań, które sprawiły, że państwo jest słabe, a elity – zamknięte i niezdolne do odnowy. Gumińska ostro komentuje też standard polityczny.
Przez lata nagradzano miernych, ale wiernych. Elity się reprodukują we własnym kręgu. A ci, którzy są dziś u władzy, to ludzie, którzy nie powinni pełnić żadnych funkcji publicznych– stwierdza, odwołując się do przykładów personalnych.
Duża część jej komentarza dotyczy bezpieczeństwa. Gumińska uważa, że Polska nie jest przygotowana na rosnące zagrożenia hybrydowe, ataki dywersyjne czy eskalację działań Rosji i Białorusi.
Jesteśmy u progu wojny. Wojna hybrydowa już trwa. Służby nie wiedzą, co się dzieje nawet na terenach przygranicznych. To są pozorowane ruchy, ta ekipa jest całkowicie do wymiany– ocenia.
W drugiej części rozmowy komentuje sytuację na prawicy, która, jej zdaniem, w obliczu kryzysu zachowuje się równie nieodpowiedzialnie.
Po raz kolejny prawica pokazuje, że ważniejsze są prywatne zatargi. A jesteśmy w momencie, w którym to może być koniec państwa polskiego– zauważa.
Jedyne „światełko nadziei” widzi w postawie prezydenta Karola Nawrockiego, którego określa jako „silnego człowieka”, odpornego na presję i ataki.
Jako jeden z nielicznych hierarchów, kard. Ryś przyjął do siebie przedstawicieli Polonia Christiana. Rzadko który z biskupów chce z nami rozmawiać - zauważa publicysta.
Każdy przejaw krytyki wobec Rosji, czy wyrażenia obaw o jej agresywną postawę jest odczytywany na Kremlu jako rusofobia - tłumaczy autorka bloga "17 mgnień Rosji".
Gustaw Wiśniewski w studiu Radia Wnet mówi o swoim debiutanckim sezonie w serii Lamborghini Super Trofeo Europe. W Grand Prix Las Vegas triumfuje Verstappen, a kierowcy McLarena zdyskwalifikowani...
W programie również rozmowa o Formule 1 z Roksaną Ćwik, a także o tytule Milana Pawelca w Mistrzostwach Europy Moto2..
Goście programu:
Prowadzą Kamil Kowalik i Piotr Nałęcz.
Z wszystkimi wydaniami audycji „Czas na Motorsport” można się zapoznać tutaj.
Audycja „Czas na Motorsport” w każdy wtorek o godzinie 20.00 na antenie Radia Wnet. Zapraszamy!
Piotr Witt opisuje Francję, w której 84 proc. obywateli chce odejścia Macrona, a władza straszy wojną z Rosją, by nie rozmawiać o długach, podatkach i sprzedaży Alstomu.
W felietonie Piotr Witt kreśli obraz Francji w głębokim kryzysie politycznym. Przypomina, że ogromna większość Francuzów chce odejścia Emmanuela Macrona przed 2027 r., a kolejne rządy upadają jak w politycznym wodewilu. Na tym tle wybucha afera wokół książki „Koniec makronizmu” Oliwiera Marleix, oskarżającej prezydenta o rozmontowanie suwerenności gospodarczej Francji, m.in. przez sprzedaż kluczowych części Alstomu.
Tematy zastępcze
Zdaniem Witta Pałac Elizejski odpowiada klasycznym „tematem zastępczym”: szef sztabu generał Maulny publicznie straszy Francuzów rychłą wojną z Rosją i koniecznością „posłania własnych dzieci na śmierć”. Media przez dni żyją wizją konfliktu, a w cień schodzą pytania o długi, podatki, upadek usług publicznych i sprzedaż strategicznych firm. Witt pointuje to gorzką sceną z paryskiej kawiarni: gazety są pełne newsów, ale próżno w nich szukać informacji o choć jednej realnej poprawie w życiu Francuzów.
Nadal nie są opłacone nadwykonania na kwotę 11 miliardów złotych - alarmuje posłanka PiS, b. minister zdrowia Katarzyna Sójka.
Cztery hale do 230 m długości, zużycie prądu jak Bydgoszcz i wody jak Elbląg. Tak ma wyglądać data center w Regułach. Lokalna społeczność mówi „stop”.
Na przedmieściach Warszawy, w Regułach, prywatny inwestor planuje ogromne centrum danych na ponad 20-hektarowej łące pomiędzy osiedlami domów jednorodzinnych. Mają tam stanąć cztery budynki długości od 100 do 230 metrów. Protest podpisało już około 1200 mieszkańców.
Prąd jak dla Bydgoszczy, woda jak dla Elbląga
– Z dokumentacji inwestora wynika, że obiekt będzie zużywał rocznie tyle prądu, co miasto Bydgoszcz – mówi Marta Tymoszuk ze Stowarzyszenia Aktywnych Sąsiadów w Regułach.
Jeszcze większe emocje budzi kwestia wody. – W upalne dni centrum ma zużywać tyle wody, co miasto wielkości Elbląga. Ta woda ma pochodzić z warszawskich wodociągów, które czerpią z Wisły. Jeśli wody zabraknie, kto dostanie ją pierwszy – mieszkańcy czy serwery? – pyta Tymoszuk.
„Problem nie jest tylko lokalny”
Według społeczników planowany obiekt to część większego „zagłębia” centrów danych na zachód od Warszawy. W samej gminie Michałowice planowane są już kolejne ośrodki, każdy z ogromnym zapotrzebowaniem na moc.
– To nie jest tylko nasz lokalny spór. To kwestia energii, wody i środowiska całej aglomeracji – podkreśla przedstawicielka stowarzyszenia.
Luka w prawie i walka o skalę
W Polsce brak specjalnych przepisów regulujących lokalizację takich inwestycji. Jedynym realnym narzędziem gminy pozostaje miejscowy plan zagospodarowania.
– Nie jesteśmy przeciwni centrum danych jako takiemu. Sprzeciwiamy się skali. Między domami jednorodzinnymi nie powinny wyrastać budynki długie na 230 metrów – podsumowuje Tymoszuk.
From the publisher's feed

10 Listeners

9 Listeners

39 Listeners

44 Listeners

7 Listeners

42 Listeners

12 Listeners

14 Listeners

8 Listeners

60 Listeners

30 Listeners

23 Listeners

24 Listeners

34 Listeners

3 Listeners