Zwierciadło Podcasty

Zwierciadło Podcasty

Download on the App Store

Zwierciadło Podcasty episodes

  • „Bliskość w pracy jest uwodząca, ale się nie opłaca”. Dr Małgorzata Majewska o kulturze... dowożenia i zastraszania | „Rozmowy z sensem” odc. 1

    „Dowożę, więc jestem” – brzmi jak współczesna wersja kartezjańskiego „myślę, więc jestem”. Tyle że za tym pozornie niewinnym słowem kryje się coś więcej niż zawodowa skuteczność: potrzeba bycia potrzebnym, lęk przed odrzuceniem i przekonanie, że na odpoczynek trzeba sobie najpierw zasłużyć. O tym, co mówi o nas język pracy, rozmawiają w premierowym podcastu „Rozmowy z sensem” Agnieszka Radomska, dziennikarka, oraz dr Małgorzata Majewska, psycholożka i psycholingwistka.

    Współczesna kultura pracy stworzyła cały słownik gotowości. „Jestem pod telefonem”. „Jak coś, to pisz”. „Podeślij, zerknę wieczorem”. „Mogę jeszcze dzisiaj dowieźć”. Te zdania brzmią niewinnie, a jednak składają się na bardzo konkretny komunikat: można na mnie liczyć zawsze.

    Praca zmieniła znaczenie
    Pandemia przyspieszyła proces, który już wcześniej był widoczny. Praca przestała być wyłącznie miejscem, do którego się chodzi. Stała się czymś, co może być wszędzie: w telefonie, na kanapie, podczas kolacji, w sypialni, w samochodzie między jednym spotkaniem a drugim.

    „Język nam pokazuje, że mamy niezgodę na starą narrację, ale ta nowa się jeszcze nie wytworzyła” – mówi psycholożka i psycholingwistka. To trafnie opisuje moment, w którym jesteśmy. Nie chcemy już bezrefleksyjnie powtarzać, że sukces wymaga poświęcenia wszystkiego. Wiemy, że potrzebujemy równowagi, granic i czasu poza pracą. Jednocześnie nadal posługujemy się językiem, który nagradza nieustanną gotowość.

    Czy można odmówić bez poczucia winy?

    Jednym z najtrudniejszych słów w zawodowym słowniku okazuje się „nie”. Odmowa może być odbierana niemal jak komunikat o zerwaniu relacji: nie chcę, nie zależy mi, nie jestem lojalna, nie jestem wystarczająco zaangażowana.

    Dr Majewska mówi o „zdolności negatywnej” – psychologicznej umiejętności wytrzymywania dyskomfortu, niewiedzy i niepewności związanej z tym, jak otoczenie zareaguje na naszą odmowę. To ważne, bo granice nie są magicznym narzędziem, dzięki któremu wszyscy nagle zaczynają je respektować. „Chcą takich złotych rad: jak stawiać granice, żeby nie bolało. Szkopuł w tym, że stawianie granic zawsze boli” – zauważa.

    Lęk jako smycz

    Władza w pracy nie zawsze mówi językiem rozkazów. Czasem wystarczy sugestia, że powinniśmy być wdzięczni. „Ciesz się, że masz pracę” może brzmieć jak rada, ale może też stać się narzędziem kontroli. Dr Majewska nazywa lęk „smyczą” i podkreśla, że mechanizm ten nie ogranicza się wyłącznie do kultury pracy. Lękiem można zarządzać także w relacjach, rodzicielstwie czy obszarze zdrowia.

    Najważniejsze staje się więc nie pytanie, czy powinniśmy się bać, ale co robimy z własnym lękiem. „Teraz piłka jest po mojej stronie, czy ja sobie na to pozwolę, czy nie. Warto zapytać siebie, co mi to robi” – mówi psycholożka.

    Pułapka bliskości

    Nie chodzi przy tym o stworzenie człowieka, który już niczego się nie boi. Taka wizja byłaby kolejną fantazją o idealnym funkcjonowaniu.

    To również zmienia sposób, w jaki możemy rozmawiać sami ze sobą. Zamiast natychmiast uciszać emocję, można spróbować ją usłyszeć. „Nie ma żadnej cudownej recepty na to, jak rozmawiać ze sobą” – mówi dr Majewska. I właśnie ta rezygnacja z kolejnej złotej zasady może być paradoksalnie uwalniająca.

    Dr Majewska zwraca uwagę, że kiedy pracownik zaczyna traktować relację z przełożonym jak relację osobistą, może tracić część swojej pozycji negocjacyjnej. Jeśli wiemy, że szefowa właśnie przeżywa trudny moment prywatny, jej problemy mogą zacząć wpływać na to, czy w ogóle poprosimy o podwyżkę. „Po co idziemy do pracy? Żeby zarabiać pieniądze” – przypomina psycholożka.

    Pytanie dotyczy granicy: czy bliskość pomaga nam funkcjonować, czy zaczyna sprawiać, że rezygnujemy z własnego interesu. Czy lojalność wobec zespołu nie oznacza przypadkiem mniejszej pensji, kolejnych nadgodzin albo zgody na zadania, których nie jesteśmy w stanie wykonać bez kosztów dla życia poza pracą?

    1 hr 11 min
  • „Everestem może być rozwód, utrata pracy, każda trudna sytuacja”. Martyna Wojciechowska o wychodzeniu z traumy i źródłach swojej siły | „Kobiety rządzą”

    „Żaden cel nie jest końcem drogi” – mówi Martyna Wojciechowska w podcaście „Kobiety rządzą" Joanny Olekszyk, redaktorki naczelnej „Zwierciadła”. Podróżniczka wraca do jednej z najtrudniejszych historii swojego życia, opowiada o wypadku, w którym straciła przyjaciela i operatora Rafała Łukaszewicza, o tym, jak po latach zmienia się perspektywa na traumę, i dlaczego największym Everestem okazało się dla niej macierzyństwo. Rozmawiają także o wychowywaniu odważnych dzieci, lęku, który łatwo przekazać kolejnemu pokoleniu, oraz o tym, dlaczego dziś zamiast dawać młodym ludziom rady, Martyna chce przede wszystkim ich słuchać.

    Dwadzieścia lat później patrzy na tę historię inaczej

    Niektóre wydarzenia nie kończą się w chwili, kiedy fizycznie się kończą. Zostają w pamięci, w ciele, w sposobie podejmowania decyzji. Czasem potrzebują wielu lat, żeby można było opowiedzieć je sobie na nowo. Dla Martyny Wojciechowskiej takim momentem był wypadek z nocy z 20 na 21 października 2004 roku. Wtedy straciła Rafała, swojego przyjaciela i operatora, a sama doznała poważnych obrażeń, w tym złamania kręgosłupa.

    Dziś wraca do tamtego doświadczenia z perspektywy osoby o 20 lat starszej. Jak mówi, „historia zaczyna się w dramatycznym dla mnie momencie”, ale tym razem interesuje ją nie tylko to, co wydarzyło się wtedy, lecz także to, jak sama zmieniła się przez kolejne dwie dekady. Wspomina przede wszystkim poczucie bezsilności i pytanie, które długo za nią chodziło: dlaczego to właśnie ona przeżyła? To poczucie, że trzeba światu uzasadnić własne ocalenie, stało się jednym z motorów jej dalszego życia.

    Dopiero po latach mogła spojrzeć na tamten czas inaczej. „Przeżywanie traumy wtedy i 20 lat później wyglądało zupełnie inaczej” – mówi. W tamtym momencie nie miała diagnozy depresji, nie potrafiła też nazwać wszystkiego, co się z nią działo. Powrót do historii w książce „20 lat później. Przesunąć horyzont” jest więc nie tyle rozdrapywaniem przeszłości, ile próbą zrozumienia siebie sprzed lat.

    Wojciechowska od lat porusza się po świecie, w którym góry są czymś więcej niż tylko geografią. Są językiem, którym można opowiedzieć o życiu. W rozmowie z Joanną Olekszyk przekonuje, że każdy człowiek ma własny Everest – nawet jeśli nigdy nie założył raków i nie stanął na lodowcu.

    „Symbolicznym Everestem, o którym piszę w książce, nie musi być koniecznie wypadek, w którym ginie twój przyjaciel, a ty masz załamany kręgosłup. To może być rozwód, utrata pracy i każde inne trudne doświadczenie” – mówi. Ta metafora działa właśnie dlatego, że nie romantyzuje cierpienia. Nie każde życiowe wyzwanie jest spektakularne. Czasem największą górą jest coś, czego z zewnątrz właściwie nie widać.

    Podobnie jest z sukcesem. Zdobycie szczytu nie oznacza przecież, że od tej pory wszystko będzie już łatwe. Wojciechowska zauważa, że we wspinaczce można wejść bardzo wysoko, a potem odkryć, że zejście bywa równie wymagające. Na szczycie pojawia się zresztą kolejne pytanie: co dalej? „Mówi się w himalaizmie, że odnieść sukces to przeżyć” – przypomina. A chwilę później pojawia się zdumienie: skoro jestem tutaj, to ile jeszcze przede mną?

    Odpowiedź jest prosta i zarazem niewygodna: „żaden cel nie jest końcem drogi”.


    1 hr 6 min
  • Cała prawda o wypełniaczach: jak długo zostają w skórze? Czy zawsze dają efekt pillow face? Rozmowa z dr n.med. Dianą Kupczyńską | „Pod skórą”, odc. 3

    Wypełniacze na bazie kwasu hialuronowego przeżywają w ostatnim czasie wizerunkowy kryzys. Wielu kobietom zaczęły kojarzyć się z nienaturalnym, przerysowanym wyglądem. Kontrowersje wzbudzają też coraz częstsze doniesienia na temat gromadzenia się wypełniaczy i ich zalegania w tkankach przez lata. Czy jest się czego bać? Wraz z lekarką medycyny estetycznej dr Dianą Kupczyńską ustalamy fakty i mity na temat wypełniaczy.

    Skąd się bierze efekt „nadmuchanej” twarzy?

    Wypełniacze bazujące na kwasie hialuronowym, choć wciąż chętnie stosowane przez lekarzy medycyny estetycznej, zaczynają tracić popularność wśród pacjentek. Kobiety boją się nienaturalnych efektów po zabiegu, ale i tego, że raz wstrzyknięta substancja zostanie w twarzy już na zawsze. Gościni 3. odcinka podcastu „Pod skórą”, dr n.med. Diana Kupczyńska, nie dziwi się tym obawom.

    – Widzimy zarówno wśród rodzimych, jak i zagranicznych gwiazd tak zwany overfilled syndrome. Jest to efekt „dopychania” często dużych objętości mocno sieciowanych preparatów. Takim flagowym przykładem są te wielkie policzki, takie piłeczki pingpongowe, które dają wrażenie, jakby ta skóra na wypełniaczu miała zaraz pęknąć. Dwa, optycznie oczy są wtedy bardzo małe i robi się taka półeczka pod oczami – mówi specjalistka.

    Dr Kupczyńska zauważa przy tym, że często problemem nie jest sam preparat, lecz podawanie go przez niekompetentną osobę, przy ignorowaniu naturalnych ograniczeń anatomicznych pacjenta.

    – Jeżeli ktoś na jednej sesji ma podane 20-30 mililitrów, objętość dla mnie nie do pojęcia rozumem, to nie ma możliwości, żeby ten efekt się długo utrzymał, bo człowiek nie jest z plasteliny – zauważa lekarka. – Nie da się w odpowiedniej warstwie anatomicznej „wepchać” po 5-6-10 mililitrów. Szczególnie jak ktoś jest drobny, ma drobną twarzoczaszkę.

    To stawia w zupełnie innym świetle popularne zdjęcia metamorfoz przed i po, na które tak często natykamy się w internecie. Jeśli po zabiegu wypełniaczami widzimy pacjentkę z zupełnie nową twarzą, o innych rysach i proporcjach – prawdopodobnie podano jej bardzo dużą ilość preparatu, który w przyszłości będzie wymagał ciągłych uzupełnień. A stąd prosta droga do overfilled syndrome.

    – To jest rola lekarza, takiego jak ja czy moich kolegów i koleżanek, żeby takim pacjentkom urealnić oczekiwania. A kiedy trzeba, to im odmówić. A kiedy trzeba, to skierować na konsultację psychologiczną, bo często osoby, które oczekują spektakularnej zmiany swojego wyglądu zabiegami z zakresu medycyny estetycznej, cierpią z powodu dysmorfofobii – tłumaczy dr Diana Kupczyńska.

    Z 3. odcinka podcastu „Pod skórą” dowiesz się także, jak długo wypełniacze na bazie kwasu hialuronowego mogą utrzymywać się w skórze, w które rejony twarzy nie powinno się ich podawać oraz dlaczego stymulatory tkankowej wcale nie są dla nich lepszą alternatywą.

    Podcast „Pod skórą” analizuje viralowe trendy w urodzie i medycynie estetycznej napędzane przez internetowe algorytmy. Prowadząca Aleksandra Urbaniak wraz z ekspertami omawia źródła najnowszych trendów, obala szkodliwe mity i ujawnia przemilczane fakty na temat zabiegów zyskujących popularność. To rozmowy dające zdrową perspektywę na obowiązujące standardy piękna wyznaczane przez social-media, które coraz częściej dyktują nam, jak wyglądać i co robić ze swoimi ciałami.

    55 min
  • „Od dziecka czułam się inna. Nie umiałam się dostosować”. Paulina Gałązka o diagnozie ADHD i uczeniu się siebie na nowo | „W czułym zwierciadle”

    „Krytyk wewnętrzny podlewany w dzieciństwie zawsze będzie” – mówi Paulina Gałązka w nowym sezonie podcastu „W czułym zwierciadle”, Małgorzaty Serafin . Aktorka opowiada o dorastaniu z poczuciem niedopasowania, późnej diagnozie ADHD i spektrum autyzmu, maskowaniu, które przez lata pozwalało jej funkcjonować, ale także o cenie, jaką za to płaciła.

    Neuroróżnorodność nie ma jednego wyglądu. U Pauliny splatają się różne doświadczenia związane zarówno z deficytem uwagi, jak i nadaktywnością psychoruchową. Szczególnie wyraźnie widać to przy czynnościach, które jej nie interesują.

    Sprzątanie, zakupy czy zwykłe „ogarnianie życia” nie są dla niej neutralnymi, automatycznymi elementami codzienności. Kiedy zadanie jest nudne, utrzymanie uwagi wymaga świadomego wysiłku. Z kolei praca, która ją angażuje, może uruchamiać zupełnie inny poziom koncentracji i energii.

    Ta różnica jest jednym z powodów, dla których o ADHD coraz częściej mówi się nie tylko w kontekście trudności, lecz także specyficznego sposobu zarządzania uwagą, energią i zainteresowaniem. Nie chodzi o prosty podział na „potrafię się skupić” i „nie potrafię się skupić”. Znacznie częściej pytanie brzmi: na czym, w jakich warunkach i jakim kosztem jestem w stanie się skupić?

    „Zaproszenie równa się obrażenie”

    Neuroróżnorodność wpływa również na relacje. Paulina z czasem nauczyła się, że łatwiej jest jej utrzymywać przyjaźnie z osobami, które zna od lat. Nowe relacje bywają trudniejsze, szczególnie kiedy równocześnie pojawia się nowy projekt zawodowy.

    Aktorka opisuje swój schemat z dużą autoironią. Kiedy angażuje się w nowe przedsięwzięcie, potrafi niemal całkowicie zniknąć z życia towarzyskiego. Jej mąż określił to żartobliwie: „zaproszenie równa się obrażenie”. Za dowcipem kryje się jednak ważna obserwacja – neuroróżnorodność może wpływać także na to, jak gospodarujemy społeczną energią i jak utrzymujemy kontakt z bliskimi.

    Od mieszkania bez bieżącej wody do Łódzkiej Filmówki

    Historia Pauliny Gałązki to jednak nie tylko opowieść o diagnozie. To również historia ambicji, determinacji i decyzji podejmowanych wbrew temu, co inni uznawali za rozsądne.

    W liceum usłyszała od wychowawczyni, że ze względu na pochodzenie z ubogiej rodziny nie powinna wybierać szkoły aktorskiej. Miała zająć się mamą i zdobyć „porządny zawód”. Początkowo posłuchała tej rady. Wybrała stosunki międzynarodowe i nawet zaczęła się w nich odnajdywać. Po roku przyszedł jednak kryzys, a wraz z nim pytanie o własne życie.

    Czułość zamiast naprawiania siebie

    W historii Pauliny szczególnie mocno wybrzmiewa zmiana perspektywy. Przez lata próbowała znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego nie działa tak jak inni. Dziś ważniejsze staje się dla niej pytanie, czego potrzebuje, żeby działać po swojemu i jednocześnie dobrze funkcjonować w świecie, który nie zawsze jest projektowany z myślą o osobach neuroróżnorodnych.

    Jej opowieść nie jest więc historią o diagnozie, która nagle wszystko wyjaśnia. Jest raczej zapisem procesu – od poczucia bycia „czarną owcą”, przez rozpoznawanie własnych trudności, aż po budowanie sposobów, które pozwalają lepiej zarządzać codziennością, pracą i relacjami. Także bez rezygnowania z ambicji.

    W tle pozostaje jeszcze historia mamy, którą Paulina nazywa fighterką. Kobiety, która samotnie wychowała dwie córki i mimo bardzo trudnych warunków – dziewczynki mieszkały w domu bez bieżącej wody – musiała zrezygnować z własnych marzeń. Dla Pauliny ta pamięć stała się częścią własnej motywacji: żeby nie odkładać życia na później i nie pozwolić, by cudze wyobrażenia o tym, co „rozsądne”, zdecydowały za nią.

    W nowym sezonie podcastu „W czułym zwierciadle” Małgorzata Serafin, dziennikarka, rozmawia z twórcami, artystami oraz przedstawicielami świata biznesu o ADHD. Bez upraszczania tematu do internetowych etykiet i bez sprowadzania ADHD wyłącznie do problemów z koncentracją.


    1 hr 24 min
  • „Kim jestem, jak nie pomagam wszystkim?”. Joanna Chmura o tzw. mental load i sztuce odpuszczania | „Słowo do słowa”, odc. 13

    „Nie chciałabym wrócić do etapu, kiedy moje życie jest na końcu. Dlaczego tak sobie robimy?” – pyta Joanna Brodzik w rozmowie z psycholożką Joanną Chmurą. I trudno o pytanie bardziej aktualne. Bo przecież wiemy, że jesteśmy zmęczone. Wiemy, że lista rzeczy do zrobienia nigdy się nie kończy. A jednak wciąż dokładamy sobie kolejne zadania, przejmujemy odpowiedzialność za innych i z poczuciem winy próbujemy znaleźć czas dla siebie. Dlaczego tak trudno po prostu odłożyć telefon, usiąść i przez chwilę niczego nie robić? Sponsorem odcinka jest NIVONA, producent automatycznych ekspresów do kawy.

    Nie tylko robimy. Cały czas myślimy

    Zmęczenie nie zawsze bierze się z liczby obowiązków. Czasem bardziej wyczerpuje nas to, że przez cały dzień jesteśmy ich centrum dowodzenia. Pamiętamy o terminach, zakupach, wizytach, rachunkach, urodzinach, potrzebach dzieci, partnera, rodziców i znajomych. Nawet kiedy fizycznie odpoczywamy, głowa nadal pracuje.

    Właśnie na tym polega mental load – obciążenie psychiczne związane nie tylko z wykonywaniem zadań, lecz także z pamiętaniem o nich, przewidywaniem kolejnych kroków i pilnowaniem, żeby niczego nie przeoczyć. „Polega to na tym, że w głowie ciągle przerabiamy informacje, żeby nadążyć ze wszystkim, i układamy to jak w szachach” – tłumaczy Joanna Chmura. W efekcie można siedzieć na kanapie, a jednocześnie mentalnie biegać maraton.

    Problem zaczyna się wtedy, gdy taki stan przestaje być wyjątkiem, a staje się codziennym trybem funkcjonowania. Bo skoro zawsze jest coś do zrobienia, odpoczynek zaczyna wyglądać jak luksus, na który trzeba sobie najpierw zasłużyć.

    Skąd się bierze potrzeba, żeby wszystko było na naszej głowie?

    Joanna Brodzik pyta w rozmowie, dlaczego tak często stajemy się menadżerkami własnego domu i życia całej rodziny. Odpowiedź nie jest jednak tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Nie chodzi wyłącznie o perfekcjonizm czy brak umiejętności delegowania. W grę wchodzą również przyzwyczajenia, rodzinne wzorce i przekonania dotyczące tego, co znaczy być dobrą partnerką, matką, córką czy przyjaciółką.

    Joanna Chmura zwraca uwagę, że nasz układ nerwowy może przyzwyczaić się do funkcjonowania w trybie działania. Szczególnie wyraźnie widać to w macierzyństwie: przez lata jesteśmy potrzebne niemal bez przerwy, więc nawet kiedy sytuacja się zmienia, ciało i głowa nadal pozostają w gotowości. Działanie staje się automatyzmem.

    A kiedy automatyzm zaczyna być tożsamością, pojawia się znacznie trudniejsze pytanie: kim jestem, kiedy niczego nie organizuję, nie załatwiam i nikomu nie pomagam?

    „Kim jestem, jak nie pomagam wszystkim?”

    W kulturze produktywności bezczynność ma zaskakująco złą reputację. Odpoczynek powinien być efektywny, najlepiej regeneracyjny, zaplanowany i wpisany do kalendarza. Nawet relaks potrafimy zamienić w kolejne zadanie do odhaczenia.

    „Jest wstyd wokół bezruchu i przegięte zostało to w stronę, że wszystko musi być w ruchu” – mówi Joanna Chmura. Przypomina przy tym o najbardziej oczywistym mechanizmie natury: serce, płuca, oczy – wszystko działa w rytmie napięcia i rozluźnienia, otwierania i zamykania. My natomiast próbujemy funkcjonować tak, jakby cały czas trzeba było być „włączonym”.

    Dlatego zwyczajne poleżenie na kanapie może być czymś więcej niż lenistwem. Może być potrzebnym momentem wyhamowania. Problem w tym, że dla wielu osób właśnie wtedy pojawia się niepokój.

    Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w biegu zyskujemy: więcej robimy, więcej kontrolujemy, jesteśmy potrzebne. Koszt ujawnia się dopiero po czasie. „Tracimy siebie, ale też każdy traci coś innego” – mówi Joanna Chmura.

    Dla jednej osoby będzie to spontaniczność. Dla innej sen, relacje, zdrowie, seks, twórczość albo zwyczajna przyjemność z nicnierobienia. Możemy też stracić kontakt z własnymi potrzebami, bo przez lata łatwiej było odpowiedzieć na pytanie „czego potrzebują ode mnie inni?” niż „czego ja właściwie potrzebuję?”.

    Sponsorem odcinka jest NIVONA, producent automatycznych ekspresów do kawy.

    54 min
  • „Jak nas zalewa emocja w pracy lub domu, to ćwiczymy izometrię”. Prof. Rafał Ohme o samotności biologicznej i spalaniu kortyzolu | „Soft power” odc. 1

    „Największym problemem nie będą nowotwory czy choroby serca, a samotność. Nie psychologiczna, a biologiczna” – mówi prof. Rafał Ohme, psycholog, który zakochał się w emocjach, potem w neuronauce, a w końcu w technologii, w premierowym odcinku podcastu „Soft power”z Sylwią Sitkowską i Magdaleną Kuszewską. To rozmowa o tym, co co jest najważniejsze w życiu i że biologia jest przed psychologią.

    Droga prof. Ohme do świata nauki nie była jednak prostą historią akademickiego awansu. Przez trzy dekady mieszkał w Lublinie i, jak mówi, bardzo długo nie chciał się z tym miastem rozstawać. Lublin był dla niego czymś więcej niż miejscem zamieszkania – dawał poczucie wolności i przekonanie, że można być tym, kim się chce. Do Warszawy przeniosła go dopiero proza życia, choć początkowo próbował znaleźć rozwiązanie pośrednie.

    Najpierw biologia, potem psychologia

    Jednym z najbardziej przewrotnych wątków tej rozmowy jest spojrzenie na emocje od strony biologii. W potocznym myśleniu często zakładamy, że kiedy pojawia się konflikt, napięcie czy stres, najpierw trzeba „porozmawiać ze sobą”, przeanalizować sytuację i spróbować zmienić sposób myślenia. Prof. Ohme proponuje odwrócenie kolejności.

    „Wiecie, co jest najważniejsze w życiu? Biologia” – mówi. Jego zdaniem psychologia zaczyna działać skuteczniej wtedy, kiedy wcześniej zajmiemy się tym, co dzieje się w organizmie. Podczas konfliktu możemy próbować przyjąć perspektywę drugiej osoby i uspokoić emocje, ale jeśli ciało nadal znajduje się w stanie silnego pobudzenia, trudno oczekiwać od mózgu chłodnej analizy. Dlatego najpierw trzeba „uciszyć bombę tykającą w tobie”, czyli obniżyć fizjologiczne pobudzenie związane m.in. z kortyzolem.

    I tu pojawia się coś zaskakująco prostego: ruch. Zdaniem psychologa organizm można regulować poprzez procesy chemiczne, elektryczne i mechaniczne – właśnie tym zajmuje się neuronauka stosowana. Kiedy emocje zalewają nas w pracy albo w domu, pomocne mogą być nawet ćwiczenia izometryczne, czyli takie, w których napinamy mięśnie bez zmiany ich długości. Chodzi o to, żeby najpierw rozbroić fizjologiczne napięcie, a dopiero potem próbować prowadzić ze sobą bardziej skomplikowany dialog.

    Samotność zaczyna się w ciele

    W rozmowie pojawia się także temat, który w epoce cyfrowej nabiera szczególnego znaczenia: samotność. Nie chodzi wyłącznie o poczucie osamotnienia, brak partnera czy wrażenie, że nie mamy z kim porozmawiać. Prof. Ohme mówi o samotności biologicznej – sytuacji, w której człowiek jest coraz mniej otoczony realnymi ludźmi i coraz częściej zastępuje bezpośredni kontakt komunikacją za pośrednictwem ekranów.

    „Największym problemem w erze cyfrowej nie będą nowotwory czy choroby serca, a samotność” – mówi, podkreślając znaczenie fizycznej obecności drugiego człowieka. Przez tysiące lat żyliśmy wśród innych ludzi. Kontakt wzrokowy, dotyk, bliskość i odczytywanie sygnałów z twarzy drugiej osoby były częścią naszego codziennego funkcjonowania. Dziś możemy mieć setki kontaktów w telefonie i jednocześnie bardzo mało prawdziwej bliskości.

    Mechanizm, o którym mówi psycholog, jest przy tym bardzo konkretny. Patrzenie sobie w oczy, przytulanie i fizyczna obecność drugiej osoby mogą sprzyjać wydzielaniu oksytocyny, która uczestniczy w regulacji reakcji stresowej. Dlatego – jak podkreśla prof. Ohme – przytulenie człowieka czy nawet psa lub kota jest czymś innym niż obejmowanie drzewa. Potrzebujemy poczuć ciepło, ciężar ciała i bicie serca. Nasz organizm nie żyje przecież w internecie.

    Soft power, czyli siła bez napinania

    Właśnie wokół takich historii powstaje nowy cykl podcastów „Soft power”. Sylwia Sitkowska, psycholożka, i Magdalena Kuszewska, dziennikarka, rozmawiają w nim z twórcami, artystami oraz osobami ze świata sztuki i biznesu o wyjątkowych talentach, sposobach myślenia i kompetencjach, które nie zawsze widać na pierwszy rzut oka. To rozmowy o tym, co daje ludziom sprawczość, jak rozwijają swoje możliwości i skąd bierze się ich siła.


    58 min
  • „Rodzynkę możemy jeść na wiele sposobów”. Dr Iza Jąderek ma sposób dla par, które już nie patrzą sobie w oczy | „Ukryte piękno”. odc. 33

    „Każdy z nas potrzebuje być zauważonym” – mówi dr Iza Jąderek, psycholożka i autorka książki „Bliżej siebie”. W rozmowie z Magdaleną Kuszewską w podcaście „Ukryte piękno” przygląda się temu, co dzieje się z bliskością, kiedy codzienność przejmuje stery. Mówi o pożądaniu, które nie pojawia się w próżni, o uważności, granicach i o tym, dlaczego czasem drogą do lepszego seksu może być… rodzynka.

    Codzienność ma swoją zdradliwą właściwość: im lepiej coś znamy, tym mniej to zauważamy. Droga do pracy, kubek kawy wypijany rano, dotyk partnera, znajomy zapach jego skóry, pocałunek na powitanie – rzeczy, które kiedyś przyciągały uwagę, po pewnym czasie stają się elementem tła. Nie dlatego, że przestały być ważne. Po prostu mózg nauczył się je pomijać.

    Zanim pojawi się seks

    Dr Iza Jąderek zwraca uwagę, że funkcjonowanie na autopilocie jest naturalną częścią naszego życia i ma swoje praktyczne uzasadnienie. Nie możemy przecież każdego dnia przeżywać wszystkiego z intensywnością pierwszego doświadczenia. Problem zaczyna się wtedy, gdy autopilot obejmuje również obszary, które potrzebują naszej obecności. „Nasz świat jest tak skonstruowany, że działamy na autopilocie i to też jest nam potrzebne” – mówi psycholożka. Jak dodaje, warto jednak czasem zatrzymać się i zobaczyć, co naprawdę dzieje się w naszym doświadczeniu.

    Bo właśnie tam może być przyjemność, radość, spokój czy ekscytacja, ale także złość, smutek, napięcie i inne nieprzyjemne emocje. Uważność nie polega więc na tym, żeby za wszelką cenę czuć się dobrze. Chodzi raczej o skierowanie uwagi na siebie, bez natychmiastowej oceny. „Warto skupić się na wszystkich [tych doświadczeniach] i puścić snop światła na siebie” – tłumaczy dr Jąderek.

    To podejście dotyczy również seksualności. Zamiast traktować seks jako osobny punkt programu, który trzeba „zrobić”, można zacząć dostrzegać, że seksualność jest częścią nas. I że zaczyna się znacznie wcześniej niż w sypialni.

    Co wspólnego z seksem ma rodzynka?

    Na pierwszy rzut oka niewiele. A jednak właśnie rodzynka może być dobrym ćwiczeniem z odzyskiwania kontaktu z własnymi zmysłami. Magdalena Kuszewska pyta dr Jąderek, co jedzenie rodzynki ma wspólnego z seksem. Odpowiedź prowadzi w stronę pozornie banalnych czynności, które możemy przeżywać zupełnie inaczej, jeśli przestaniemy wykonywać je automatycznie.

    „Chodzi o to, żeby spojrzeć na zwykłe, codzienne czynności jako źródło zmysłowej przyjemności. Rodzynkę możemy jeść na wiele sposobów” – mówi psycholożka.

    Nie chodzi więc o samą rodzynkę, lecz o zmianę sposobu doświadczania. O zauważenie smaku, faktury, zapachu, temperatury, tego, co dzieje się w ciele. Taka perspektywa może przenieść się również na bliskość z drugą osobą. Dotyk przestaje być jedynie środkiem prowadzącym do określonego celu, a zaczyna być doświadczeniem samym w sobie.

    W seksualności podobna uważność może oznaczać powrót do ciekawości. Zamiast zakładać, że po kilku czy kilkunastu latach wiemy już o partnerze wszystko, można spróbować spojrzeć na niego inaczej. Dr Jąderek proponuje wręcz, by „traktować seks z osobą, z którą jesteśmy w związku, jakby to miał być pierwszy raz”. Nie jako udawanie nieznajomości, ale jako odzyskanie zainteresowania drugim człowiekiem.

    Kiedy przestajemy na siebie patrzeć

    Początek związku często jest czasem intensywnej obserwacji. Patrzymy na siebie, szukamy kontaktu wzrokowego, chcemy być blisko, wychwytujemy drobne gesty. Z czasem wspólne życie przynosi rachunki, obowiązki, dzieci, pracę, zakupy i listy rzeczy do zrobienia. Romantyczne spojrzenie łatwo przegrywa z pytaniem: „Kto odbierze paczkę?”.

    A przecież potrzeba bycia zauważonym nie znika wraz z upływem lat. Dr Jąderek zwraca uwagę, że smutnym elementem wielu długoletnich relacji jest utrata właśnie tego rodzaju kontaktu. „To smutne, że pary po latach nie patrzą już sobie w oczy i nie całują się. Na początku wpatrujemy się w siebie non stop, a potem ten wzrok zaczyna uciekać na boki: tylko »zrób to, zrób tamto«” – mówi.


    1 hr 2 min
  • „Czterdziestolatki dziś wyglądają młodziej niż kiedyś dwudziestolatki”. 5 zasad stylu Joli Czai | „Słowo do słowa”, odc. 12

    „Dojrzałość nie oznacza, że mamy się ubierać jak nasze matki” - mówi stylistka, Jola Czaja w podcaście „Słowo do słowa", Joanny Brodzik. Czy kobieta po czterdziestce powinna jeszcze zastanawiać się, czy „wypada” jej założyć krótką spódnicę, mocny kolor albo sukienkę odsłaniającą ramiona? A może największą zmianą, jaka przychodzi z wiekiem, jest właśnie możliwość przestania przejmowania się takimi pytaniami? Sponsorem odcinka jest Promensil Forte – suplement diety dla kobiet, które również w czasie menopauzy chcą żyć w zgodzie ze swoją naturą.

    Moda bardzo długo była jednym z narzędzi, za pomocą których społeczeństwo przypominało kobietom, gdzie jest ich miejsce. Wiek miał być widoczny. A wraz z nim – odpowiedni fason, długość spódnicy, fryzura, makijaż i cały zestaw rzeczy, które miały komunikować: jestem już „poważną kobietą”. W rozmowie z Joanną Brodzik Jola Czaja wraca do obrazu kobiet, który pamięta z własnego dzieciństwa. Jak mówi, „byłyśmy dojrzałe i stare z młodu”, a kobiety po pięćdziesiątce często miały charakterystyczne akcesoria podkreślające ich status i wiek. Fryzury były natapirowane, stroje bardziej zachowawcze lub przeciwnie – przesadne, bo wiele kobiet próbowało poprzez wygląd pokazać swój dorobek i pozycję.

    Ten obraz zmienił się niemal nie do poznania. Czterdziestolatki i pięćdziesięciolatki noszą sneakersy, jeansy, krótkie sukienki, skórzane kurtki, mocną biżuterię. Farbują włosy albo zostawiają siwe. Eksperymentują z trendami i coraz częściej nie pytają już, czy dany fason jest „dla ich wieku”. Paradoks polega na tym, że wraz z większą wolnością pojawiła się nowa presja: skoro możemy wyglądać młodziej, powinnyśmy to robić.

    „My nie chcemy wyglądać młodziej. My wyglądamy”

    To jedno z ciekawszych przesunięć, jakie dokonały się w ostatnich dekadach. Kobieta po 40. nie musi już wizualnie deklarować swojego wieku, ale jednocześnie dostaje mnóstwo komunikatów, że najlepiej, jeśli będzie wyglądała tak, jakby wieku nie miała. W reklamach, mediach społecznościowych i świecie mody młodość wciąż bywa traktowana jak synonim atrakcyjności.

    Jola Czaja odwraca jednak tę perspektywę. „My nie chcemy, my wyglądamy” – mówi, zwracając uwagę na fakt, że współczesne kobiety po prostu funkcjonują inaczej niż poprzednie pokolenia. Mają inne ubrania, fryzury, kosmetyki, dostęp do informacji i znacznie większą świadomość tego, jak chcą się prezentować. Jak dodaje, kiedyś wiele rzeczy po prostu „nie wypadało”. Dziś granice są znacznie dalej.

    Problem zaczyna się wtedy, kiedy „dbanie o siebie” przestaje być wyborem, a staje się kolejnym obowiązkiem. Wtedy krem, fryzjer, ruch, dieta, ubrania czy makijaż nie służą już temu, żeby dobrze się ze sobą czuć, ale mają przede wszystkim zatrzymać czas. I nagle nawet atrakcyjność zaczyna przypominać zadanie do odhaczenia.

    Zamiast „wysmukla i odmładza” – po prostu: dobrze mi w tym

    Wystarczy przejrzeć opisy ubrań kierowanych do dojrzałych kobiet, żeby zobaczyć, jak mocno wciąż funkcjonuje język ukrywania. Fason ma wysmuklać. Materiał ma maskować. Dekolt ma odwracać uwagę. Rękaw ma zasłaniać ramiona. Spodnie powinny „wydłużać nogi”, a sukienka – najlepiej „odejmować lat”.

    Tyle że ciało nie jest projektem do naprawienia. Zmienia się. I szczególnie po czterdziestce wiele kobiet zaczyna doświadczać tego bardzo konkretnie. Zmieniają się proporcje sylwetki, skóra, sposób odkładania tkanki tłuszczowej, komfort termiczny, a w okresie menopauzy także samopoczucie i relacja z własnym ciałem. To nie oznacza, że trzeba zacząć ubierać się „stosownie do wieku”. Oznacza raczej, że warto nauczyć się swojego ciała na nowo.

    Jola Czaja proponuje zmianę języka, ale też zmianę wewnętrznego nastawienia. „Przez lata nauczono nas być krytyczną wobec własnego ciała i wymagać od niego więcej, niż na danym etapie życia potrzebuje” – mówi.

    Sponsorem odcinka jest Promensil Forte – suplement diety dla kobiet, które również w czasie menopauzy chcą żyć w zgodzie ze swoją naturą.

    54 min
  • „Najgorsze, co możesz zrobić, to uciekać przed lękiem”. Sebastian Karpiel-Bułecka o wychodzeniu z trudnych emocji | „Kultura i inne przyjemności”

    „Lęk potrafi być naprawdę przytłaczający” – mówi Sebastian Karpiel-Bułecka w rozmowie z Zofią Fabjanowską, szefową działu Kultura „Zwierciadła”. Lider Zakopower opowiada o tym, czego nauczyli go ojciec i dziadek, o niezwykłym pożegnaniu z tatą, emocjonalnym koszcie koncertów, stanach lękowych i o tym, dlaczego dziś łatwiej jest mu oswoić własne słabości.

    Dla muzyka scena może być źródłem ogromnej energii. Jest publiczność, światła, rytm, wspólne granie i szczególny rodzaj porozumienia, którego nie da się do końca przełożyć na język. Karpiel-Bułecka opisuje je wręcz jako „język duchowy” – coś, co powstaje pomiędzy członkami zespołu podczas koncertu.

    Problem zaczynał się po zejściu ze sceny.

    Przez lata emocjonalny kontrast między koncertowym pobudzeniem a zwyczajnością po występie potrafił być dla niego bardzo trudny. Ten „skok dopaminowy” po koncercie, jak sam go określa, zostawiał pustkę, szczególnie kiedy nie miał jeszcze rodziny. Po intensywnym doświadczeniu nagle nie było do czego wracać. Artysta przyznaje, że było to trudne doświadczenie bliskie momentami depresji.

    Dziś ten mechanizm wygląda inaczej. Żona, dzieci, dom i codzienność sprawiły, że po zejściu ze sceny istnieje coś więcej niż tylko cisza. „Od kiedy mam żonę, dzieci, tych skoków emocjonalnych nie czuję” – mówi. Rodzina stała się więc nie tylko przestrzenią prywatności, ale też swoistą przeciwwagą dla życia opartego na ciągłej intensywności.

    Kiedy wchodzi lęk

    Jednym z ważniejszych tematów rozmowy jest lęk. Karpiel-Bułecka zdecydował się mówić o swoich stanach lękowych publicznie, choć mógłby przecież pozostawić je w sferze prywatnej. Powód był prosty: skoro sam doświadczył trudności, chciał, żeby jego historia mogła pomóc komuś, kto właśnie przeżywa coś podobnego.

    Wciąż funkcjonujemy w rzeczywistości, w której problemy psychiczne bywają traktowane inaczej niż choroby ciała. O osobie cierpiącej z powodu lęku czy depresji łatwo powiedzieć, że „przesadza”, „wymyśla” albo powinna po prostu wziąć się w garść. Muzyk sprzeciwia się takiemu myśleniu. „Nerwica lękowa czy depresja to takie same choroby jak na przykład grypa” – podkreśla. Jego zdaniem takie podejście może być ważne zarówno dla osoby, która mierzy się z problemem, jak i dla jej najbliższych.

    Bo lęk potrafi być absurdalny, a jednocześnie całkowicie realny w odczuciu osoby, która go doświadcza. Muzyk wspomina sytuacje, w których bał się wyjść na scenę, ponieważ był przekonany, że upadnie i umrze. Z zewnątrz trudno znaleźć w takim scenariuszu logikę. Dla człowieka znajdującego się w środku ataku lęku ta irracjonalność nie sprawia jednak, że strach staje się mniej dotkliwy.

    Odzyskiwanie wpływu

    Czy można powiedzieć, że Karpiel-Bułecka ma już ten etap za sobą? Odpowiedź jest daleka od efektownej historii o całkowitym zwycięstwie nad własnymi słabościami. „Nie” – przyznaje. Różnica polega na czymś innym: dziś potrafi wcześniej rozpoznać sygnały ostrzegawcze i odpowiednio zareagować.

    Zamiast czekać, aż lęk urośnie do rozmiarów, z którymi trudno sobie poradzić, stara się wyciszyć, nie brać wszystkiego tak bardzo do siebie i działać profilaktycznie. To podejście jest mniej spektakularne niż opowieść o pokonaniu własnych demonów, ale właśnie dlatego brzmi wiarygodnie. Nie chodzi o to, żeby już nigdy się nie bać. Chodzi o to, by wiedzieć, co zrobić, kiedy strach znowu się pojawi.

    Karpiel-Bułecka mówi zresztą bardzo stanowczo o tym, czego – jego zdaniem – nie należy robić. Zamknięcie się w domu, pozostanie na kanapie i unikanie sytuacji wywołujących lęk może dawać chwilową ulgę, ale w dłuższej perspektywie tylko wzmacnia problem. „Najgorsze, co możesz zrobić, to ucieczka przed lękiem” – przekonuje. W jego doświadczeniu skuteczniejsza okazuje się droga małych kroków: wychodzenie naprzeciw temu, czego się boimy, nawet jeśli wymaga to sporego wysiłku.

    Nie jest to recepta na życie bez lęku. Raczej sposób na odzyskiwanie wpływu na własne życie.

    46 min
  • Piotr Polak: „Najbardziej wzrusza mnie kino o młodych ludziach, którzy próbują wyrwać się z jakiegoś konwenansu” | „Filmy mojego życia”, odc. 1

    Widzowie znają go przede wszystkim jako Michała Holca z serialu „The Office PL”, jednak mało kto wie, że aktor jest prawdziwym kinomanem i wytrwanym znawcą popkultury, dla którego oglądanie filmów i chodzenie do kina jest w zasadzie chlebem powszednim. W nowym podcaście „Zwierciadła” aktor z rozbrajającą szczerością i poczuciem humoru opowiedział nam o filmach i serialach, które miały największy wpływ na jego życie: pierwszych seansach kinowych, hitach swojego dzieciństwa i dorastania oraz współczesnych wyborach, a nawet guilty pleasures.

    Rozmowę zaczynamy bardzo sentymentalnie – od pierwszych seansów, jakie Piotr Polak pamięta ze swojego rodzinnego domu. Jak sam wspomina, były to głównie filmy z telewizyjnego cyklu „W starym kinie” oraz przegrywane na kasety VHS przez jego tatę. „Mieliśmy ich ze 200. Po dwa tytuły na każdej, a czasem nawet trzy” – dodaje aktor i przyznaje, że była to jego pierwsza styczność z kinem takich mistrzów jak Francis Ford Coppola czy Robert Altman. „Oglądaliśmy dużo filmów z lat 60. i 70., ale wychowałem się tak naprawdę na kiczowatym kinie lat. 80. Było w nim coś naprawdę wyjątkowego”.

    „Gwiezdne wojny” w Kinie Tatry

    Kino Tatry w Nowym Targu – to tu Piotr Polak obejrzał swój pierwszy film na dużym ekranie. Była produkcja z jego ukochanego filmowego cyklu, a mianowicie „Gwiezdne wojny: część VI – Powrót Jedi” z 1983 r. Z racji na swój bardzo młody wiek, z wizyty w kinie najbardziej zapamiętał jednak nie to, co działo się na ekranie, a moment tuż przed wejściem na salę kinową, o czym opowiedział nam z typowym dla siebie poczuciem humoru.

    „Oszalałem na punkcie Spielberga. »E.T.« sprawił, że zapragnąłem zostać aktorem”

    Piotr Polak, jak sam przyznaje, oglądał w dzieciństwie mnóstwo filmów. Jeden z nich zrobił jednak na nim tak piorunujące wrażenie. „Strasznie się go bałem, ale oszalałem na jego punkcie” – dodaje. Mowa oczywiście o kultowej przygodówce familijnej „E.T.” z 1982 r., która sprawiła, że zapragnął, tak jak wcielający się w główną rolę Henry Thomas, zostać aktorem. Gwiazda „The Office PL” dodaje jednak, że tak naprawdę najbardziej zainspirował go materiał zza kulis powstania filmu pokazywany przez amerykańskie HBO.

    „Jak to zobaczyłem, zwariowałem totalnie. Pomyślałem sobie, że to najlepsza praca, a właściwie nie praca, a największa przyjemność na świecie”.

    „Brat pokazywał mi filmy w nocy”

    Wiele filmów, jakie Piotr Polak oglądał w młodości, pokazał mu jego starszy brat. „Budził mnie w środku nocy i mówił: »Chodź na dół, bo musisz to obejrzeć«. Wśród nich były m.in. takie tytuły jak ikoniczny „Blade Runner” w reżyserii Ridleya Scotta czy muzyczny „Pink Floyd: The Wall” (oba z 1982 r.). Wrażenie na aktorze zrobiły również inne produkcje pokazywane wówczas w telewizyjnej ramówce, takie jak „Noce Cabirii” Federico Felliniego z 1957 r. czy „Ghandi” z 1982 r. z Benem Kingsleyem w roli głównej.

    „Wtedy też odkryłem, że nie mam problemu z filmami na przykład klasy G i zrozumiałem, że takie produkcje też nie są złe. Na jednym z nich świetnie się bawiłem”.


    Piotr Polak o filmach które go bawią i wzruszają

    Chociaż kreacja Piotra Polaka w komediowym „The Office PL” bawi widzów do łez, sam aktor przyznaje, że nie jest wielkim fanem tego gatunku. Owszem, uwielbia odcinki „Przyjaciół” i „Latający cyrk Monthy Pythona”, jednak z trudem przychodzi mu wymienienie konkretnych tytułów, które doprowadzają go do wybuchów śmiechu.

    „Lubię wyłapywać śmieszne rzeczy w filmach, które nie są komediami”.

    Jakie filmy powodują u niego natomiast wzruszenie? Tu już aktor odpowiada już bez wahania, wskazując pewien brytyjsko-francuski dramat z 2000 r.

    „Filmy mojego życia” to nowy podcast „Zwierciadła”, w którym postacie ze świata kultury opowiadają o filmach, które miały największy wpływ na ich życie – od pierwszych seansów kinowych, przez kino dzieciństwa i dorastania, aż po współczesne wybory i guilty pleasures. Rozmowy mają charakter osobisty, oparty na opowieściach i wspomnieniach.

    1 hr 3 min

About Zwierciadło Podcasty

From the publisher's feed

„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu.

More shows like Zwierciadło Podcasty

Cyprian Majcher by Cyprian Majcher

Cyprian Majcher

9 Listeners

Imponderabilia - Karol Paciorek by Karol Paciorek

Imponderabilia - Karol Paciorek

39 Listeners

Tu Okuniewska by Tu Okuniewska

Tu Okuniewska

45 Listeners

7 metrów pod ziemią by Rafał Gębura

7 metrów pod ziemią

22 Listeners

Ja i moje przyjaciółki idiotki by Tu Okuniewska

Ja i moje przyjaciółki idiotki

55 Listeners

O Zmierzchu by Marta Niedzwiecka

O Zmierzchu

35 Listeners

Raport o stanie świata Dariusza Rosiaka by Dariusz Rosiak

Raport o stanie świata Dariusza Rosiaka

42 Listeners

Brzmienie Świata z lotu Drozda by Paweł Drozd

Brzmienie Świata z lotu Drozda

12 Listeners

Nauka To Lubię by Tomasz Rożek

Nauka To Lubię

8 Listeners

Radio Naukowe by Radio Naukowe - Karolina Głowacka

Radio Naukowe

30 Listeners

Żurnalista - Rozmowy bez kompromisów by zurnalistapl

Żurnalista - Rozmowy bez kompromisów

24 Listeners

Przemek Górczyk Podcast by Przemek Górczyk

Przemek Górczyk Podcast

13 Listeners

WojewódzkiKędzierski by Kuba Wojewódzki, Piotr Kędzierski

WojewódzkiKędzierski

34 Listeners

Mellina by Marcin MELLER

Mellina

7 Listeners

Rezultaty by Michał Wrzosek

Rezultaty

0 Listeners