Na pierwszy rzut oka na rynku zboża nie widać dziś tego, co Polacy pamiętają z 2022 roku. Jarosław Sachajko zauważa, że ceny pszenicy podskoczyły, ale na tle tamtej wojny „kinetycznej” na Ukrainie ruch jest ograniczony. W jego porównaniu brzmi to wręcz zaskakująco: wówczas pszenica – jak przypomina – przez dłuższy czas trzymała okolice 2000 zł, dziś „ponad 800, czasami 850”, przy czym w rozmowie przewija się też poziom „900”.
W tej chwili, jeżeli popatrzymy na ceny zboża, to one wzrosły, ale niewiele wzrosły
– mówi Jarosław Sachajko.
Szuka też wytłumaczenia, dlaczego rynek nie reaguje tak nerwowo jak cztery lata temu. Wskazuje na Chiny, które – jego zdaniem – mogły wcześniej wypełnić magazyny żywności i dzięki temu dziś globalna presja cenowa jest mniejsza. Podkreśla jednak, że to może być tylko „cisza przed burzą”, jeśli konflikt przeciągnie się w czasie. W tym miejscu wplata też uwagę o Donaldzie Trumpie: liczy, że deklaracje o szybkim końcu wojny w Iranie okażą się bardziej wiarygodne niż wcześniejsze zapowiedzi dotyczące Ukrainy.
Mam nadzieję, że te dzisiejsze słowa prezydenta Trumpa jednak się lepiej zmaterializują (…) niż te w stosunku do wojny w Ukrainie
– zaznacza.