Zen Jaskiniowca – zrozumieć i wcielić

Zen Jaskiniowca – zrozumieć i wcielić

By Zen Jaskiniowca – zrozumieć i wcielićEducation
Download on the App Store

Zen Jaskiniowca – zrozumieć i wcielić episodes

  • O IMPERIALNYM STANIE UMYSŁU
    Dopiero niedawno „ciężka praca” stała się powodem do dumy, a nie wstydu z powodu braku talentu, finezji i, przede wszystkim, sprezzatury - Nassim TALEB
    Uwielbiam ten cytat. Jest genialny. I bardzo głęboko wnika we współczesną psychologię - czyli potrzebę ekspozycji, pokazania swojego cierpienia (jakie to do głębi chrześcijańskie) oraz szukania poklasku i akceptacji grupy - no i , co dziś najważniejsze, emocjonalnego ekshibicjonizmu w czasach, kiedy środki do celu (np. "przepracowywanie" swoich traum z psychoterapeutą czy bycie na diecie - tu wpisz sobie czy keto czy wege) stały się, same w sobie, celem.
     
     
    Oczywiście myk polega na tym, że kluczem do sprezzatury jest ciężka praca - ale ciężka praca którą ukrywasz a nie którą się chwalisz. Ale my dziś, rzekomo, żyjemy w czasach transparencji. Jeśli nie wiesz co oznacza transparencja - spiszę z wyjaśnieniem. Transparencja oznacza brak klasy, pretensjonalność, narcyzm i potrzebę przypodobania się. W skrócie - jest przeciwieństwem autonomii, tudzież osobistej władzy.
    A to właśnie autonomia, czyli budowanie i utrzymywanie władzy osobistej, jest tematem tegoż jakże wyczekiwanego wpisu.
    Wybitny amerykański kompozytor, dyrygent i pianista Leonard BERNSTEIN nauczał, że prawdziwy artystyczny performance składa się z TRZECH elementów:
    DECORO: czyli z ciężkiej pracy, treningów, wysiłku, często w pocie czoła oraz samotności. Idąc za FRISELLĄ i GROVEREM z poprzedniego wpisu - to jest faza przygotowywania do wygrywania.
    SPREZZATURA: to faza druga, czyli sztuka lekkości, nonszalancji, zainspirowanego działania, przepływu w skrócie. Jest ona, oczywiście, niemożliwa bez fazy DECORO. Czyli mamy tu paradoks, który paradoksem nie jest: ciężka, świadoma praca, tresura (nieładnie to ujmując), prowadzi do spontaniczności - o ile jej i sobie na to pozwolimy.
    Potem, jak uczył BERNSTEIN, następuje jeszcze faza trzecia i ostatnia, czyli:
    GRAZIA: czyli gracja, czyli światło wielkości i geniuszu, które to unosi się nad artystą, który przez fazę DECORO przeszedł do fazy SPREZZATURY.
    Mówiąc inaczej, metaforą: jeśli SUKCES jest górą, DECORO to 9/10 góry, z jej podstawą włącznie, SPREZZATURA to wierzchołek, czyli jej szczyt a GRAZIA to słońce, które nad tym wierzchołkiem się unosi.
    Czyli: DECORO prowadzi do SPREZZATURY a SPREZZATURA rodzi GRAZIE.
    DECORO bez SPREZZATURY to wyrywanie sobie zębów. SPREZZATURA bez DECORO to pewna klęska. DECORO plus SPREZZATURA równa się GRACJA - bo ostatnia rzecz której chcesz, jeśli mieszkać w krainie martyrologii i samoudręczenia.
    Mistrz ciężkiego uderzenia w lekkim stylu, Pan Charlie WATTS, the ROLLING STONES (foto: NYTimes.com)
    Pamiętam jeszcze czasy, to było ze 20-25 lat temu, kiedy nasza wybitna wtedy reprezentacja piłki nożnej biła kolejne rekordy w minutach bez strzelonego gola. Któryś z dziennikarzy miesięcznika CKM napisał wtedy dowcipnie, że trudno w sumie ich za to winić, bo nie każdy dobrze czuje się z piłką, czyli okrągłym przedmiotem którego nie da się ani położyć ani postawić. Jednak nawet wtedy nie brakowało chłopakom bojowości w znajdowaniu kolejnych wymówek ich chujowej gry oraz - co bardzo ważne kiedy jesteś przegrywem - bezwzględnego i bezwarunkowego poczucia wyższości moralnej - niezależnie od okoliczności.
    Tak się bowiem dziwnie na tym świecie dzieje, że (o czym wspominałem we wcześniejszych materiałach) naszym życiem rządzi słowo na S - i nie chodzi tutaj o SEKS, tylko o STATUS. Wszyscy bowiem jesteśmy w biznesie zwiększania tudzież przynajmniej utrzymywania naszego statusu. Nic nie poradzisz - stadne z nas zwierzęta.
    Znawcy tematu STATUSU, w tym autor Will STORR wyróżniają w temacie STATUSU trzy rodzaje gier:
    Gry DOMINACJI
    Gry NIESKAZITELNOŚCI i
    Gry SUKCESU
    W grach DOMINACJI twój status opiera się głownie na budzeniu STRACHU czy RESPEKTU. Przykładem jest tu np. kariera w mafii [w "majfii" jak mawiał jeden z bohaterów książki "Chłopcy z ferajny"] czy jednostkach specjalnych.
    W grach NIESKAZITELNOŚCI demonstrujesz swoją cnotliwość i wyższość moralną. Tutaj króluje wszelkiego rodzaju duchowość czy rozwój osobisty. Nie wspomnę o kościołach i organizacjach religijnych, bo nie chcę zabić cię śmiechem... Ale tu mamy również, do czego wrócimy, dwory królewskie.
    W grach SUKCESU status budujesz poprzez osiąganie czegoś namacalnego lub mierzalnego - kejpijaje, ale również wszelkiego rodzaju WYGRYWANIE, które opiera się o umiejętności, talent czy wiedzę. Przykłady? Biznes, korpo, sport.
    Oczywiście, to nieco sztuczny podział, bo gry te nawzajem się przenikają, szczególnie gry DOMINACJI z grami SUKCESU, wszak twoje osiągnięcia oparte o ciężką pracę, talent czy wiedzą możesz zgrabnie, czyli z gracją, łączyć z zastraszaniem innych [patrz Tiger WOODS, JORDAN czy KOBE].
    Will STORR
    Oczywiście najbardziej przewrotne są gry NIESKAZITELNOŚCI vel cnoty, bowiem gracze o wysokim statusie robią wiele - a czasem wszystko - by swoim moralizowaniem i nierealnymi wymaganiami zastraszyć cię, onieśmielić i unieszkodliwić. Ty próbujesz grać w NIESKAZITELNOŚĆ (tu wpisz sobie te cechy, które absolutnie i koniecznie musisz posiadać by być akceptowanym) a oni grają z tobą, de facto, w DOMINACJĘ i SUKCES.
    Problemik polega jednak na tym, że kiedy ty, naiwnie, przeżarty poczuciem winy i wstydu błąkasz się miedzy krainami o nazwach DOBRO i ZŁO oni, z niemałą gracją i sprezzaturą, rozumieją, że władzy, sukcesu i autonomii NIE buduje się poprzez postrzeganie świata w kategoriach dobra i zła, tylko w kategoriach walki jednych grup interesów z innymi grupami interesów.
    No ale nic to, zawsze wszak możesz, jak wspomniani przed chwilą piłkarze, budować swój STATUS dzięki poczuciu moralnej wyższości i ciężkiej pracy nad swoją cnotliwością. Piękno gier o STATUS polega bowiem na tym, że zawsze w nie grasz - i wtedy kiedy walczysz o SUKCES czy DOMINACJĘ jak i wtedy kiedy postanowisz to wszystko pierdolnąć w diabły i wyjechać w Bieszczady.
    Nie ma bowiem ucieczki od gier o STATUS. Nie ma bowiem ucieczki od naszej BIOLOGII.
    Na całe nasze szczęście:
    Ważne zadanie przesuwania świata na przód nie będzie oczekiwało na pojawienie się jednostek perfekcyjnych - jak powiedział George ELIOT
    W 2012 roku w USA, jakimś cudem, wydana została cyniczna książeczka dwóch politologów, opowiadająca o tym, jak naprawdę robi się politykę. Autorami są Bruce Bueno de Mesquita oraz Alastair Smith a jej tytuł to "The Dictator's Handbook". Tytuł fajny, podtytuł jeszcze lepszy: "O politycznych zaletach niegodziwości."
    W niej to, zacni autorzy konstatują co następuje:
    Całość polityki sprowadza się do zdobycia i utrzymania władzy - a nie do służenia swojemu suwerenowi czy też zapewniania mu dobrobytu
    Analizując politykę i polityków, olej drobiazgi takie jak ideologia, "dobro narodowe", "interes stanu", "wspólne dobro" czy "dobrobyt dla wszystkich" i skup się na tym co służy interesowi liderów politycznych i ich koalicji, jako że politykę uprawiają jednostki a jednostki działają najpierw w interesie własnym
    Pamiętaj, że w polityce chodzi o to, żeby rządzić a nie o to żeby rządzić dobrze, tym bardziej, że zabiegi niezbędne do tego by utrzymać władzę są inne niż te, by zapewniać dobrobyt...
    ... tym bardziej, że długofalowe konsekwencje politycznych działań nie są problemem obecnie rządzących, tylko tych, którzy ich kiedyś zastąpią (bo korzyści masz teraz a przejebane będzie później)
    Oraz dwa najbardziej nas interesujące elementy:
    Bycie przyzwoitym człowiekiem nie przekłada się na bycie skutecznym politykiem, a zatem...
    Jeśli brzydzisz się ubrudzeniem sobie rąk, trzymaj się z daleka od ról przywódczych
    Oczywiście wszystko co to opisałem jest czysto teoretyczne i dotyczy tylko innych krajów. U nas, w Polsce, jest i będzie całkowicie odwrotnie. Ale, jeśli jesteś wiernym fanem serialu "SUKCESJA", którego 3-ci sezon właśnie się zakończył i przeanalizujesz sobie powyższe założenia a następnie przełożysz je na biznesowa metodologię Logana ROYA, może okazać się, że coś jest na rzeczy...
    A coś jest na rzeczy bo LOGAN gra głownie w gry DOMINACJI i gry SUKCESU a oglądanie "SUKCESJI" jako serialu wyłącznie biznesowego jest błędem, bowiem Loganowi chodzi głownie o UTRZYMYWANIE WŁADZY.
    Co prowadzi nas do naszego dzisiejszego bohatera, tym razem ze świata prawdziwego biznesu i w tym celu będziemy musieli się przenieść do dżungli Ameryki Południowej a następnie, już przy okazji kolejnych lekcji zwiększania własnej WŁADZY i AUTONOMII odwiedzimy również angielską królową...
    BANANOWY SAM
    Przejdźmy zatem od ogółu do szczegóły. BANANOWY SAM, a dokładniej Samuel ZEMMURAY był jedną z najbardziej potężnych postaci amerykańskiego biznesu o jakich nigdy nie słyszałeś. Jego barwne życie, w jeszcze barwniejszy sposób, opisał w swojej książce Rich COHEN. Tytuł książki to "The Fish That Ale The Whale".
    BANANOWY SAM, nim stał się BANNANOWYM SAMEM, urodził się w Kiszyniowie, w biednej i nic nie znaczącej żydowskiej rodzinie w roku 1877. W wieku 14 lat, po śmierci swojego ojca, wyemigrował do Ameryki, gdzie, oczywiściem codziennie zastanawiał się czy jest wystarczająco zmotywowany oraz czytał wszystkie książki z zakresu rozwoju osobistego oraz moralnego postępowania... Nie - żartuję. On akurat nie miał takiego luksusu i zapierdalał gdzie się dało za ile się dało żeby ani on, ani jego rodzina, nie umarli z głodu. Tak się bowiem dziwnie składało, że w czasach kiedy Ameryka stawał się z potęgi lokalnej potęgą światową nikt nikomu darmowych posiłków nie rozdawał a w życiu i w biznesie panował darwinizm.
    BANANOWY SAM, jak się nie trudno domyśleć...
    Mając lat 16 trafia - pierwszy raz w życiu - na egzotyczny, luksusowy owoc zwany bananem i to odmienia jego życie. Postanawia zacząć nimi handlować, tym bardziej, że rynek na nie rośnie. Co jest lekcją przy okazji lekcji - z prawem popytu jeszcze nikt nie wygrał, więc jeśli chcesz (w miarę szybko) zrobić w biznesie fortunę, idź tam gdzie jest popyt.
    Żadnych dojść, żadnych forów,...
    1 hr 40 min
  • Tim GROVER 2 – o nałogu WYGRYWANiA
    WSTĘP
    "C.T. Fletcher, wielki C.T. Fletcher słynie z powiedzenia: “It’s still your motherfucking set.” - 'Nie zmienia faktu, że teraz twoja kurwa seria.' Rzucił to podczas jakiegoś szaleńczego treningu w stylu niemieckich objętości, kiedy partner treningowy nie wiedział czy ma umrzeć czy porzygać. I właśnie wtedy, C.T. tym swoim głosem, rzucił: “Mike, nie zmienia faktu, że teraz twoja kurwa kolej.”
    Tekst stał się kultowym, bo oznacza po prostu - ok, padasz na ryj, nie zmienia faktu, że trzeba dokończyć co się zaczęło.
    Tim GROVER i jacyś koszykarze
    I w tych dodatkowych przejebanych seriach nie chodzi o hipertrofię  (chociaż oczywiście dojdzie do wzrostu mięśni)  tylko o to, żeby wzmocnił ci się mózg. Bo to właśnie te najbardziej wymagające serie najbardziej rozwijają umysł. Kiedy dochodzisz do punktu, w którym wydaje ci się, że już więcej nie możesz - to właśnie jest znak, że MUSISZ WIĘCEJ.
    Oczywiście trzeba z tym ostrożnie, bo nie chodzi o to, żeby pokaleczyć technikę i złapać kontuzję. Zupełnie nie o to mi tu chodzi.
    Chodzi o to, żebyś ten moment pod ścianą zaczął rozpoznawać jako okazję to wzrostu, do rozwoju, do stania się silniejszym. I możesz to przenosić na każdy aspekt swojego życia. Bo w życiu wszystko może być twoją kolejną serią. Wszystko może być okazją do dalszego treningu.
    Zatem, każdy rodzaj pracy, który wykonujesz powinien być przez ciebie traktowany jako OKAZJA by stać się jeszcze lepszym. TWOJA PRACA JEST TWOJĄ OKAZJĄ. A najlepsze jest to, że nawet jeśli nie wyjdzie, i tak zyskasz - bo czegoś się nauczysz. Bo wszystko może być twoim treningiem.
    A to całkowicie odmieni sposób w jaki pracujesz i żyjesz. Piękne jest to, jak nasz system przekonań potrafi w jednej chwili zrobić pełny obrót. Weź przykład kogoś, kto jednego dnia jest w kimś zakochany a następnego już go nienawidzi. Zatem, wniosek z tego prosty - większość tego co o sobie sądzisz, lub sądzisz że wiesz jest po prostu twoim wyborem. Podobnie jak w tym zakochaniem przechodzącym nagle w nienawiść, możesz odmienić to kim jesteś jedną decyzją.
    C.T. FLETCHER w koszulce: It's Still Your Motherfucking Set
    Zatem, wracając na siłownie: kiedy w niej jesteś, każda grupa mięśniowa nad którą pracujesz, każde ćwiczenie które wykonujesz, jest nie tylko okazją do wzrostu mięśni, spalenia kalorii czy stania się większym - jest okazją do zmiany najpotężniejszego elementu na świecie - czyli ludzkiego umysłu.
    Wyobraź sobie co by się działo w twoim życiu, gdybyś każdego dnia na siłownie zabierał swój umysł. Gdybyś to co trudne traktował jako wzywające do działania, a wezwanie do działania jako coś ekscytującego…
    Weź Dante Trudela i jego Doggcrapp Training - zasada jest prosta: robisz 5 serii pod rząd, ale zabawa polega na tym, że to co możesz - lub myślisz że możesz - zrobić zrobić w 10 powtórzeniach, masz zrobić w 20. Co za psychol… Ale to właśnie tego typu mentalność możesz przenosić na resztę aspektów życia. Tak, że kiedy dochodzisz już do granicy i sądzisz, że więcej nie możesz, wyciskasz kolejne powtórzenie, a potem kolejne i kolejne.
    Bo na tej planecie i w tym życiu chodzi o to, żeby udowodnić coś sobie i o sobie, i ulepszać siebie dla siebie. Nie żeby udowodnić coś innym i nie żeby porównywać się do innych.  Sobie, o sobie i do siebie.
    Słyszałeś już tysiąc razy o tym, żeby poczuć się komfortowo z dyskomfortem. Jak tego dokonać? Periodyzacja. Dodawanie obciążenia albo poziomu skomplikowania. Z czasem, dzięki powtórzeniom, stajesz się coraz lepszy.
    A co robi większość ludzi kiedy robi się coraz trudniej? Wycofuje. Zatem wyobraź sobie, co by się stało, gdybyś ty atakował to czołowo. Czego wtedy nauczyłbyś swoje ciało? Czego wtedy nauczyłbyś swój umysł?
    Twój umysł przekazałby ciału prostą wiadomość: “Stary, to ja tu teraz dowodzę. I nie pozwolimy na to by czynniki zewnętrzne dmuchały nam w kaszę!”
    Mark "Smelly" BELL
    I nie chodzi  tu nawet o bycie twardym. Chodzi jedynie o to, że masz możliwość zmiany swojego nastawienia i zafiksowania się na tym, co chcesz zrobić. Chodzi po prostu o posiadanie umiejętności przełamywania oporu. A jak posiądziesz tę umiejętność? Trenując ją każdego dnia. Chodzi o to, żebyś umiał spokój, kiedy inni tracą głowę.
    Możesz, dosłownie, użyć hasła: “MINDSET” żeby przywrócić sobie właściwą zrównoważona postawę. Ktoś gada o polityce, i czujesz że zaczynasz buzować. MINDSET! Ktoś gada o Covid, maseczkach i szczepieniach. MINDSET! Ktoś mówi ci: “Fajnie, że trenujesz, ale nadal jesteś tłusty!” MINDSET! Traktuj wszystko jako wezwanie do trenowania, jako amunicję do twojej przyszłej skuteczności. To twoje paliwo na drodze do doskonałości.
    Pamiętaj, że nie musisz być twardy gdy umiesz być elastycznym i że każdy dzień jest okazją do stania się lepszym. Dzięki pracy. I pokonywaniu oporu. Od siedzenia na dupie lepszy się nie staniesz. Rzuć wyzwanie swojemu ciału i przebij się na drugą stronę.”
    -  Mark BELL
    GENEZA
    Wygląda to tak, że kiedy uczynię kogoś bohaterem mojego wpisu, kiedy poświęcę czas na to żeby przeanalizować to co ten robi czy mówi i kiedy wpis czy podcast zostanie wypuszczony, tracę tym człowiekiem zainteresowanie. Tak było np. w przypadku Conora McGregora, którego przestałem śledzić również na IG (ile jeszcze razy mam się dowiedzieć, że jego whiskey jest zajebista), w przypadku Peni, Bilzeriana, paru o których teraz nie pamiętam, oraz w przypadku Tima GROVERA.
    GROVERA śledziłem na IG a potem przestałem. Znudził mnie. Dostałem od niego to czego potrzebowałem i przestał mnie interesować. Kilka miesięcy temu Marcin OSMAN wysłał mi wiadomość, że z Kamilą KRUK wygrali wydanie drugiej książki GROVERA po polsku, i podesłał mi jej spis treści (kilka miesięcy przed jej wydaniem w USA). Spojrzałem, pogratulowałem i zapomniałem. I w maju 2021, przypadkiem lub nie przypadkiem - to zależy czy w nie wierzysz czy też nie - Andy Frisella, którego znasz zapewne z techniki 5 zwycięstw dziennie, zaprosił GROVERA do swojego podcastu, żeby omówić W1NNING, czyli jego najnowszą książkę.
    "A chuj, zobaczmy" - se pomyślałem, bo - jak w tym kultowym memie - myślę raczej zwięźle. Po paru minutach wiedziałem już o czym będzie kolejny wpis na ZJ.
    Polska edycja "W1NNING" - OSMPower 2021
    Z GROVEREM jest pewien problem. Sprawdź jak nie wierzysz. Jest marnym mówcą. Promując najnowszą książkę, czyli "W1NNING" pojawił się w nieskończonej ilości podcastów. Nie opierdalał się, przyznać to muszę. Ale jeśli zobaczysz na te, które odbywały się online, czyli takie w których GROVER siedział za swoim biurkiem, to zauważysz, że ma na biurku porozkładane kartki z paroma soczystymi łanlajnerami, i  czeka jedynie by zamiast odpowiedzieć to co myśli, zacytować to co napisał.
    Jednak jest parę rozmów z nim - w tym właśnie Friselli (a dokładniej obu braci Frisella, Andy'ego i Sala Frisella) czy Eda MYLETTA (tak, o nim zapomniałem, też straciem nim zainteresowanie) które są po prostu zajebiste. Są zajebiste, bo wysoka energia prowadzących (szczególnie Andy i Ed) podbiła GROVERA na lepszy poziom plus, do rozmowy (nie zwykłego wywiadu, tylko rozmowy) zabrali się prawdziwi wymiatacze od high performance.
    I to jest tym razem mój kąt podejścia do najnowszej książki GROVERA - WYGRANA. Nie omawiam samej książki. Możesz ją już zamówić w przedsprzedaży na OSMPOWER.pl. I to jest naprawdę, naprawdę, naprawdę zajebista książka. Miałem obawy, że GROVER zacznie odcinać kupony i że wydał gówno. Ale nie - W1NNING jest - uwaga uwaga - lepsze niż RELENTLESS. Ponieważ jednak, po tym jak ciut ponad 2 lata temu napisałem "O tym jak zostać WYMIATACZEM" i wiele osób pytało mnie, czy ma kupować książkę, skoro słuchało podcastu, więc tym razem pobawimy się inaczej, i porozmawiamy sobie o elementach, które wycisnęli z Tima co lepsi rozmówcy.
    Mówiąc inaczej: nie omawiam tu W1NNING rozdział po rozdziale, tylko te uzupełniające elementy, które GROVER przy okazji promocji książki powiedział. Tak więc ten wpis / podcast stanowi niezależną całość i sama książka stanowi niezależną całość. Jednak wpis / podcast PLUS książka stanowi uzupełniającą się całość.
    A po masz zapoznawać się z jednym i drugim?
    Po co?
    A po to, żeby WYGRYWAĆ. Bo, jak powiedział nieżyjący już niestety klient GROVERA, Kobe Bryant:
    WYGRYWANIE JEST WSZYSTKIM
    KOBE tuż po zdobyciu tytułu w 2010
    ROZGRZEWKA
    Andy FRISELLA: "Świat nie jest ustawiony pod ludzi dążących do sukcesu. Jest ustawiony pod przeciętniactwo."
    GROVER: "Dlatego w pogoni za wielkością musisz posiąść umiejętność blokowania szumu [czytaj: wątpliwości, obaw, poczucia niezasługiwania, krytyki, niechęci, braku zrozumienia ale również rozpraszczaczy typu imprezy, dragi itd - R.M. W daleszg części tekstu zajmiemy się tym JAK to zrobić]. Wsłuchujesz się tylko w to, co z punktu osiągnięcia celu najważniejsze. I właśnie dlatego, każdego dnia masz okazję do WYGRYWANIA."
    Zgadnij dlaczego, na samym początku zamieściłem cytat Marka BELLA? To jest dokładnie ten sam model myślenia. Kiedy masz swoją WIELKĄ INTENCJĘ, swoje PO CO i DLACZEGO, ekscytujący (ale i być może przerażający) CEL, który chcesz osiągnąć, każdy dzień to otwarte pytanie - zbliżysz się do swojego celu czy nie zbliżysz? Zatem, jeśli idąc mapą MINDSET BELLA, wszystko traktujesz jako trening,  a każda napotkana przeszkoda, każde "nie chce mi się" albo "nie wiem jak" jest najważniejszym powodem do "DLATEGO TO ZROBIĘ."
    Andy FRISELLA: "Do ludzi musi dotrzeć, że WYGRYWANiE jest szlachetnym kurwa zajęciem a jest szlachetne, bo inspiruje innych do stawania się lepszymi. Tak więc, gdy Ty WYGRASZ, WYGRYWAJĄ też inni ludzie. I wbrew temu co teraz powszechnie obowiązuje, najważniejsze nie są twoje odczucia, tylko twoje rezultaty.
    Tim GROVER: "Powiedzmy jasno: oczywiście, że możesz wygrywać odczuwając emocje. Jednak TWÓJ UMYSŁ MUSI BYĆ SILNIEJSZY niż  twoje odczucia. Bo gdy jest odwrotnie, gdy twoje emocje zdominują twój umysł, spierdolisz temat za każdym razem. Kiedy podejmujesz decyzje w oparciu o umysł, to bywa tak, że to kurewsko trudne i bolesne decyzje....
    2 hr 2 min
  • Ayn RAND i Mike MENTZER czyli człowiek jako HEROS
    Główne założenie tego wpisu jest bardzo proste: mamy dziś za mało heroizmu a za dużo traumatymu. I już tłumaczę o co mi chodzi: we wpisie tym zajmę się tym, jak każdy z nas może zmienić swoją filozofię i zacząć postrzegać życie przez pryzmat bycia herosem osiągającym wielkie rzeczy zamiast, co teraz popularne i powszechnie obowiązuje - przez pryzmat bycia ofiarą urazów, kompleksów i "przepracowywania" traum. A pomoże nam w tym Ayn RAND, z którą w wielu aspektach zupełnie się nie zgadzam, jednak która była - moim zdaniem - najpotężniejszą kobietą XX wieku. A to dlatego, że stworzyła własny rodzaj filozofii, tzw. obiektywizm i napisała co najmniej dwie książki - "Źródło" i "Atlas zbuntowany", które miały kluczowy wpływ na wielu wypierdalaczy drugiej połowy XX i początku XXI wieku.
    Już po objęciu urzędu Donald J. TRUMP porównał się do głównego bohatera "Źródła" Howarda ROARKA. Były Sekretarz Stanu w administracji Trumpa - Rex TILLERSON rozsmakował się z kolej w "Atlasie zbuntowanym" - to jego ukochana książka. Były szef CIA, Mike POMPEO, były Sekretarz Pracy Andrew PUZDER czy spiker Izby Reprezentantów - Paul RYAN - wszyscy oni czytają RAND regularnie. Podobnie jak założyciel i były szef UBER'a Travis KALANICK, który jest jej wyznaczą do takiego stopnia, że fragment okładki "Atlasu" był jego avatarem na Twitterze. Steve JOBS i Steve WOZNIAK uznawali "Atlas zbuntowany" za jeden z swoich najważniejszych przewodników po życiu. Miliarder i właściciel klubu NBA Dallas MAVERICS, Mark CUBAN na cześć "Źródła" nazwał swój jacht, ponieważ: "Książka ta zachęciła mnie do myślenia jak indywidualista, do podejmowania ryzyka by osiągnąć cele oraz brania odpowiedzialności własne sukcesy jak i porażki."
    "Atlas Zbuntowany" znajduje się również w TOP-20 książek polecanych przez Elona MUSKA.
    I to dlatego uważam, że Ayn była najważniejszą kobietą XX wieku - bo wychowała całą grupę samców i samic alfa, które teraz tym światem rządzą lub mają znaczny wpływ.
    Jej ideał człowieka - tak kobiety jak i mężczyzny - był bardzo prosty:
    Człowiek racjonalny, wiedziony wyłącznie przez rozsądek
    Niezależny, samodzielny i samowystarczalny
    O ogromnym i głębokim poczuciu własnej wartości
    Jednak charakterystyka ta nie wynika z tego, że takim się urodził, tylko z tego, że obrał pewien rodzaj filozofii, który leży pod spodem bycia tego typu herosem. I żeby ten rodzaj filozofii poznać i zrozumieć, musimy najpierw udawać się w komiczną podróż a następnie rozbić się na obcej planecie...
    Trump. Racjonalny. ROTFL.
    Oddajmy głos Ayn RAND:
    "Załóżmy, że jesteś astronautą a twój statek rozbija się na obcej, nieznanej ci planecie. Odzyskawszy przytomność sprawdzasz, że nie masz poważnych obrażeń i pierwsze trzy pytania, które powinny pojawić się w twojej głowie brzmią:
    Gdzie jestem?
    Jak się tego dowiedzieć?
    I co mam zrobić?
    Na zewnątrz widzisz nieznaną ci roślinność, nie ma tam jednak tlenu, którym można oddychać; słonce wydaje się świecić słabiutko i jest znacznie zimniej. Zaczynasz patrzeć w niebo ale natychmiast przestajesz. (...) jeśli w nie nie spojrzysz, przynajmniej nie dowiesz się przynajmniej, że najprawdopodobniej jesteś zbyt daleko od planety Ziemia skąd powrót jest niemożliwy; jednak póki tego nie wiesz, możesz wierzyć we wszystko co chcesz i doświadczać tego ulotnego ale przyjemnego poczucia nadziej wymierzanej z poczuciem winy.
    Zwracasz uwagę na instrumenty pokładowe i widzisz, że są uszkodzone - nie wiesz jednak na ile poważnie. I wtedy przeszywa cię strach: skąd możesz wiedzieć, że nadal możesz im zaufać? Skąd mieć pewność, że nie wprowadzą cię w błąd? Skąd masz wiedzieć, że sprawdzą się na obcej planecie?
    Odwracasz uwagę od instrumentów bo zauważasz coś innego - że nie masz ochoty robić czegokolwiek. Dużo bezpieczniejszym wydaje się po prostu czekać i liczyć, że ktoś ci pomoże; lepiej będzie - wmawiasz sobie - nie robić gwałtownych ruchów. I wtedy gdzieś tam w oddali zauważasz jakieś żywe istoty zmierzające w twoim kierunku: nie wiesz czy to istoty ludzkie, chociaż poruszają się na dwóch nogach. To one, decydujesz finalnie, powiedzą ci co robić dalej.
    A potem słuch o tobie ginie...
    Że to tylko fantazja, powiadasz. Że nigdy nie zareagowałbyś jak ten astronauta? Być może. Ale w dokładnie ten sposób żyje większość ludzi tu na planecie Ziemia. Większość ludzi bowiem uchyla się od odpowiedzi na 3 pytania. A odpowiedzi te leżą u podstaw wszystkich twoich myśli, odczuć i działań, tak tych świadomych jak i nieświadomych:
    Gdzie jestem?
    Skąd to wiem?
    Co mam zrobić?
    Naiwnie wydaje im się, że znają odpowiedzi. Gdzie jestem? Powiedzmy, że w Nowym Jorku. Skąd to wiem? To dość oczywiste. Co mam zrobić? I tu jasności zaczyna brakować, więc odpowiedzią zwyczajową jest: robić to co robią inni. Problem jednak leży w tym, że ci inni nie wydają się za bardzo aktywni, za bardzo pewni czy za bardzo szczęśliwi i dość regularnie odczuwają lęk niewiadomego pochodzenia czy poczucie winy, którego źródła nie potrafią wyjaśnić i których nie mogą się pozbyć.
    1943 - portret Talbota
    Nie odkryli oni bowiem tego, że ich bolączki pochodzą z tych trzech pozostawionych bez odpowiedzi pytań i że jest tylko jeden rodzaj nauki, który pomoże im na nie odpowiedzieć: FILOZOFIA."
    FILOZOFIA
    I dalej Ayn RAND, z tego samego przemówienia do absolwentów West Point z 1974 roku:
    "Filozofia oczywiście nie powie ci, czy jesteś w NY czy w Zanzibarze, ale oto w czym może ci pomóc: Czy znajdujesz się w świecie, którym rządzą prawa naturalne, a tym samym w świecie, który jest stabilny, namacalny i absolutny a tym samym - który można rozumowo poznać? Czy też panuje niepojęty chaos, dzieją się niewyjaśnialne cuda, wszystko zmienia się w sposób nieprzewidywalny tak, że twój umysł nie jest w stanie niczego pojąć. Czy wszystko to co widzisz wokół siebie jest prawdziwe, czy jest jedynie iluzją.(...) którą można zmieniać je na życzenie?
    W ZALEŻNOŚCI OD TWOICH ODPOWIEDZI - NATURA TWOICH DZIAŁAŃ ORAZ TWOJA AMBICJA - BĘDĄ SIĘ RÓŻNIŁY."
    Zwróć uwagę na to, czego RAND nie robi - oni nie pyta Ciebie o to KIM JESTEŚ. Ona pyta Ciebie GDZIE JESTEŚ, czyli jaka jest natura otaczającej Cię rzeczywistości. I bardzo słusznie, bo by wiedzieć KIM JESTEŚ (lub raczej KIM SIĘ STANIESZ) musisz znać kontekst, czyli otaczające Cię środowisko.
    I jednocześnie, upraszczając i prymitywizując to co RAND powiedziała, temat jest prosty: jeśli uważasz, że rzeczywistość jest skrajnie skomplikowana, że rządzą nią tajemne siły poza naszą kontrolą, że nie jesteś w stanie pojąć jej rozumiem - a tym samym nie masz realnie szans - to odetnie Ci prąd. Koniec ambicji, koniec działania, koniec sprawczości. To dlatego tak bardzo lubię i cenię te 3 cytaty:
    Odrzuć iluzję skomplikowanego świata - Chris HYATT
    Sukces jest procesem logicznym, którym zarządzają istoty emocjonalne - Steve CHANDLER
    Kto trywializuje, ten realizuje - Rafał MAZUR
    Wracamy do Ayn RAND:
    "W zależności od twoich odpowiedzi - natura twoich działań oraz twoja ambicja - będą się różniły. (...) Podobnie zresztą jak będzie różnił się poziom twojego poczucia własnej wartości oraz poziom odniesionego przez ciebie sukcesu. A wszystko to w zależności od odpowiedzi, które uznasz za prawdziwe." [pytania o naturę rzeczywistości - R.M.]
    Struktura Obiektywizmu - grafika: Pinterest
    Jeszcze raz, prosto a nawet prostacko - kiedy będzie Ci łatwiej: kiedy uznasz, że sukces (niezależnie od tego jak go definiujesz) ma swoją strukturę, którą możesz poznać, czy wtedy kiedy uznasz, że sukcesem rządzą niezrozumiałe, tajemnicze siły z obcej planety a dostępu do niego strzeże grupa trzymająca władzę? Która z tych opcji doda Ci więcej pewności, optymizmu, sił i animuszu? Odpowiedź jest, nomen omen, prosta.
    "Musisz odpowiedzieć sobie na pytanie rodem z metafizyki i epistemiologii: Czy człowiek jest istotą racjonalną, zdolną do radzenia sobie z rzeczywistością czy też, jak wielu woli, bezradną i bezbronną, ślepym wyrzutkiem, korkiem targanym falami wszechświata? Czy tu na Ziemi możliwe jest dla ludzi osiągnięcie szczęścia i cieszenie się życiem - czy też skazani jesteśmy na porażki i cierpienie? I, w zależności od odpowiedzi udzielonych na te pytania, zajmij się pytaniami z kategorii etyki: Co dla człowieka jest dobrym a co złym - i dlaczego? Czy naszym najważniejszym zadaniem winno być dążenie do szczęścia i radości czy też ucieczka od cierpienia? Czy głównym życiowym celem człowieka powinno być dążenie do spełnienia czy do samozagłady i autodestrukcji? Czy człowiek ten powinien postępować zgodnie z własnymi wartościami czy przekładać interesy innych ludzi ponad swoje? I: czy powinieneś dążyć do szczęścia czy składać się w ofierze?
    Teraz, oczywiście, możesz powiedzieć: 'A tam, nigdy nie myślę w tak ogólnych i abstrakcyjnych kategoriach. Chcę radzić sobie z konkretnymi, namacalnymi życiowymi problemami - więc na co mi ta twoja filozofia?' Na co odpowiem: 'Właśnie po to, byś radził sobie z konkretnymi, namacalnymi życiowymi problemami - takimi chociażby jak życie na Ziemi'
    Bowiem system filozoficzny jest zintegrowanym sposobem postrzegania naszych doświadczeń. I jako istota ludzka, chciał nie chciał, potrzebujesz jakiejś filozofii. Zatem twoim jedynym wyborem jest to czy dojdziesz do swojej filozofii poprzez świadomy, racjonalny proces zdyscyplinowanego logicznego myślenia - czy też pozwolisz by twoja podświadomość zbierała hałdy śmierci na które składają się bezpodstawne wnioski, fałszywe uogólnienia, niezbadane sprzeczności, nieprzetrawione slogany, niezidentyfikowane zachcianki, lęki i wątpliwości a wszystko to wymieszane w jedną wielką kupę o bardzo określonym ciężarze cząsteczkowym - zwątpieniu, braku zaufania do siebie;  jak kula u nogi w miejscu, gdzie powinny wyrosnąć ci skrzydła rozsądku."
    I znowu przypominają mi się słowa HYATTA o tym, że naszym największym narkotykiem, od którego większość ludzi nie uwolniła się nigdy, jest dogmatyzm. Przypominam, że jednym z jego zaleceń było usuwanie wszystkich zało
    1 hr 54 min
  • Jak zostaje się GRACZEM 3 – czyli ego jako twoja dziwka
    "Całe to dziękowanie Bogu  i szczęściu za wszystkie błogosławieństwa, które cię spotkały jest błędną w założeniu koncepcją, niezbędną jedynie tym, którzy muszą napompować się poczuciem wdzięczności za to, że nie jest jeszcze gorzej. Ja obiema rękami podpisuję się pod egzystencjalną doktryną pod tytułem: 'ŻYCIE JEST JAK ROLLER COASTER - WIĘC PO PROSTU CIESZ SIĘ JAZDĄ'. Wzloty i upadki przyjmuj dokładnie tak samo. Zarówno gwałtowną przyjemność jak i dołujące cierpienie. Bo CZYNIĄ TWÓJ DZIEŃ BARDZIEJ EKSCYTUJĄCYM." - Charles SAATCHI w "Be The Worst You Can Be" (czyli "Zostań najgorszą wersją siebie").
    Nigdy nie miałem problemu z byciem całkowicie zdystansowanym. Ta ich niepewność, emocjonalność i całkowity brak siły przyprawiają mnie o mdłości. – TENDERLOIN TIM
    Działanie w AFEKCIE - działanie pod wpływem silnego wzburzenia emocjonalnego.Słowo afekt tłumaczone jest jako silne wzburzenie umysłu, poruszenie, a także namiętność czy silne uczucie.
    Działanie z PREMEDYTACJĄ - ułożenie PLANU jakiegoś działania, zwykle wbrew czyimś oczekiwaniom, zaplanowane i przemyślane działanie z pełną świadomością, obmyślenie PLANU działania.
    W momencie w którym piszę ten post rzeczywistość przypomina Mrożka. Jest dziwnie a może być bardzo nieciekawie. Nie mówię jedynie o aspekcie zdrowotnym. Mówię przede wszystkim o aspekcie biznesowo-gospodarczym. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz w życiu spotkałem się z Marcinem OSMANEM rozmawialiśmy sobie wtedy na parę tematów i jednym z nich był temat wolności. Marcina zafascynowało to co powiedziałem: że nie ma czegoś takiego jak wolność i jedyne co w tym życiu możemy zrobić, to zbudować swoje własne więzienie. Jeżeli bowiem wolność to jest coś, co ktoś może Ci dać lub odebrać to nie ma mowy o żadnej wolności. Jak mawiał Hyatt:
    Twoje prawa kończą się z chwilą gdy kończy ci się amunicja
    Do Hyatta wrócimy na samym końcu tego wpisu a co zatem mamy teraz? Otóż nagle okazało się, że mamy granice, chociaż ich nie mieliśmy. Nagle okazało się, że rząd podejmuje jedną decyzję i całe branże zostają zamknięte z dnia na dzień. Nagle okazuje się - ach cóż to za zaskoczenie - że kryzys uderza nagle, czarne łabędzie się zdarzają a odpływ pokazuje, że większość plażowiczów ma gołą dupę a i z przodu nie za bardzo czym się pochwalić.
    Charles jest moim cichym bohaterem...
    Założenia tego postu są dwa:
    Biznes jest GRĄ intelektualną a NIE emocjonalną
    Zasada 5/15/80 obowiązuje i nic ani nikt tego nie zmieni
    W swoim pierwszym z dwóch wystąpień na #KONFERENCJA ze wspomnianym wcześniej Marcinem OSMANEM i Mirkiem BURNEJKO (pełne nagrania wideo z #KONFERENCJI możesz kupić tutaj) wspomniałem taki oto cytat:
    Zanim jednak przejdziemy dalej, połączymy film "WYWIAD Z WAMPIREM" z pewnymi podstawowymi założeniami hinduizmu, czyli trzema GUNAMI. Zrobię tak, żeby nie było nudno - obiecuję!
    W wielkim skrócie GUNA oznacza cechę. W modelu tym - bo to tylko model, przypominam - mamy 3 cechy, czy też może fazy rozwoju człowieka:
    TAMAS - faza najniższa, toteż powszechnie spotykana - po naszemu: gnuśność i ignorancja. Jej efekt? Letarg i ociężałość - fizyczna, psychiczna i emocjonalna. Idąc za REJSEM: "Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje." Po naszem, zenowojaskiniowcowemu - bycie pizdą. Unikanie jako główny cel życia. W filmie ilustracją tego poziomu jest postać Brada PITTA czyli Louis. Wieczne wahanie, wieczne niepogodzenie się z tym że jego świat się zmienił i jest teraz WAMPIREM a to oznacza picie krwi ludzkiej a nie szczurzej. Więc Louis, esencja energii TAMAS, miota się jak idiota, zapominając o tym co jest jego DHARMĄ.
    Tu na sekundkę się rozproszymy, bo wprowadziłem nowe pojęcie DHARMY. Nie KARMY - tylko DHARMY. Będzie nam ono potrzebne. Nie będę podawał górnolotnych religijnych definicji. DHARMA oznacza po prostu Twój kurwa zasrany obowiązek. Gdy jesteś rodzicem, to Twoim zasranym obowiązkiem jest dbać o swoje potomstwo. Gdy jesteś żołnierzem, Twoim zasranym obowiązkiem jest walczyć czyli również zabijać. Gdy jesteś wampirem masz kurwa obowiązek picia ludzkiej krwi (a nie wege-szczurzej). Gdy prowadzisz biznes, Twoją zasraną dharmą jest dbać o swoje zyski. A gdy jesteś człowiekiem, Twoją zasraną dharmą jest działać rozumnie i intencjonalnie a nie jak małpa w rui...
    Wróćmy do filmu: Louis daje dupy bo zaniedbuje swoje wampirze obowiązki. Jest sentymentalny. Jest niepogodzony. Jest współczujący. Testo za nisko. Estro za wysoko. W skrócie - jest typowym przedstawicielem naszego gatunku - mistrzem unikania i NIE pociągania za spust. Dużo napięcia. Mało energii. Zero działania. Toczy się. Tli.
    Nawet z oczu mu tak melancholijnie paczy...
    I tu pojawia się nasza postać #2 - Claudia grana przez Kirsten DUNST. To z kolej energia wyższa, czyli energia RADŹAS. A nasza Claudia jest wyjebana w totalnie przeciwną do wege-Louisa stronę. Bowiem RADŹAS to energia pasji, osiągania, hustlingu, bycia aktywnym i w ruchu, bogacenia się, zdobywania. Dan PENA to radźas. GOGGINS to radźas. To energia wiecznego podniecenia - fizycznego, emocjonalnego, mentalnego. Nadpobudliwość. Claudia zatem - co dość typowe nie tylko dla wampirów ale i dla ludzi - ma nieco kłopotów z nadgorliwością i jest przegięta tak bardzo, że nawet wampiry uznają ją za zagrożenie. Mała ale wariat, więc zapada decyzja - Claudia idzie do utylizacji. Robi wokół siebie za dużo syfu. Nie panuje nad impulsami. Jest po prostu jebaną psychopatką. "Nowy działacz o krótkim stażu zepsuje powietrze od razu" - śpiewa o takich ludziach KAZIK.
    Co prowadzi nas do postaci najbardziej fascynującej, będącej esencją tego co nazywam GRACZEM czyli to LESTATA, granego (genialnie zresztą) przez Toma CRUISE'a. LESTAT -  arystokrata zresztą, co widać, słychać i czuć, to energia sortu najwyższego - to SATTWA. To EKSPANSJA, WIEDZA, MĄDROŚĆ i SAMOKONTROLA. To NIE jest napierdalanie - to jest OSIĄGANIE. To nie HUSTLING - to PIMPING (o czym na samym końcu).
    Louis (PITT) to umysł mętny. Claudia (DUNST) to umysł napalony. Lestat to umysł OBECNY. LESTAT to postać, która odwróciła grę - to jego ego jest jego dziwką a nie odwrotnie.
    On WIE... I MOŻE...
    Tym karkołomnym sposobem docieramy do sedna - bycia w jedynym biznesie który tak naprawdę się liczy - w biznesie kontrolowania i podporządkowania własnego ego. Czyli w biznesie SAMO-KONTROLI.
    Do której przejdziemy za bliższą lub dalszą chwilę.
    Jest ostatnio to modne pytanie: "Co doradziłbyś 20-letniemu sobie?". Dziś WIEM, że powiedziałbym sobie: "NIE BĄDŹ NADGORLIWY". Nie bądź nadgorliwy w czym? We wszystkim mój przyjacielu. We wszystkim. Nie bądź nadgorliwy w swoim strachu, w miłości, nienawiści, gniewie, radości, chciwości, zawiści, lenistwie czy pracowitości. Nie bądź nadgorliwy w krytykowaniu samego siebie i w zachwytach nad sobą. Nie bądź nadgorliwy w radości z wygranych ani w smutku po klęskach. Bo jak powiedział Steve SIMS w genialnej książce "Bluefishing" wydanej ostatnio przed OSMPower:
    Ludzie nie toną bo wpadli do wody. Toną bo w niej pozostali - Steve SIMS
    To nie bycie nadgorliwym to oczywiście lekcja prosto od mojego ukochanego (ale bez nadgorliwości) de Talleyranda - mistrza dystansu i dyscypliny. Jego już nieco znamy z wcześniejszych wpisów. Wprowadźmy teraz w takim razie postać nową - która zresztą Talleya znała bo razem tworzyli Francję tamtych czasów. Mowa o Josephie FOUCHE. O ile Napoleon był Bogiem Wojny, Talleyrand Królem Dyplomatów to FOUCHE, jako twórca tajnej policji i służb specjalnych był Panem Życia & Śmierci. Dość obślizgła i antypatyczna postać - ale GRACZ klasy światowej, od której możemy nauczyć się wiele, szczególnie jeśli chodzi o trzymanie swojego ego na krótkiej smyczy - przy jednoczesnym dbaniu o swoją głowę (a te spadały we Francji tamtych czasów często i gęsto), oraz o władzę oraz pokaźny majątek...
    „To gorsze niż zbrodnia: to błąd” - ten cytat mówi o nim WSZYSTKO
    (...) również psychicznie należał do gatunku zimnokrwistych. Obce były mu prostackie porywy namiętności, nie szalał za kobietami, nie był hazardzistą, nie pił wina, nie bawiło go wydawanie pieniędzy, nie popisywał się siłą mięśni, czuł się dobrze tylko wśród akt i papierzysk. Nigdy nie wpadał w widoczną złość, w jego twarzy nigdy nie zadrgał żaden nerw. (...) Ta niewzruszona zimna krew była prawdziwą siłą Fouchego. Nie miały nad nim władzy nerwy, nie zwodziły go zmysły (...) Igrał swoją siłą i czuwał czatując na błędy innych; pozwalał im płonąć z namiętności i czekał cierpliwie, aż się wypalą lub z braku powściągliwości odsłonią swoje słabe strony; wtedy uderzał bezlitośnie. Przerażająca byłą byłą przewaga jaką dawał mu stoicka cierpliwość: kto umie tak czekać i tak ukrywać swoje myśli, potrafi zwieść nawet najzręczniejszego przeciwnika (...)
    (...) trzy pokolenia, cały naród walczy i wypala się porwany namiętnością, a on trwa zimny i dumny, jedyny beznamiętny (...) Zimna krew jest więc największym skarbem Fouchego (...) Krew, zmysły, serce, czynniki gmatwające wrażliwość normalnego człowieka, nigdy na dobrą sprawę nie miały wpływu na tego skrytego ryzykanta, którego całe życie uczuciowe zepchnięte zostało to mózgu. Gdyż ten oschły gabinetowy polityk występną miłością kocha przygodę, a jego pasją jest intryga. JEST TO JEDNAK ROZKOSZ CZYSTO INTELEKTUALNA (...)."
    Wypisz wymaluj Warren Buffett dzisiaj (do którego jeszcze wrócimy). Teraz, zobaczmy ten opis, ciekawe czy tylko mi przypominający miłościwie nam (nie)panującego Prezesa Jarosława:
    "Oto ostatnia tajemnica siły Josepha Fouche: wprawdzie zawsze pragnie władzy, ba, wręcz władzy najwyższej, ale w przeciwieństwie do większości, wystarcza mu jednak sama świadomość rządzenia: nie potrzebuje do tego ani oznak ani szat. Fouche jest w wysokim, w najwyższym stopniu ambitny, ale nie tęskni za sławą; pragnie zaszczytów ale nie jest próżny. Jako AUTENTYCZNY i PRAWDZIWY INTELEKTUALNY GRACZ, kocha jedynie napięcie związane z panowaniem nad ludźmi, a nie insygnia tego panowania. (......
    2 hr 42 min
  • Dan Peña #2 – high performance w życiu i w biznesie
    Ten post, jak się zapewne domyślasz, jest logicznym i emocjonalnym przedłużeniem części pierwszej. Nie będzie w nim - jak w postach poprzednich - potężnego wstępu, który ustawia całość w odpowiednim kontekście a nie będzie go z prostego powodu - był już w części pierwszej a ta jest przecież kontynuacją. Żeby jednak wejść we właściwe tempo, zaczniemy od paru smakowitych i szybkich one-linerów w wykonaniu gniewnego Dana a potem przejdziemy do elementów znacznie cięższego kalibru...
    "For your Quantum Leap!"
    ŁANLAJNERY:
    Jeśli masz coś zrobić, zrób to szybko
    Wakacje są dla biednych ludzi
    Jeśli rodzina i znajomi nie uważają cię za świra, nie jesteś na właściwej drodze
    Gdy wartości są jasne, decyzje są proste
    Marzenia przemieniasz w rzeczywistość za pomocą dyscypliny
    Wejdź na dietę bycia nieustraszonym
    Ilość marzeń ma przewyższać ilość wspomnień
    Ryzyka się nie usuwa - ryzykiem się zarządza
    Sukces to proste zmiany nakładane na siebie w czasie
    Wybieraj najcięższe emocjonalne wyzwania. Ale tylko codziennie
    Ryzykuj - niżej dna i tak nie spadniesz
    Doskonałość jest wynikiem gotowości na popełnianie większej ilości błędów
    Zmieniaj się lub giń
    Poczujesz się dobrze gdy odniesiesz sukces
    Więcej egoizmu!
    Nic tak nie gwarantuje zmiany jak obrzydzenie połączone z decyzyjnością
    Boisz się bo myślisz, że nie jesteś wystarczający
    Chaos rodzi życie, porządek rodzi nawyk
    Pasywny dochód czyni pasywnym
    Dobre jest wrogiem świetnego
    Ludzki talent jest formą waluty
    Najlepszych ludzi rzucaj na największe okazje, nie w największe problemy!
    Porażka jest zasobem
    Każdy dzień jest sprawdzianem. Czy dziś zdałeś?
    HIGH PERFORMANCE:
    "Bycie high-performance, realnie, oznacza robienie najlepszej roboty jaką da się zrobić nawet jeśli totalnie ci się nie chce."
    "Moja definicja osoby high-performance jest prosta - bycie maksymalną wersją siebie codziennie, 24/7."
    "Nigdy nie widziałem człowieka high-performance funkcjonującego na pół gwizdka. Albo jesteś high-performance albo nie jesteś. 100% skupienia, 100% oddania przez 100% czasu."
    ...jak życie zupełnie...
    "Pieniądze to nie jedyne co się w życiu liczy ale jedyne co wszyscy w życiu liczą. Ale tu nie chodzi nawet o pieniądze. Tu chodzi o bycie wszystkim tym czym możesz być. Ja uważam, że znaleźliśmy się tutaj by być maksymalną a nie minimalną wersją siebie. Nic nie ciąży nam bardziej niż własny niewykorzystany potencjał a ty nie jesteś nawet blisko!"
    "Z chwilą gdy zaczynasz być nieustraszony, stajesz się nieograniczony, bo najważniejszą różnicą pomiędzy mną a tobą jest to, że ja nie boję się niczego i nikogo. Więc wyobraź sobie, że umrzesz dziś w nocy - ile żalu i niespełnienia zabierzesz ze sobą do grobu? Tych wszystkich a gdybym, a co bym, a powinienem..."
    "Ja cały czas jestem na haju zwanym życiem i nie potrzebne mi żadne DMT, Ajołafakki [ayahuasca] i inne tego typu gówna, bo to są gówna dla totalnych idiotów i frajerów."
    "Wysoka samoocena to absolutna podstawa każdego high-performance. Jeśli dobrze się ze sobą czujesz i jeśli przebywasz z innymi ludźmi high-performance, to high-performance stanie się dla ciebie czymś absolutnie naturalnym."
    Najlepsza rada jaką kiedykolwiek dostałem - i którą kiedykolwiek dawałem - brzmi: JUST FUCKING DO IT - po prostu kurwa wykonaj - Dan S. PENA
    "Oto moje najważniejsze nawyki high-performance:
    nigdy nie daję nikomu milczącego przyzwolenia - czyli jeśli ktoś pieprzy głupoty to mówię mu wprost, że pieprzy głupoty
    stosuję zasadę 'do zmierzchu' Sama Waltona - czyli w ciągu tej samej doby odzywam się do tych, którzy się ze mną kontaktowali
    całuję żaby - bo wiem, że sukces wynika z nadmiernej ekspozycji i bywa loteryjny, dlatego nigdy nie czuję się zbyt ważny i zbyt potężny by przestać spotykać się z ludźmi i szukać nowych okazji. 95% mojego czasu to całowanie nowych żab, stąd mam je jako przypominacze wszędzie w zasięgu wzroku jako wzory na krawacie, figurki na biurku itd
    ale nawykiem najważniejszych jest MIERZENIE, WYMAGANIE & ROZLICZANIE samego siebie i nawet po 50 latach życia high-performance codziennie muszę zmuszać się do robienia pewnych rzeczy"
    "Robienie pieniędzy jest łatwe jak zabieranie dzieciom cukierków. To utrzymywanie pieniędzy jest trudniejsze. A najtrudniejsze jest bycie high-performance."
    Floyd i jego cukierki
    "Zazwyczaj pracuję tak, że wstaję w środku nocy, pracuję godzinę czy dwie, potem znowu się kładę i znowu wstaję na godzinę lub dwie i ponownie się kładę."
    "Co odróżniało Steve JOBSA od ciebie? Co odróżnia Elona MUSKA od ciebie? Co odróżnia mnie od ciebie? Nasze nawyki związane z pracowitością. Ciebie nie podnieca perspektywa pracowania 100 czy 120 godzin tygodniowo. Dlatego w kontekście potencjalnego sukcesu nie tyle interesuje mnie twój  inteligencji co twój poziom pracowitości i produktywności."
    Pracując dłużej, ciężej i mądrzej niż konkurencja staliśmy się warownym grodem - Mike OVITZ
    "Większość z was marnuje od 70 do 95% swojego czasu. Ci z was, którzy oblegają media społecznościowe marnują tego czasu najwięcej. Nie mówię akurat o tych, którzy mediów tych używają jako narzędzia do sprzedawania. Bo jeśli tego nie robisz to po co w ogóle w nich w nich jesteś? Jakie cele pozwala ci to osiągnąć skoro twierdzisz, że chcesz być bogaty a spędzasz tam kupę czasu niczego przy okazji nie zarabiając. Co takiego, poza uzależnieniem, dał ci Facebook?"
    "A oto krótka charakterystyka ludzi z mojej stajni, którzy w ostatnich latach zarobili duże albo bardzo duże pieniądze. Łączy ich to, że:
    Zrezygnowali z mediów społecznościowych (o ile na nich nie zarabiają)
    Pracują przy biurku na stojąco
    Najczęściej chodząc przy okazji po bieżni
    Ćwiczą 3 do 5 x w tyg. od 30 do 60 min by być w formie (a nie by mieć 5% tkanki)
    Zdrowo się odżywiają
    I wszyscy kurewsko szanują oraz chronią swój czas. 'Mamo, czy to skrajnie pilnie? Nie? OK, pogadamy w weekend.' 'Tato, czy to zawał? Grypa. Dobra, pogadamy w weekend.' Bill Gates dzieli swój czas na 6-minutowe odcinki. A to oznacza, że w ciągu godziny może odbyć 10 spotkań. Odcinki czasowe u Buffetta mają podobno 10 minut. Zatem, skoro wiemy, że sukces pozostawia ślady, jak możesz tego typu zarządzanie czasem odnieść do siebie?"
    Josh, 21-letni fenomen ze stajni Dana P.
    "Największy współczesny sprinter, być może największy sprinter w historii tego sportu, czyli Bolt, trenował codziennie dokładnie tak samo - czyli dosłownie do wyrzygu. Codziennie! Aż do treningów przed swoim ostatnim sprintem, który postanowił sobie nieco odpuścić. Efekt? W swoim ostatnim w karierze biegu dobiegł jako 3-ci. Tak się kończy odpuszczanie sobie."
    "Tylko na filmach, przed wykonaniem egzekucji, jeden pyta drugiego co ma jeszcze do powiedzenia albo sam wygłasza mowę. W realnym życiu dostajesz parę strzałów w klatę i beret a mowy odbywają się - o ile - po tym jak wyzioniesz już ducha. Nikt nie pytał Bin Laden czy ma jeszcze coś do powiedzenia. I to jest idealna metafora życia high-performance: robisz co trzeba bez zbędnego pierdolenia. Po prostu pociągasz za spust i jest po temacie."
    "Ci goście od 6% tkanki tłuszczowej, jadący bez przerwy na odżywkach czy innych tabletkach, to nie są ludzie, którzy odnoszą największy sukces w biznesie, bo za dużo czasu poświęcają sobie. Bo nie chodzi o to, żeby harować nad sześciopakiem tylko nad swoim biznesem i nauczyć się żyć w odrzuceniem. Więc kiedy oni spędzają dodatkowe 6-8h tygodniowo na siłowni, ich konkurencja siedzi na telefonie i domyka kolejne deale. Tak więc rada jest prosta - zajmij się biznesem, eksponuj na ryzyko i okrzepnij."
    "Jednym z głównych wyróżników ludzi sukcesu jest to, że wierzą oni w to co niezwykłe i mało prawdopodobne [mówiąc inaczej - myślą w kategorii możliwości a nie prawdopodobieństw - R.M.] Pragnąć 10 milionów nie zarobisz 100 milionów a pragnąc 100 milionów nie zarobisz miliarda, bo kiedy zaczniesz zbliżać się do oczekiwanej kwoty, podświadomie zaczniesz się wyhamowywać."
    "Skoro ja, ze swoimi osiągnięciami, najbardziej żałuję tego, że wyznaczyłem sobie za małe cele to co ty w takim razie masz myśleć o swoich?"
    Wiesz dlaczego niemal wszyscy ludzie mega-sukcesu są aroganccy? Bo nie mają ani czasu ani tolerancji dla idiotów. Czyli dla większości ludzi - Dan S. PENA
    "Niech na wysokość współczesnych standardów wystarczy ci fakt, że są teraz na świecie ludzie, którzy dumni są z tego, że przebiegli maraton w 6 czy 7 godzin. Bo robili to, jak twierdzą, dla samej frajdy z uczestnictwa. Powinni włożyć sobie rewolwer w usta i odstrzelić tył głowy. Metaforycznie mówiąc oczywiście, bo prawnicy kazali mi dodawać tę formułkę o metaforyczności."
    "Serio myślisz, że Elon MUSK martwi się nadgodzinami? Serio myślisz, że ludzie high-performance martwią się o pieniądze? Te wasze pytania są tak bardzo od czapy, że od razu widać, że nie macie pojęcia o tym jak naprawdę funkcjonują ludzie wielkiego sukcesu!"
    Elon MUSK po godzinach...
    "Kolejne durne pytanie - którzy w tych ludzi są mściwi. Wszyscy oni są mściwi i każdy z nich z osobna jest mściwy! Nie mówię, że to dobrze albo że to źle, tylko, że tak to po prostu wygląda i jeśli tego nie wiesz, jeśli się na to nie przygotujesz to zeżrą cię żywcem. Ale tak naprawdę, gdzieś tam w środku właśnie tego się obawiasz. Wiesz, że mogą cię pożreć na surowo i dlatego z nimi nie rywalizujesz, dlatego chowasz się pod kamień."
    "Jeśli niektórzy z tych ludzi, najwięksi z największych, uważają mnie - mnie! - za słabą pipkę to gdzie wy jesteście na ich skali? No gdzie, pytam. Pozwól, że powiem wam gdzie. Was w ogóle nie ma na ich skali!"
    "Weź sobie Steve'a JOBSA i całe to jego zachwycanie się zen i religią. Był jednym z największych kutafonów w branży a naprawdę religijny zrobił się dopiero pod sam koniec, kiedy było już jasne, że zaraz umrze."
    "Co jeszcze łączy tych wszystkich ludzi high-performance? Zachowują się inaczej, bo zachowują się jakby byli lepsi i bardziej uprzywilejowani....
    1 hr 30 min
  • Dan Peña – mentalność za 50 miliardów dolarów
    WSTĘP
    "Moc niezwykłą pozyska ten, kto w najtajniejszych zakamarkach swojej duszy umacniać będzie własne przekonanie, że urodził się tylko po to, by kontrolować przebieg spraw." - jeden z najbogatszych ludzi w historii Andrew CARNEGIE
    Oko Dana konto tuczy...
    Zwróć baczną uwagę na ten cytat, a szczególnie na fragment mówiący o "najtajniejszych zakamarkach duszy", czyli fragment, w którym Carnegie pokazuje, że Twoje POCZUCIE WYŻSZOŚCI nie może być ostentacyjne i rażące, tylko ukryte ale wyczuwalne - szczególnie dla najważniejszej osoby, czyli dla Ciebie. Co tłumaczy nam dalej Dan KENNEDY:
    "Andrew Carnegie, jeden z pierwszych amerykańskich miliarderów i główna inspiracja dla książki 'Myśl i bogać się' mówił nam o POTRZEBIE posiadania UTAJONEGO POCZUCIA WYŻSZOŚCI. Chodzi tu o odczucie, że normalne zasady i normalne ograniczenia obowiązują normalne osoby a nie Ciebie. To wyjaśnia dlaczego tak wielu mega-przedsiębiorców dosłownie rewolucjonizuje całe branże. Oznacza to również, że tak zarządzasz swoimi myślami i emocjami, że inni nie dyktują tego jak masz myśleć i w co masz wierzyć. Wszyscy legendarni super-biznesmeni, których podziwiam i których studiowałem posiadali właśnie ten mechanizm samo-zarządzania."
    A następnie KENNEDY stwierdza:
    "Potrzebujesz tego POCZUCIA WYŻSZOŚCI i potrzebujesz poczucie to wyrabiać i umacniać. A najlepszym na to sposobem jest dostrzeganie i zaakceptowanie głupoty, ignorancji i niższości wszystkich, którzy Cię otaczają. Jest bardzo przyjemnym przechadzać się po świecie wiedząc i rozumiejąc jak bardzo przewyższasz innych."
    I ponownie, zwróć uwagę na to, że Kennedy mówi Ci o budowaniu swojego poczucia wyższości poprzez dostrzeganie niższości w innych a nie poprzez ciągły samorozwój i pracę nad sobą. Dodaj do swojego życia odrobinę DYSTANSU & DYSCYPLINY i dorzuć szczyptę wysokiej jakości kompetencji a z automatu staniesz się gatunkiem dominującym. Czy rozumiesz potęgę tego o czym właśnie napisałem? Dużo łatwiej i dużo szybciej zyskasz przewagę nad innymi, kiedy strącisz ich mentalnie z piedestału i zaczniesz aktywnie szukać i zauważać ich słabe, dysfunkcyjne strony.
    Strąć ich z piedestału
    A teraz patrz na to:
    "Bardziej niż za Twoje know-how, bardziej niż za Twoje usługi czy ciężką pracę, nawet bardziej niż za Twoje wyniki ludzie płacą za TWOJĄ REPUTACJĘ. A czym jest ta reputacja? Reputacją jest to, w co oni WIERZĄ, ŻE O TOBIE WIEDZĄ. Nie 'prawda', nie 'fakty' tylko to co SĄDZĄ, ŻE O TOBIE WIEDZĄ. Bo nie chodzi o to, żeby być najlepszym, tylko  oto, żeby uchodzić za najlepszego." - Dan KENNEDY
    A teraz lekko to sparafrazujmy, w odniesieniu do życia wewnętrznego, czyli do obrazu siebie, do własnej samooceny. Bo czym innym jest obraz siebie, czym innym jest samoocena jak nie WEWNĘTRZNĄ REPUTACJĄ właśnie? Co my tu więc mamy?
    "Bardziej niż Twoje know-how, bardziej niż Twoje usługi czy Twoja ciężka praca, nawet bardziej niż Twoje wyniki liczy się Twoja WEWNĘTRZNA REPUTACJA, czyli to w co WIERZYSZ, ŻE O SOBIE WIESZ. Nie 'prawda', nie 'fakty' tylko to co SĄDZISZ, ŻE O SOBIE WIESZ. Bo nie tyle chodzi o to, żebyś był najlepszy, co o to, byś we własnych oczach uchodził za najlepszego."
    Przypominam, że w ramach wstępu kręcimy się cały czas wokół tematu POCZUCIA WYŻSZOŚCI. Zatem jedziemy dalej:
    Dan KENNEDY wsiada w swojego Rollsa, którym wcześniej jeździł Dean MARTIN a na jego miejsce, również białym Rollsem podjeżdża mega-kot konsultingu, czyli Alan WEISS oraz jego filozofia robienia opłacalnego biznesu w oparciu o poczucie własnej wyższości:
    "Moja osobista mantra, moja filozofia sukcesu sprowadza się do 'NO GUILT, NO FEAR, NO PEER' ['Żadnego poczucia winy, żadnego poczucia strachu i żadnego poczucia równości']. To magiczny eliksir, który odpowiada za mój sukces, może więc również być odpowiedzialny za twój. Bez przerwy zauważam jak bardzo ludzie przeżarci są poczuciem winy. Zazwyczaj źródłem tego poczucia są rodzice i najbliższe środowisko. Ale, o ironio, to poczucie winy ludzie narzucają sobie sami. Chodzi tu o poczucie, że zrobiło się coś niewłaściwego albo - o ile nie będzie się skrajnie uważnym - coś niewłaściwego zrobi się lada moment. Mówiąc prościej, w tym psychologicznym sadzie najwyższym, zamiast domyślnej pozycji domniemania niewinności, większość ludzi uważa się za z góry winnych i co gorsza, nie posiada nawet własnego obrońcy.
    Zdaje się, że filozofia działa... fot: CNBC.com
    Wspomniałem kiedyś o tym mechanizmie pewnej bogatej w naukowe tytułu terapeutce i wyznałem, że pokonałem moje poczucie winy i teraz czuję się 'bez-winny'. Na co ona, jakże to było pomocne..., powiedziała mi, że brak poczucia winy jest charakterystyczny dla psychopatów. Co prowadzi nas do sedna sprawy: dosłownie wtłoczono w nas że POWINNIŚMY mieć wyrzuty sumienia a ich brak jest nienaturalny. Że brak poczucia winy jest psychicznym zaburzeniem. A pierwszy rzut oka może wydawać się to zabawne ale kiedy przyjrzymy się temu bliżej okaże się, że to właśnie ten element bycia grzesznikiem paraliżuje ludzi najbardziej gdy mowa o sięganiu po szczęście czy rozwijanie własnego talentu.
    Żeby pozbyć się tego korodującego poczucia winy zapoznaj się i zinternalizuj koncepcję ZAPRACOWYWANIA. Zapracowałeś sobie na ten wynik, podjąłeś ryzyko, rywalizowałeś i wygrałeś, ale wygrałeś bo zapracowałeś na to zwycięstwo. To nie był jakiś tam ślepy traf.
    Wbij sobie również do głowy, że życie nie jest grą o sumie zerowej. To że Ty wygrałeś nie oznacza automatycznie, że ktoś inny musiał przegrać. Mówiąc inaczej, Twój sukces nie odbiera innym ludziom ich możliwości odniesienia sukcesu. Nie jesteś na huśtawce, że ktoś musi spaść żeby ktoś mógł się wznieść.
    Aktywnie wyzbywaj się też ludzi, którzy instalują lub wzmacniają w Tobie poczucie winy. Nie stać się na przebywanie z nimi, bo wynikiem będzie stoczenie się w próżnię pod tytułem 'bycie nikim'.
    Jednak elementem najważniejszym jest to by nigdy, ale to nigdy przenigdy nie budować własnego poczucia wartości w oparciu o ocenę innych ludzi. Oceniasz i wartościujesz siebie sam. To Ty masz wiedzieć kim jesteś i to Ty masz wiedzieć czym dla Ciebie jest sukces, tak w życiu jak i w biznesie. I nikt, absolutnie nikt, nawet członkowie Twojej rodziny oraz najbliżsi przyjaciele nie mają prawą Twojej wewnętrznej oceny podważyć. Twoja wartość jest TWOJĄ DECYZJĄ i nie możesz tej władzy oddać w ręce innych ludzi.
    Dokładnie!
    Co do strachu: strach jest zarezerwowany na sytuacje takiej jak ktoś z bronią w ręku, tornado czy jadowity wąż. I przez wszystkie lata sprzedawania moich usług nigdy nie spotkałem się z wymienionymi przed chwilą zagrożeniami ani w biurze, ani w restauracji, ani na scenie lub na konferencji. Możemy generalnie założyć, że nikt do Ciebie strzelać nie będzie, więc przestań się bać tego, co nigdy nie następuje. Zamiast uciekać, zacznij zgłębiać. Zdaje się, że to święty Augustyn powiedział: "Nie ma cudów tylko jeszcze nam nie znane prawa."
    Przejdźmy teraz do ostatniego elementu, czyli NO PEER - żadnego poczucia równości. Oznacza to, że CELOWO nie postrzegam siebie jako równego innym członka grupy. Zachowuję się jak byśmy byli równi jednak wcale tak nie czuję. Czuję, że to ja jestem ten mądrzejszy aż do czasu kiedy druga strona udowodni mi, że jest inaczej. Kiedy mówię ze sceny (albo kiedy piszę czy prowadzę konsultacje) nie zachowuję się jakbym był tak jakimś szczęśliwym zrządzeniem losu. Ten typ pseudo-pokory jest niszczący i nie robi wrażenia. Przyjmuję za to założenie, że skoro jestem na scenie, to ja jestem tym właściwym ekspertem, zatem to ja wiem więcej niż ty. Uznaję ten oczywisty dla mnie fakt bez żadnego poczucia winy (no guilt) i bez żadnego oczekiwania oporu (no fear) co czyni mnie jeszcze bardziej skutecznym w pomaganiu ludziom.
    Podsumowując - kiedy wchodzę to pomieszczenia, zachowuję się jakby już należało ono do mnie, niezależnie czy jest w nim osób pięć czy pięćset. Wiem, że niezależnie od okoliczności mogę dostarczyć wartość i nie mam najmniejszego poczucia winy z powodu moich dokonań i tego, że tam jestem. Jednocześnie w żaden sposób nie obawiam się tego co może się wydarzyć (wszak nikt nie będzie do mnie strzelać) a jeśli jesteś w czymś lepszy ode mnie, to mi to udowodnij."
    Mówiąc inaczej - nie tyle chodzi o ostentacyjna obnoszenie się ze swoim poczuciem wyższości co NIE odczuwanie i NIE okazywanie poczucia niższości. Czyli - żadnego zaniżania własnego statusu, tak w oczach swoich jak i innych ludzi.
    NO GUILT
    NO FEAR
    NO PEER
    Dan. S. PENA
    Z Danem S. Peñą łączy mnie stosunek przerywany - od wielu lat od niego odchodzę i od wielu lat do niego wracam. Jeżeli jeszcze nie wiesz kim jest Peña - oto jego bio w telegraficznym skrócie. To urodzony w 1945 roku amerykański biznesmen, który na stałe mieszka we własnym XV-wiecznym zamku w Szkocji, gdzie uczy ludzi swojej formuły zarabiania wielopokoleniowej fortuny (nie chodzi tutaj o lajfstajlowy przypływ pieniędzy, tylko majątek, który wystarcza na kilka pokoleń) zgodnie z własną metodologią QLA (nie będziemy jej omawiać, ale polega ona w skrócie na centralizowaniu - poprzez przejmowanie - wybranych sektorów i albo na wejściu na giełdę albo na sprzedaniu udziałów w takiej mega-firmie).
    Peña jest o tyle unikalny, że autentycznie najpierw zarobił fortunę (podobno około 500 mln dolarów) a dopiero potem postanowił zająć się nie tylko nauczaniem rozwoju osobistego co nauczaniem high performance. Jest również najlepszym mówcą jakiego słyszałem i stwierdzenie, że jest kontrowersyjny jest - parafrazując samego Dana: "niedoszacowaniem biblijnych rozmiarów." Nas - tu i teraz - interesować będzie nie jego metodologia QLA ale aspekt mentalny - a ten Peña ma jeden z najlepszych na świecie. Felix DENNIS i Tim GROVER są przy nim - w formie i treści - napompowanymi oksytocyną siostrami miłosierdzia i tolerancji.
    Peña jest kurwa żywiołem. Nie da się go odtworzyć i nie da się go podrobić. W megalomanii, narcyzmie i wyolbrzymianiu przebija go jedynie Donald J. TRUMP, którego zresztą Peña jest ogromnym fanem....
    1 hr 30 min
  • DAN BILZERIAN – czyli życie jako gra warta świeczki
    Cechą charakterystyczną każdego nieudacznika jest lamentowanie z powodu ludzkich wad, uprzedzeń, sprzeczności czy nieracjonalności bez wykorzystywania ich dla własnej korzyści i radochy - Nassim Nicholas TALEB
    Trójca święta...
    TWOJE ŻYCIE JAKO FILM:
    "Większość ludzi babra się z koncepcją samorozwoju a jedynym prawdziwym sposobem jest określić czego kurwa chcesz i sięgać po to. Bo w innym wypadku będziesz żyć w świecie pełnym pustych zachcianek. Gdy już ZDECYDUJESZ: będę miał to i to, zrobię to i tamto, przebiegnę maraton poniżej 5h - cokolwiek - zapisz to i bierz się do roboty.
    Często powtarzam ludziom, że najlepsza rada jaką kiedykolwiek otrzymałem brzmi: żyj jakbyś był głównym bohaterem własnego filmu. Twój film zaczyna się dokładnie w tej chwili a twoje życie jest obsraną porażką - zupełnie jak w każdym filmie z Arnoldem, gdzie budzi się i wrzuca do blendera kawałek pizzy i resztkę lodów. Dokładnie tak jak ci wszyscy kolesie na granicy załamania, którzy przykładają sobie lufę do głowy ale rezygnują w ostatniej chwili bo ze zdjęcia patrzy na nich córka...
    Udaj, że to właśnie ty. Udaj, że to właśnie początek twojego filmu i film ten ukazuje cię jako totalnego nieudacznika - i po prostu zdecyduj nigdy więcej nim nie być. I zacznij żyć jakby na każdym kroku, bez przerwy, podążała za tobą ekipa filmowa dokumentująca wszystko co robisz i analizująca twoje wybory i zachowania.
    Zacznij robić to co chcesz i rób to tak, żeby któregoś dnia twoje dzieci mogły obejrzeć ten dokument z dumą i by mogły powiedzieć - WOW, mój tata był niezłym wymiataczem! Zrobił co było trzeba! - WOW, moja mama naprawdę miała jaja!" - Joe ROGAN
    foto: Rolling Stone
    Zanim przejdziemy do samego Dana Bilzeriana, krótki filozoficzny wstęp w wykonaniu Alana Wattsa, którego Bilzerian namiętnie ogląda na YouTube i który wywarł na niego spory wpływ. Ten filozoficzny fundament pozwoli nam ustawić całą grę, w którą gra DB w odpowiednim świetle i kontekście. Tak więc - chwila cierpliwości nim przejdziemy do sedna. W tym momencie, jak w dobrej restauracji, czas na przystawkę, która zaostrza apetyt...
    BYĆ JAK JOKER:
    "Częścią gry, zwanej życiem, jest zaangażowanie się w nią tak, by zapomnieć, że to gra. Na dobrą sprawę wcale nie chcemy wiedzieć i pamiętać, że ta gra jest jedynie grą... To psuje całą zabawę... Tak więc cała gra polega na świadomości, że to tylko gra... ale pozostaniu w grze. Na byciu z jednej strony odłączonym a z drugiej strony wkręconym, tak by nadal grać w zaangażowaniem i pełnym zapałem. A zapał ten bierze się właśnie ze świadomości, że to tylko gra...
    Może wydawać ci się to paradoksalne, ale jest jak najbardziej możliwe i świadczy o samoświadomości - wiedzieć, że to tylko gra a jednocześnie czerpać z niej radość. To zupełnie jak z byciem szczęśliwym i w pełni zdawaniu sobie faktu ze swojej szczęśliwości. A wielu ludzi się tego obawia, sądząc, że moment w którym zauważą swoje szczęście będzie momentem w którym ono się automatycznie skończy."
    "Na tym właśnie polega funkcja Jokera - on dostrzega dosłownie wszystko co się dzieje, niczego nie traktuje do końca poważnie co wcale nie oznacza, że jest płytki czy błahy. Joker jest po prostu osobą, która ma wgląd w to, że wszystkie instytucje społeczne są grą. I wszystkie te społeczne gry rozgrywane są zgodnie z jedną fundamentalną zasadą: a zasadą tą jest to, że to nie jest gra, tylko sprawa jest całkowicie poważna.
    "Na jeszcze głębszym poziomie Joker rozumie, że każda forma występująca w naturze jest również grą - bo wszystkie te formy - tak jak muzyka czy taniec - nie mają konkretnego celu czy kierunku i rozgrywane są dla siebie samych. Tak więc, kiedy ludzie traktują społeczną grę śmiertelnie poważnie - a przypominam, że częścią zabawy jest traktowanie gry poważnie - Jokerowi wydaje się to tak zabawne jak i żałosne. Traktuje takich ludzi jako nudziarzy, którzy okradają się z bogactwa życiowych doświadczeń. Więc kiedy Joker widzi kogoś takiego - kogoś kto traktuje grę zbyt serio a siebie zdecydowanie zbyt poważnie, to z wielką ochotą bufonadę tę uwypukla. Rozumie, że ludzie, którzy zagubili się w życiu to ludzie, którzy zaczęli zbyt serio je traktować. I zamiast potępiać ich czy się nabijać, raczej pogratuluje im heroizmu i siły zaangażowania..."
    "Zresztą sam Joker nie ma z góry ustalonej roli - on ją płynnie zmienia i potrafi się dopasować. Po tym względem jest człowiekiem dzikim. A jego rola jest paradoksalna - z jednej strony ukazuje, że ta gra to tylko show jednocześnie utrzymując to show w ruchu. Trochę na zasadzie: 'widzisz, nie widzisz, widzisz, nie widzisz..'. Na królewskim dworze rolą błazna, czyli Jokera, było napominanie króla o jego śmiertelności i ludzkich słabościach"
    "Sam świat, w czystej formie, nie ma nic wspólnego z moralnością, bo moralność jest jedynie kolejną z pomniejszych ludzkich gier. Jednak sama WIELKA GRA toczy się znacznie ponad podziałem na 'dobro' i 'zło'.
    Amen...
    "Joker postrzega świat w kategoriach gier co wcale nie oznacza, że w jakiś sposób im umniejsza. Bo nie chodzi jedynie o rozrywkę. Rozumie, że natura świata jest jak musical - wszystkie te formy grane są dla samego ich odgrywania. Nie mają celu innego niż ich wykonywanie. Jak z tańcem - kiedy tańczysz, nie zmierzasz do jakiejś określonej lokalizacji, do jakiegoś szczególnego miejsca. Po prostu tańczysz. Tak więc, z punktu widzenia świata jako gry, wszystko co się dzieje jest celem samo w sobie."
    "Ale jeśli chcesz nadal grać w tę grę - i grać w nią z entuzjazmem - potrzebujesz optymalnego z punktu grania modelu świata. Pierwszym modelem był tzw. model ceramiczny - czyli świat został stworzony przez Boga tak jak garnek powstaje z gliny. To Bóg jest architektem, to On ma wielki plan i to on tchnie życie we wszystko. To dawało ludziom poczucie ważności - bo powstali w jakiś celu jako dzieci Boga, bo ktoś o nich dbał i się troszczył - jednak z czasem model ten zaczął się kompromitować bo niby wszystko co robimy, wszystkie nasze myśli i odczucia są obserwowane i oceniane przez Stwórcę. I tym cudownym sposobem, około XVIII wieku ludzie przerzucili się na bycie ateistami, pozostawiając element z góry narzuconego porządku spraw, ale odrzucając istnienie Boga. Co nie nastroiło ich zbyt optymistycznie, bo zgodnie z tym modelem, który nazywam modelem w pełni automatycznym, jesteśmy jedynie puchem marnym, przypadkowym wydarzeniem wkręconym z mechanizmy świata. W dodatku świat ten jest ślepy i nam wrogi, więc my - ten puch marny - musimy narzucać mu swoją wolę, czyli być z nim w konflikcie, zawsze w kontrze. Tak zrodziło się pojęcie wojny pomiędzy człowiekiem a Naturą. I to dlatego egzystencjaliści, jak Camus, tak dużo mówili o samobójstwie..."
    "No bo jeśli masz teorię wszechświata, która zniechęca cię do gry, to po co próbować? Lepiej od razu strzelić samobója... Wszak będzie chciał grać tylko wtedy, kiedy uznasz, że gra jest warta świeczki. Satysfakcjonująca teoria wszechświata to taka, która zachęca do obstawiania zakładów. A tą alternatywą jest to co nazywam modelem DRAMATYCZNYM. Spójrz na świat jako na dramat. Co jest podstawą każdego dramatu? Podstawą każdego dramatu jest gra w chowanego... To najbardziej naturalna i podstawową gra jaką znamy. Zna ją nawet noworodek, bo możesz np. schować swoją twarz za książką a potem ukazywać ją i znowu chować - na zasadzie: teraz widzisz a teraz nie - i dziecko będzie świetnie się bawić. Tak więc, zgodnie z tym modelem, nie jesteś ofiarą wrogich mechanizmów a życie da ci wprost proporcjonalnie do tego, ile w tę grę włożysz. I na dobrą sprawę już o tym wiesz, ale nie chcesz się do tego przyznać, bo grasz w tę grę tak, jakby on przydarzyła się tobie a nie tak, jakbyś ty ją jednocześnie współtworzył."
    "Czyż nie jest optymalnym założenie, że NIE JESTEŚ jedynie bezradną kukiełką rzuconą na pastwę krwawego losu w życiu zwanym piekłem? Nigdy nie będziesz miał energii i ochoty do gry o ile nie założysz, że sytuacja - Twoja i ogólna - jest ZAWSZE OPTYMALNA. I tak naprawdę, gdzieś tam w głębi, zawsze czujemy spokój i radość, jednak udajemy, że tego nie czujemy, bo to dodaje życiu kolorków. Udajesz nieszczęście, by móc zaznać szczęścia. A w udawaniu nieszczęścia staliśmy się prawdziwymi mistrzami. Zasada jest prosta - jeśli nie wiesz jak wygląda kolor czarny, to nie będziesz wiedział jak wygląda kolor biały - i odwrotnie."
    https://youtu.be/5QGAgrxNOYc
    "Jeśli jesteś gotowy by się obudzić, to się obudzisz a jeśli nie jesteś, to nadal będziesz udawać bezbronną ofiarę. A skoro tego słuchasz, zakładam, że jednak rozpoczynasz proces wybudzania się. Jednak nie wybudzisz się póki nie zapłacisz za to ceny, którą jest poczucie winy, czy niepokój i lęk, który wynika z gry w chowanego przed samym sobą."
    "Powstaje więc fundamentalne pytanie: czy definiujesz siebie jako ofiarę tego świata czy jako świat? Bo jeśli utożsamiasz się jedynie ze swoimi zachowaniami świadomymi, wynikającymi z Twojej wolnej woli, i tylko tym odruchom mówisz "Są moje" to z automatu określasz siebie jako ofiarę tej gry, bo utożsamiasz się jednie z bardzo wąskim zakresem swojego zachowania i wyborów. I będziesz czuł się jak w pułapce bo uznasz, że większość została ci w jakiś sposób narzucona. A przecież równie łatwo możesz utożsamiać się tak ze swoimi świadomymi jak i nieświadomymi zachowaniami i wyborami - bo to także jesteś ty. Bo jeśli uznasz, że nikt niczego ci nie narzuca to przestajesz być ofiarą, bo wtedy wiesz, że w ten czy inny sposób, to ty to robisz. To że nie wiesz jak lub dlaczego lub to że nie umiesz tego wyjaśnić słowami nie oznacza absolutnie, że to nie ty. I właśnie wtedy i tylko wtedy będziesz mógł z werwą i przekonaniem powiedzieć na cały głos - TO JA JESTEM ODPOWIEDZIALNY ZA MOJE ŻYCIE i niezależnie od tego, czy jest ono w tej chwili komedią czy tragedią, to moja sprawka! A opcja ta jest znacznie lepsza niż uznanie siebie z nędznego grzesznika czy bezwolną ofiarę."
    "Z modelu dramatycznego wynika prosta prawda - za każdym działaniem kryje się jakiś gracz....
    1 hr 17 min
  • LOUIE SIMMONS – ultra-samiec alfa silniejszy od stali
    OSTRZEŻENIE: Ten wpis znacznie podniesie twój poziom testosteronu.
    Przez zapoznaniem się z nim skontaktuj się ze swoim lekarzem lub farmaceutą...
    Są po prostu ludzie, którzy się nie czają. Są po prostu ludzie, którzy są ucieleśnieniem motto Franka Kerna, czyli:
    żadnego opierdalania się
    i żadnego bycia pizdą
    Są po prostu ludzie, którzy są tak potężnym żywiołem, że Życie patrzy na nich i myśli sobie: "No dobra, temu skurwielowi lepiej nie podskakiwać, więc niech se robi co chce...". No i Louie Simmons - przez zdecydowaną większość swojego 72-letniego życia robi co chce. I urywa życiu dupę.
    Malcziki...
    Louie jest postacią kultową. Najbardziej znany trener sportów siłowych na świecie i założyciel najbardziej legendarnego gym'u (Westside Barbell) na świecie. "Mój gym jest prywatny i wyłącznie na zaproszenia, bo znieść nie mogę klubów komercyjnych. Po prostu nie znoszę tych wszystkich ciot, które się tam obijają i nie mają zielonego pojęcia o właściwym treningu. Unikam bycia wśród takich ludzi, bo od zawsze powtarzam:
    Stal ostrzy stal. A jeśli zadajesz się z kulawymi, to sam zaczniesz utykać - Louie SIMMONS
    Członkowie Westside Barbell pobili ponad 100 rekordów świata, a jego zawodnik, oraz jego zawodniczka, dzierżą obecne rekordy wszech czasów. "Mamy najsilniejszego trójboistę w historii świata i najsilniejszą trójboistkę w historii świata."
    Sam Louie, przez 34 lata kariery zawodniczej nie spadał z pierwszej światowej dziesiątki. Jest jednym z dwóch osób na świecie, które mając ponad 50 lat zrobiły przysiad 920 funtów (417 kg), wycisnęły 600 funtów (272 kg) oraz zaliczyły 722 funty w martwym ciągu (327,5kg).
    Wszystko to pomimo tego, że nie ma obu bicepsów: "Zerwałem je sobie w 78'. Lekarze powiedzieli mi, że już po mnie. Pół roku później zdobyłem mistrzostwo USA z 3 wynikiem w historii."
    Przestał startować zawodniczo w wieku 63 lat, bo traci przytomność gdy podniesie ręce ponad głowę: "Czasami trzeba powiedzieć sobie dość."
    "Musi być ciężko. Po prostu czasami musisz od życia dostać lanie. W ten sposób najlepiej się uczysz. Czy to najlepszy sposób? Tego nie wiem, ale wiem, że cholernie skuteczny. W wieku 13 lat dostałem kijem i miałem pękniętą czaszkę. Potem złamaną szczękę i biodro. Złamałem każdą kość w moim ciele, dwa razy byłem stanie śmierci klinicznej, więc postanowiłem uczyć ludzi jak trenować właściwie i bez kontuzji. Całe moje życie poświęciłem jednemu - temu jak ja mogę być szybszy i silniejszy i jak pomóc w tym innym."
    "Uwielbiam trójbój siłowy, bo uwielbiam wszystko co można zmierzyć. Po prostu lubię prostotę i lubię podstawy - to jak jesteś silny i to jak jesteś szybki."
    "Pomimo tego, że byłem głupi jak but i musiałem dać 100$ łapówki oraz randkować z dwoma nauczycielkami by w ogóle skończyć średnią szkolę, dziś jestem właścicielem 13 patentów i autorem ponad 300 artykułów i kilku książek. A nawet nie umiem posługiwać się komputerem."
    Dobra, zobaczmy zatem co leży u podstaw takiej życiowej postawy a zaczniemy od lekcji, która była dla mniej najważniejsza i ułożyła mi Simmonsa - oraz innych samców alfa - w zupełnie nowym kontekście. To lekcja absolutnie kluczowa, dlatego że daje nową, szeroką perspektywę na to czym życie, czym jest wygrywanie i czym są porażki. Dlatego zacznijmy od koncepcji #1, czyli...
    ŁAŃCUCH POKARMOWY:
    "Miałem ze 12 lat a mój sąsiad był sporo starszy i ważył z jakąś setkę. Graliśmy w baseball i on uznał, że był aut a ja upierałem się, że piłka była w polu. Więc strzelił mnie na odlew w twarz tak mocno, jak tylko mógł. Lekcja z tego była prosta - ja nie mogłem mu dokopać, bo był za silny, więc jeśli ktoś taki mówi, że był aut, znaczy że był aut. To właśnie w ten sposób dorastałem. Wiedziałem czym jest hierarchia, wiedziałem czym jest kolejność dziobania. Porządek dziobania polega na tym, że kumasz gdzie jest twoje miejsce. Jaki jest porządek rzeczy. Dziś nikt już tego nie rozumie. Każdy uważa, że może mieć wszystko co chce i że wszystko się należy. Nie bylibyśmy w tak marnej sytuacji, jako Ameryka, gdyby ludzie kumali czym jest hierarchia."
    "W pierwszej klasie jakiś chłopak ukradł mi but. Wróciłem do domu i poskarżyłem się ojcu a on powiedział mi, że jeśli się powtórzy, to on mi wleje. Więc wróciłem do szkoły, wdałem się z tym chłopakiem w bójkę i przywaliłem nauczycielowi, który próbował nas rozłączyć. Tym cudownym sposobem, drugiego dnia szkoły podstawowej zostałem zawieszony na cały rok szkolny. W wieku 7 lat. Zdaje się, że już wtedy miałem ciut za dużo testosteronu..."
    "Dziś słyszymy o tym, że rodzice przenoszą dzieci do innej szkoły, bo ktoś im tam dokucza albo się na nich wyżywa. Gdyby to mnie ojciec odesłał z tego powodu do innej szkoły, ze wstydu sam bym się chyba pobił. Mam tylko 13 własnych zębów. Zgadnij dlaczego? Od ciągłego stawiania się i pyskowania silniejszym."
    "Sprawa jest prosta - wolę bić niż być bitym. A wyglądało to tak, że ja dokopywałem każdemu, komu tylko mogłem, za to wszyscy silniejsi dokopywali mi. Tak po prostu wyglądała wtedy rzeczywistość. Wtedy przynajmniej każdy wiedział jaka jest jego pozycja w grupie albo w społeczeństwie. Nie to co dzisiaj - zasmarkane, zapłakane pipy, skamlające o tym jaka spotkała je niesprawiedliwość. Temat był krótki: jeśli nakopałeś mi do dupy, myślałem sobie: 'Kurna! Ten koleś nakopał mi do dupy! Trudno, najwyraźniej tak już jest!'
    "I wiesz co? Niczego, ale to absolutnie niczego nie żałuję. Nie mam żadnych pretensji. Bo to wszystko były lekcje. Po prostu nie możesz udawać, że jesteś kimś kim nie jesteś. Po prostu nie możesz. Musisz wiedzieć kim jesteś i musisz wiedzieć gdzie jesteś. Tylko to się tak naprawdę liczy. Ale żeby wiedzieć kim jesteś i gdzie jesteś, musisz być testowany. I nie ma znaczenia czy poślą cię na deski czy nie. Liczy się jedynie to czy powstaniesz. I ja powstawałem ze 2 miliony razy. Pieprzyć to. Po prostu wstawałem. Szczerze - to, że leżałem na deskach nie miało dla mnie żadnego znaczenia. Wiesz, kiedyś trenował tu Kevin RANDLEMAN. Prawdziwa bestia. Więc załóżmy, że Kevin mnie stłukł. No i co z tego? Zbił ze 100 innych osób, więc tak naprawdę byłbym jednym z wielu na bardzo długiej liście. Czy czułbym się z tym źle? Absolutnie nie! W sumie czułbym nawet jakiś rodzaj dumy, że to sam Randleman skopał mi tyłek!"
    Kevin "Długa Lista" Randleman. Polecam zwrócić uwagę na rozmiar szyi...
    A teraz spójrz na to w ten sposób - dlaczego ludzie tak bardzo obawiają się porażek? Dlaczego tak bardzo obawiamy się konfrontacji? Między innymi dlatego, że udajemy przed sobą - i przed innymi - że jesteśmy kimś więcej niż naprawdę jesteśmy. Dlatego, że wierzymy w to jak "być powinno", w gwarancje i w to, że życie powinno być fair. Nie bierzemy życia takim jakim jest, tylko takim, jakim chcemy żeby było. To dlatego tak bardzo uciekamy do świata założeń, fantazji i sedacji.  Boimysię wyeksponować bo to może pokazać nam - realnie i namacalnie -  gdzie naprawdę jesteśmy w hierarchii.. Ignorując fakt istnienia łańcucha pokarmowego, czyli tego, że są lepsi i gorsi, silniejsi i słabsi, osłabiamy i ogłupiamy się jeszcze bardziej.
    I to jest, dla mnie, najważniejsza lekcja, którą wyciągnąłem od Louie Simmonsa. Bo to co mówi jest tak proste jak i z drugiej strony egzotyczne: konfrontacja pokazuje Ci, gdzie realnie dziś jesteś. I nie ma żadnego wstydu w tym, że nie jesteś pierwszy. I nie ma żadnego wstydu w tym, że jesteś słabszy. Albo głupszy. Albo biedniejszy. Bo zawsze będą lepsi od Ciebie. Zatem zamiast oszukiwać się albo załamywać, pomyśl co zrobić, by awansować. Bo zawsze możesz być wyżej.
    Twoja pozycja w hierarchii to nie wyrok tylko feedback, lekcja, informacja zwrotna i wezwanie do tego, by stać się SZYBSZYM & SILNIEJSZYM. Tukidydes, już w starożytności mówił:
    Silni robią ile mogą, słabi cierpią ile muszą
    i słów tych nie musisz odnosić się jedynie do innych ludzi. One odnoszą się przede wszystkim to Twojego wewnętrznego konfliktu. Bo niemal zawsze i niemal we wszystkich kontekstach jesteś jednocześnie silny (silniejszy od kogoś innego) oraz słaby (słabszy od kogoś innego). Wiec wszystko sprowadza się do tego, by - jeśli taka Twoja wola - CODZIENNIE być nieco silniejszym niż dnia poprzedniego. I o tym właśnie jest ten wpis.
    Mówiąc prościej - łańcuch pokarmowy jest faktem i jest jednocześnie informacją zwrotną pokazującą Twoją realną siłę i Twoją realną pozycję tu i teraz. Albo będziesz robił z tego emocjonalną jazdę, buntując się jak sfoszony bachor czy szczując się poczuciem wstydu lub winy, albo użyjesz tej informacji w sposób chłodny i obiektywny by wzmocnić się i awansować w kolejności dziobania. Wybór jest Twój, tym bardziej, że masz już jego świadomość.
    DRAPIEŻNIK czy OFIARA?
    https://www.instagram.com/p/BXqsMh3gt34/?utm_source=ig_embed
    Normalni ludzie dadzą ci normalne wyniki. Jeśli chcesz wyników ekstremalnych, potrzebujesz ekstremalnych ludzi - Louie SIMMONS
    "Na tym świecie są tylko dwa typu ludzi - drapieżniki i ofiary. I bardzo szybko zorientujesz się, do której grupy się zaliczasz."
    "Spójrz sobie na tych siłaczy za dawnych czasów. Kolesie wyglądają jakby byli na sterydach, a przecież wtedy anabolików nie było. Dziś faceci już tak nie wyglądają. Nie wiem dlaczego, może wtedy jedzenie było dużo lepszej jakości. Ale najważniejsze jest to, że tamci faceci mieli charakter. Stawiali się i zarobienie plomby nie było szczególnie trudne. Dziś świat jest zbyt miękki. A musi być ciężko. Musi być twardo. Nie możesz wieść miękkiego, łatwego życia, bo kiedy nagle coś się stanie to masz przejebane. Dziś bez przerwy widzę tych mocnych w gębie pajaców, który bardzo szybko wznoszą się na szczyt lecz kiedy tylko napotkają na pierwszy opór, od razu się poddają i spadają na dno. Nazywam ich, jak w filmie Mad Max, 'Night Ridersami'. Szczególnie dużo ich dziś w MMA - bo prawie każdy chce być tam na szczycie, tylko prawie nikomu nie chce się włożyć w to niezbędnej pracy."
    https://youtu.be/UR7yWnttWck
    Moja filozofia jest bardzo prosta - jeśli idziesz na wojnę,...
    1 hr 19 min

About Zen Jaskiniowca – zrozumieć i wcielić

From the publisher's feed

Przestań się martwić. Zacznij wygrywać!

More shows like Zen Jaskiniowca – zrozumieć i wcielić

Cyprian Majcher by Cyprian Majcher

Cyprian Majcher

9 Listeners

Karolina Sobańska by Karolina Sobanska

Karolina Sobańska

44 Listeners

Podcast Internetowych Sprzedawców by Mirosław Skwarek

Podcast Internetowych Sprzedawców

1 Listeners

Biznes 2.0 - Maciej Wieczorek by Expertia

Biznes 2.0 - Maciej Wieczorek

5 Listeners

Raport o stanie świata Dariusza Rosiaka by Dariusz Rosiak

Raport o stanie świata Dariusza Rosiaka

41 Listeners

Żurnalista - Rozmowy bez kompromisów by zurnalistapl

Żurnalista - Rozmowy bez kompromisów

23 Listeners

Przemek Górczyk Podcast by Przemek Górczyk

Przemek Górczyk Podcast

13 Listeners

Madame Monday - po dorosłemu by Joanna Flis

Madame Monday - po dorosłemu

3 Listeners

Rezultaty by Michał Wrzosek

Rezultaty

0 Listeners